Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › RPG - Kapitan Alex Joseph Moon
Trzeba przyznać, że bawiłeś się dobrze. Wyglądało na to, że nic nie działo się między Lindą a Timothym, ale nigdy nie mogłes być pewien. Całe szczęście zabawa i wir towarzyskich rozmów w końcu zajął Ciebie na tyle by o tym nie myśleć. Siedzieliście jeszcze dobre dwie godziny do momentu gdy drobna usterka wygnała inżyniera do swoich spraw, a Saren obwieścił, że czas na medytację. Uspokoiło się. Nawet Quevada ze swoją wszechogarniającą obecnością poszedł tłumacząc się, że ma do pogadania ze starym przyjacielem. Sprawdzisz to później. W końcu zostałeś sam... jeśli nie liczyć Amandy, która bezszelestnie wróciła i usiadła przed Tobą.
- Kapitanie... wiem, że pan wie, że wiem... - stwierdziła i usmiechnęła się - Proszę się nie przejmować. WYdaje mi się, że potrzebowałby pan odrobiny odpoczynku. Mam nadzieję, że te najbliższe kilka dni wykorzysta go pan na niego. Proszę skorzystać z holodeku lub sali ćwiczeń i przestać myśleć o wszystkich naokoło. I to jako doradca mówię z naciskiem i przez wzgląd na dobro okrętu i pana... - nie pozwoliła Tobie nawet odpowiedzieć i wyszła.
Uśmiechnąłem się. Właściwie to spodziewałem się, że coś takiego powie. Chociaż nic mi takiego nie było. Linda interesowała mnie tylko na stopie profesjonalnej. Na tyle na ile kapitan powinien być zainteresowany swoim zastępcą. W końcu moim obowiązkiem było także wyszkolenie pierwszego oficera, aby kiedyś mógł zacząć dowodzić statkiem. Zresztą wszystko to przez list. Nie żałowałem żadnego wyboru w życiu, przez większość czasu. Tylko czasami kiedy wracałem do pustego łóżka, lub myślałem o domu. Przed rozwodem planowaliśmy z Ritą zakup domu, oczywiście na Karaibach. Mieliśmy nawet kilka upatrzonych, ale teraz wychodziło, że nic z tego nie będzie. Dosyć. Amanda o tym wiedziała, ale nie znaczy, że ktokolwiek inny o tym wiedział i niech tak pozostanie. Czytałem wiele o Kapitanie Kirku. Jedne z jego słów mocno utknęły mi w głowie: "Ludzie tacy jak my nie mają rodzin". Może była to prawda. Zresztą ja już miałem kobietę, o którą musiałem się troszczyć. Był to ten okręt. Wiedziałem też, że w momencie wejścia do walki to wszystko straci na znaczeniu. Znałem się na swojej robocie. Powoli podniosłem się ze swojego miejsca. Rada doradczyni była dobra i zacznę ją stosować od jutra. Dzisiaj jeszcze chciałem przeglądnąć dane wywiadowcze o najnowszych konstrukcjach Cardassian. Szczególnie o tym ich nowym okręcie, Galorze. Raporty wskazywały na kontakt z nimi. Trzeba być przygotowanym na wszystko. Ruszyłem do swojej kwatery, aby w jej zaciszu spokojnie sobie wszystko przemyśleć.
Wszedłeś do swojej pustej kwatery i usiadłeś. Nie, nie wrócisz myślami do tego. Miałeś pracę do wykonania i to najlepsze lekarstwo na wszystkie zmartwienia. Spojrzałeś na dane wywiadu. Nie było tego wiele, w końcu przechodziły z rąk do rąk i trzeba było je zweryfikować. Dlatego też wywiad zostawił tylko najbardziej prawdopodobne informacje. Najciekawszą był zupełny brak wyrzutni torped na okrętach tej klasy, a przynajmniej nie stwierdzono ich obecności. Cóż, przynajmniej jakieś zmartwienie odpadało. Osłony wyglądały na słabsze od Federacyjnych i tu też trzeba by upatrywać swojej szansy. Uderzać z daleka i pozostawać w ruchu, podstawa sukcesu. Tak nawet stwierdziły analizy. Chociaż to miałoby jakieś znaczenie przy walce pojedynczych okrętów... gorzej jeżeli miałoby chodzić o walkę w formacji. Nie wyglądały też na szczególnie szybkie, chociaż znając Kardazjan mogły kryć wiele niespodzianek...
Wyłączyłem te dane. Same spekulacje, przydało by się przechwycić jeden z tych okrętów, ale to było by trudne. Będzie trzeba uważać przy spotkaniu z nimi. Cardassianie przygotowali pewnie niespodzianki. Ta ich Kasta Obsydianowa musiała nieźle pracować, skoro wywiad nie zdołał zdobyć niczego więcej. Włączyłem dziennik kapitański: "Dziennik kapitański ... uzupełnienie. Z Vulcanu wyruszyliśmy na front Cardassiański. Pośpiech wskazuje, że sytuacja jest ciężka. Cardassianie to niebezpieczny i przebiegły wróg, nie można go nie doceniać." Wstałem przechadzając się po pokoju, nagle z mojej głowy uleciały wcześniej ułożone słowa "USS Lee został przypisany do eskadry pod dowództwem Kapitana Gallowaya. To doświadczony oficer. Jestem przekonany, że okręt wróci do domu". Zakończyłem zapis. "Podporucznik Novan, mogła mieć rację. Muszę się trochę rozerwać". Ruszyłem do jednej z sal do gry w piłkę. Może ktoś będzie grał w koszykówkę, albo piłkę nożną i nie przeszkodzi im obecność kapitana. Połączę przyjemne z pożytecznym, bo bieganie nikomu nie zaszkodziło.
Twój wieczór był intensywny. Tak najprościej byłoby to ująć. Niestety do gry w piłkę nożną nie znalazło się zbyt wielu chętnych, ale do koszykówki nie potrzeba było aż tylu osób na szczęście. Solidna porcja wysiłku fizycznego zawsze pomagała przegonić troski. I tak było tym razem. Niemalże padałeś z nóg gdy w końcu wróciłeś do siebie, ale przynajmniej miałeś pewność, że uśniesz. I tak też się stało. Nawet nie zauważyłeś, usiadłeś na moment na łóżku i usnąłeś w ubraniu......
Morze było burzliwe... sztorm uderzał raz po raz w stromy klif a niebo przecinał zygzaki błyskawic. To nie była dobra pora na żeglowanie, ale trzymałeś się relingu galeonu tak mocno jak tylko mogłeś. Parszywy sztorm na kanale angielskim, diabli nadali całą sytuację. Chciałeś kląć jak załoga, ale ich spotkała by jeno chłosta, Ciebie za obrazę majestatu pewnie śmierć... w pojedynku. Czekali na was... czekali tylko, aż się rozproszycie by ponownie uderzyć, a teraz musieliście uciekać zdani tylko na siebie. I wtedy głośny łoskot rozszedł się pod pokładem... stało się najgorsze wpadliście na skały.... okręt darł poszycie i ostatecznie zszedł z przeszkody, ale spod pokładu dochodziły krzyki i odgłosy panicznej ucieczki.... czy to koniec? Jeszcze macie szansę. I wtedy błyskawica strzaskała maszt....
Obudziłeś się z krzykiem i schowałeś odruchowo głowę w dłoniach. Było 5 godzin do Twojej wachty, wciąż dużo czasu, ale nie wydawało Ci się byś mógł zasnąć. W szczególności gdy zobaczyłeś, że wciąż jesteś w ubraniu. Pomyślałeś nad snem, jednakże ten nieuchwytnie uciekł w niepamięć. Galeon? Sztorm? Armada???
Zrzuciłem z siebie ubrania i tak trzeba było je wyprać. Dziwne, ale nie mogłem zasnąć. Sen pamiętałem jak przez mgłę, ale musiał być intensywny. Cóż ostatnio byłem narażony na więcej stresu niż zwykle, więc nic dziwnego że organizm reagował. Poszedłem pod prysznic. O dziwo pierwszy raz, nie był uspakajający. Zimna woda przypominała coś ... było to o tyle nieprzyjemne, że nieuchwytne. Przebrałem się w czysty mundur i postanowiłem przejść się po okręcie. Będzie to relaksujące i jednocześnie zobaczę jak wszystko działa o tej porze.
Spacer był dobrym pomysłem. Pokłady były ruchliwe jak zawsze. Pełne nieznanych Tobie bliżej załogantów zajętych swoimi sprawami. Okręt warczał jak ul wieczorną porą, pracą wielu poszczególnych osób. Nawet nie zauważyłeś gdy stanąłeś przed jednym z okien i wyjrzałeś przez nie... tym razem ten widok jednak Ciebie nie uspokoił, a gdzieś na skraju czaił się lęk... nagle usłyszałeś koło siebie głos:
- Bezsenność? - zabrzmiał głos Savika, spojrzałeś na niego gwałtownie, ale nie odskoczyłeś odruchowo, on zas kontynuował: - Też tak czasem mam, przeczucia to mocna broń, ale nie buduję na nich analiz. Niedługo wejdziemy w zasięg przekaźnika, będzie możliwość zebrania trochę wieści od pozostałych "gołębi pocztowych"...
Uspokoiłem się trochę, niepokój gdzieś nadal był - Ja nauczyłem się ufać moim przeczuciom. Raczej mnie nie zawodzą. Nie wiem, może dla tego, że zaczynałem swoją karierę jako pilot. Do tej pracy potrzeba trochę przeczucia. Szczególnie, że nie zawsze można ufać maszynom - popatrzyłem jeszcze raz przez okno. Będę musiał być naprawdę ostrożny, okręt musi wrócić do domu. Coś było nie tak ... ale dobrze, że miałem te przeczucia, mogę się choć trochę przygotować.-Mam nadzieję, że jak najszybciej zdobędziemy jakieś informacje o sytuacji. Coś jest nie tak ... - powiedziałem odwracając się na chwilę do Vulcanina ... -Zabawne, mówi pan o przeczuciach, myślałem, że logika je wyklucza-
- Trzydzieści lat w wywiadzie floty nauczyło mnie, że logiczniej jest zaufać i im... - odpowiedział komandor i spróbował się uśmiechnąć: - Czas na mnie, niedługo spróbujemy nawiązać łączność z przekaźnikiem. Na bieżąco będę informował o uzyskanych informacjach.
Zasalutował i odszedł równym krokiem. Ciekawa osoba... niezwykle...
Dziennikarz o południowym usposobieniu, Vulcanin - szpiego wierzący w przeczucia. Czy ta misja mogła by się nie udać? Jakiś niezwykle dziwny los zebrał tu wszystkie te osoby. Odwróciłem się od okna. Do wachty pozostało jeszcze dużo czasu, a co mi pozostaje robić? Uznałem, że mogę spróbować pobawić się w pirata na holodecku. Może splądrowanie paru okrętów, uspokoi mnie.
Pomysł był dobry. Przez 3 godziny udało Ci się dopaść i zatopić francuską fregatę. Niestety do plądrowania po walce wiele nie zostało tym bardziej, że nie było na to czasu gdyż zabrzmiał odgłos wywołania, a holo opowieść zatrzymała się automatycznie.
- Kapitanie. Tu komandor Savik, przepraszam, że przeszkadzam, ale otrzymaliśmy właśnie pierwszą informację i.... lepiej żeby pan się tu zjawił. Savik out.
Poczułem nagły ścisk w żołądku. To, że musiałem się zjawić nie oznaczało nic dobrego. Moje przeczucia chyba wkrótce nabiorą ciała. -Komputer zapisz i zamknij - powiedziałem i wyszedłem w holodecku idąc w kierunku "biura" wywiadu. Cały czas zastanawiałem się o co chodzi. Miałem jak najgorsze przeczucia. Idąc przez okręt starałem się nie zdradzać swoich uczuć jak zawsze. Gdy tylko wszedłem do pomieszczenia i zobaczyłem Savika odezwałem się ... chciałem aby mój głos nie zdradził żadnych uczuć -Słucham komandorze, o co chodzi?-
- Mamy mały problem i chce by pan dowiedział się o tym pierwszy. Następnie roześlę tę informację do pozostałych dowódców. Przegraliśmy kolejną bitwę, a siły Kardazjańskie powoli zajmują nasze terytorium. 1 flota w wyniku utraty 50% sprawności bojowej zajmuje się aktualnie działaniami opóźniającymi. Mają zamiar wycofać się do systemu Yuhraya skąd będą osłaniać przegrupowanie 3 floty. Mamy przyspieszyć możliwie nasz lot i zdążać prosto w tamtą stronę co i tak zajmie nam stąd 6 dni... pewnie niedługo odbierzemy bezpośrednie rozkazy.
Czułem jak w gardle zbiera mi się gula. Przełknąłem ślinę i odezwałem się spokojnie-Rozumiem - powiedziałem spokojnie i podszedłem do interkomu łącząc się z mostkiem -Tu Kapitan Moon, przygotujcie się, prawdopodobnie nastąpi zmiana kursu i przyspieszenie - odłączyłem się nie czekając na potwierdzenie -Dziękuje komandorze za tą informację, mam nadzieję, że w przyszłości nadal będzie mnie pan informował - odpowiedziałem i ruszyłem w stronę mostka. Jedyne co teraz mogłem zrobić to posiedzieć tam. Mój fotel doda mi otuchy, a moja obecność doda otuchy załogantom.
Wszedłeś akurat na ostatnią godzinę wachty gamma. Najmłodsi z podoficerów na mostku, z reguły świeżo po akademii. Rozkazem byli zaskoczeni, ale rzeczywiście, wydawało się iż są bardziej spokojni gdy jesteś przy nich. To było najważniejsze. Rozkazy spłynęły po kilkunastu minutach. Harris, sternik sprawnie wykonał zmianę kursu, a obsada maszynowni zwiększyła płynnie moc idącą do silników. Okręt zadygotał ale utrzymał się w szyku. Pozostałe okręty z lekkim opóźnieniem wykonały manewr, ale komputer szybko zameldował, że znów wszystko jest w najlepszym porządku. Poza historią dobijającą się drzwiami i oknami. Ciekawe czasy...
Miałeś czas przejrzeć nudne i schematyczne raporty z poprzednich zmian, całe szczęście nie było w nich nic ciekawego. Mniej więcej w połowie zjawili się pozostali i w ciszy zmienili młodych załogantów. Linda weszła niosąc kubek kawy, który również w ciszy wręczyła Tobie i usiadła obok. Dało się wyczuć w powietrzu oczekiwanie...
