Forum › Fantastyka › Star Trek › Star Trek: Strange New Worlds
Ci durnie zmienili historie na taką, jaka była. na IMDB 9,3 ocena
S02E07
Chyba mój ulubiony odcinek jak dotąd, bardzo pozytywni nowi bohaterowie, wiem że nie aż tak bardzo nowi, słyszałem, coś tam widziałem ale nie oglądałem w całości nawet jednego animowanego odcinka.
wiem że nie aż tak bardzo nowi, słyszałem, coś tam widziałem ale nie oglądałem w całości nawet jednego animowanego odcinka.
Nie lubię takiej kreski. Dla mnie ST w animacji jest całkowicie niestrawny.
08.
Doktorek zabija klingona i nie poniesie konsekwencji. Ja rozumie, miał swoje powody. Emocjonalnie przyznam jemu racje. Ale logicznie myśląc nie powinien tego zrobić. To był krok do pokojowego życia z klingonami. Kapitan powinien zawiesić jego w służbie i skierować wniosek do sądu federacji.
Ciekawe jakie będą następstwa na linii Qo'noS - Ziemia...
Tak z innej beczki, czy ten odcinek z ambasadorem to był jakiś ekstra w tygodniu czy mi się czwartki pomyliły? 😛
e04
Ufoki identyczne z ludźmi, to żałosne. W Orville to jeszcze przechodziło bo to parodia.
2. Co robi tyle chłopa na Enterprajsie skoro sterniczessa jest tylko jedna?
3. To Pike ratuje La'an a nie odwrotnie. To niedopuszczalne.
4. Myślałem że tracą pamięć na amen a nie tylko blokuje.
5. Usunięcie planetoidy kontrowersyjne.
Odcinek ogólnie na plus.
Tak z innej beczki, czy ten odcinek z ambasadorem to był jakiś ekstra w tygodniu czy mi się czwartki pomyliły? 😛
Dali dwa odcinki.
S02E09
Klingoni najwyraźniej nie lubili swojego ambasadora i jego śmierci nie zauważyli. Gwiezdna Flota podobnie, zero reakcji, M'Benga (moja ulubiona postać) pracuje jakby nigdy nic. Kolejne morderstwo w ST które nie jest potępione. Zgroza!
Kirk, piąte koło u wozu ds bzdurnych komentarzy. Znów pojawił się znikąd i tyle. Farragut wymieniany jedynie z nazwy.
Rewolucja w komunikacji na dalekie odległości... wydawało się że w komunikacji dystans nie istnieje, weźmy np. La'an od tak dzwoniącą do Kirka po zakończeniu podróży w czasie, tak to było mocno emocjonalne ale czy tam nie ma żadnych regulaminów, ciszy radiowej czy coś, każdy dzwoni sobie jak chce, kiedy chce i dokąd chce? Z pominięciem Uhury oczywiście.
K'T'Inga... wydawało się że ów okręt jest rozwinięciem D7 a D7 to konstrukcja lat 60'tych...
Sezon się kończy a fajnej kosmicznej bitwy brak, wątek rozmowy admirałów z początku sezonu tak jakby go nie było. Dobrze że Asoka już nie długo.
e09
10/10
Poważnie? Do mnie śpiewający wszechświat oddziałujący na emocje nie przemawia. Choć było zabawnie z dziewczyną kapitana.
no pewnie
W żaden sposób ten odcinek do mnie nie przemówił. Śpiewająca komedia, serio?
Tak Klingoni śpiewają:
Serio. Kosmiczna Inwazja Muzyczna. Super sprawa.
Recka się pisze:
Sternica i Kaplica
Tak się nie kończy sezonu. W dzisiejszych czasach nie robi się tzw klifczendżera (ang cliffhanger), czyli odcinka podwójnego, którego 1 część jest w jednym sezonie, a druga w następnym. Bo skancelują (ang cancel culture) serial i nie dowiemy się, jak się skończyło. Chyba że wydadzą komiks. A klifczendżerem zakończył się 2 sezon serialu Star Trek: Dziwne Nowe Światy. Sezonu nierównego. Zacznę zatem od wyliczenia największych wszeteczeństw:
1. Nie może tak być, żeby mężczyzna ratował kobietę. Tymczasem tutaj np. pkpt (przyszły kapitan) Kirk ratuje Uhurę, a kpt Pike ratuje La’an, co dodatkowo jest lejtmotywem odcinka. Tymczasem tylko silna, dzielna, niezależna może ratować mężczyznę, niczem GoGaladriel Saurona.
2. Płacz. Trochę tam płaczą, ale za każdym razem inna osoba, co rozmywa efekt. Np. La’an płacze z tęsknoty za Kirkiem, którego już nie ma i nigdy nie było. Nie walą minami jak Michasia Burnham w Discovery w ogóle. Od tych min kwaśnieje mi mleko w lodówce.
3. Serial ma formułę procedurala, czyli co do zasady odcinki stanowią zamkniętą całość, jak w Orville czy TNG. Łatwiej coś takiego pisać, bo te inne seriale to często film rozciągnięty do 10 godzin i przez to nudny. W Dziwnych Nowych Światach (SNW) scenariusze dają radę co do zasady, dla fanów jednak twórcy przygotowali odpowiednią dawkę absurdów, nonsensów i wszelakiej paranoi.
4. Odcinki są poświęcone poszczególnym bohaterom, którzy mają swoje pięć minut.
5. Liczne romanse są też wbrew.
**
W roku 1964 powstał pilot serialu Star Trek (The Cage). Załoga była tam inna niż ta nam znana. Kapitanem Enterprise był tam Krzysztof Pike, który przeżywał przygodę z iluzjonistami wyglądającymi jak ludzie z zadkiem na głowie. Wytwórnia stwierdziła bowiem, że tak, ale jednak nie i trzeba jeszcze jednego pilota. Weszła tam nowa obsada ze znanym nam kapitanem Kirkiem na czele. I to oni są pierwszą załogą kanoniczną. Z ekipy The Cage został tylko Spock. Serial Dziwne Nowe Światy (ang Strange New Worlds) opowiada o przygodach tej pierwszej załogi, z Pikiem, Uną, Spockiem, Uhurą, M,Bengą, Kaplicą na czele. Wprowadza tez nowe bohaterki: sternicę Ortegas, szefową ochrony (?!?) La’an. Jest jeszcze kmdr Pelia, która jest ufokiem. Ortegas mówi o sobie w trzeciej osobie. To chyba jakiś zaburzenie jest?
Mamy tu do czynienia z tragedią antyczną. Wiemy bowiem co nie wypali, bo jest to prekłel. Stworzenie prekłela jest niezwykłym wyzwaniem twórczym z przyczyn oczywistych, których nie będę rozwijał. Bohaterowie wcześniej są mniej doświadczeni i wyrobieni niż później i trzeba to uwzględniać.
Ukazał się właśnie trzeci sezon Dziwnych Nowych Światów (ang. Strange New Words – dalej SNW), u nas opóźniony na platformie Skyshowtime o 2 tygodnie względem reszty świata. Jest tam za to lektor i napisy, a nie ma dabingu (eng. Dubbing, nie mylić z Dublinem). Tytuł też przetłumaczyli kontrowersyjnie jako Nieznane Nowe Światy. A niech mają. Przypominam, że jest to serial będący prekłelem pierwszego Star Treka [1], o czym pisałem już [2]. Na razie jest dobrze, a w porównaniu z konkurencją nawet bardzo dobrze. Obecnie bowiem przyzwoicie się trzyma Godzilla i Kong oraz Star Trek. Gwiezdne Wojny słabo a Marvel kiepsko. Tzw. DCU, czyli batmany i supermany, przeżywa restart, ale pierwsze efekty są zachęcające. Co tam jeszcze jest? Wiedźmin szoruje po dnie razem z Rings of Pała, Koło Czasu skancelowane i nudne. Fantasy zarąbana jak widać poza Legendą Vox Machiny (ale to kreskówka). Kowboj Bebop skasowany, He Man zarąbany przez Netflixa.
Na tym tle ufoki prezentują się okazale. Przypominam, że jedne ufoki latają cumlem (lok. smoczek) a drugie dysponują omletem z dwoma rurkami z kremem na widelcach. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z proceduralem, czyli odcinki stanowią w większości zamknięte całości, ale są historie główne ciągnące się przez serial. Mamy tez znakomitą oprawę graficzną, przewyższającą Gwiezdne Wojny o niebo. Scenariusze kompletne, fabuły kompetentne na tle. Na tym kończę część bezspoilerową, spoilery muszę jednak rozpocząć od odwołania do klasyki fantastyki. Po odwołaniu będą spoilery:
Apentuła niewdziosek, te będy gruwaśne
W koć turmiela weprząchnie, kostrą bajtę spoczy,
Oproszędły znimęci, wyświrle uwzroczy,
A korśliwe porsacze dogremnie wyczkaśnie!
Trzy, samołóż wywiorstne, gręzacz tęci wzdyżmy,
Apelajda sękliwa browajkę kuci.
Greni małopoleśny te przezławskie tryżmy,
Aż bamba się odmurczy i goła powróci.
Scenarzyści SNW wyraźnie oglądali Orville, nie widzieli natomiast Star Trek Discovery. Tu i tu (w SNW i Orville) mamy bowiem załogą skupioną wokół kapitana, który umożliwia bohaterom rozwinięcie zdolności i umiejętności, koordynuje ich działania, w decydujących momentach wkracza ze swoimi pomysłami. Jest to bardzo nowatorskie podejście fabularne z jednej strony, a z drugiej klasyczne (kpt. Picard). Antytezą jest wadm. Holdo z Ostatniego Jedi, jednoosobowa katastrofa przez brak komunikacji. Proceduralność i postawienie kapitana na czele to prosta i łatwa recepta na sukces produkcji. Dwa oficjalnie dostępne u nas odcinki są odmienne od siebie. Pierwszy, Hegemony - Part Two to klasyczne gwiezdne wojny jakich od dawna nie ma w Gwiezdnych Wojnach. Mamy tu bowiem konflikt z straszliwymi Gornami, których okrucieństwo przewyższa jedynie wrodzone bestialstwo. Gornowie są jacy są, takie gady, posiadają jednak słabe strony. Kpt. Pike i załoga Enterprise wykorzystują słabości Gornów aby ich pokonać. Posługują się intelektem, kreatywnością, czyli działają w stylu Star Treka. Nie robią też tym Gornom większej krzywdy. Mamy za to fenomeny kosmiczne jak podwójne gwiazdy, promieniowanie itp. Mamy też drugi wątek – infekcję kpt Betel, która cudem uchodzi z życiem. Ratuje ją Spock z siostrą Kaplicą. Co to za pomysł, żeby pielęgniarkę nazwać Kaplicą (ang Chapel)? Przecież to się źle kojarzy. Ogólnie angielski zwyczaj posiadania pospolitych nazwisk jest dla nas dziwny. Romansowe relacje owej siostry ze Spockiem dodają tu głębi, bo w poprzednim sezonie rzuciła go.
Wątek ten jest rozwinięty w drugim odcinku, Wedding Bell Blues, gdzie pojawia się ta menda Q. A raczej jego synek tzw. Młody Q. Zmienia on rzeczywistość tak, że Spock ma wziąć ślub z Kaplicą, a jej obecny chłopak doktor Roger Korby ma być drużbą. Intryga jest taka, że Spock, który przecież na Wolkanie ma cały czas oficjalną narzeczoną, przebija iluzję Młodego Q dzięki sile swej miłości. Obecny Kaplicy też przebija, próbują jakoś udaremnić, nie udaje się jednak, pojawia się deux et machina czyli Q i przywołuje synalka do porządku. Jest to opowiastka w stylu TNG, czyli Następnego Pokolenia, mieszcząca się w tradycji opisywania kontaktów z cywilizacjami wszechnocnikowymi, tj, pardon wszechmocnikowymi.
Powyższe rozważania minimalizują zagadnienie zgodności świata przedstawionego i przedstawiają perspektywę w maksymalnym stopniu niefanowską. Fan podniesie bowiem kwestię zgodności z innymi opowieściami. I starają się tu wyraźnie autorzy. Bohaterowie w pierwszym sezonie zachowywali się nieTOSowo, z biegiem odcinków zmieniają się wyraźnie. Przełomowa była tu wizyta z przyszłości serialu Lower Decks, gdzie załoganci USS Cerritos przekazali informację o roli załogantów Enterprise w uniwersum. Spock już się zachowuje w swoim stylu klasycznym. Swoją drogą jedi powinni w spockowy sposób reagować w różnych Akolitach. Przeintelektualizowanie, wyrafinowanie, rozumowanie. Jest tu dobrze. Faktem jest też, że Młody Q ma swoje korzenie w TOS i nie koliduje ani z TNG, ani z Vojadżerem. Jakoś se radzą twórcy. Część fanów spodziewa się natomiast wyrżnięcia załogantów Enterprise niepojawiających się w TOS. Ja mniemam jednak, że do tego nie dojdzie.
Mamy bowiem świetny serial, rozwijający motywy startrekowe, z ciekawymi efektami i pewnym rozmachem. Poprawnie konstruowane fabuły są tu. A Ortegas (sternica) kocha się w kpt, Piku. Podobnie jak w Orville, dowodzonym przez kpt. Mercera, załoganci są rozbudowani, każdy z głównych bohaterów ma sporo miejsca, znamy ich, dlatego przejmujemy się ich losem. )nie tak jak w Discovery, gdzie tylko Michasia i Michasia).
Dowiadujemy się też, że Pike był ministrantem, co mu się chwali. Mamy pewne odejście od nieszczęsnego założenia twórcy ST Gienka Rodeberry’ego, czyli bezbożności świata przedstawionego. Czyniło ono jego wizję utopijną, a nawet nierealną z powodów oczywistych, których nie będę nawet rozwijał.
Przypisy:
1. https://www.filmweb.pl/serial/Star+Trek-1966-31454
2. https://www.salon24.pl/u/smocze-opary/938557,star-trek-nieznany
