Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › RPG - Gul Taren
Dziewczyna usiadła naprzeciwko niego cały czas się uśmiechając -Wiesz, że i tak byłabym przy tobie, nie ważne co ... jednak masz naprawdę dużą szansę, być może niedługo zostaniesz Legatem - wzruszyła ramionami - Musisz sobie uważnie wybrać sojuszników, przecież wiesz, że teraz nie uciekniesz polityce -
- Niestety nie ucieknę, ale ile czasu można być w nią nie uwikłany. Mam juz swoich wrogów, a los Na'Tali wyraźnie to potwierdza. Ale nie martwmy się na zapas. Dzis noc jest nasza. Zabawmy się.
Uśmiechnęła się i nalała Canaru do dwóch kieliszków -Twoje zdrowie Dain - powiedziała opróżniając go duszkiem. Po chwili odłożyła pusty kieliszek na stół - Jutro pogadamy jednak o twoim bezpieczeństwie, ten epizod na powierzchni ... - zamilkła nie chcąc pewnie psuć tego wieczora, lub dlatego że zobaczyła zbliżającą się do nich grupę starszych oficerów
- Zobaczę czego chcą. Raczej mnie nie zabiją... - uśmiechnął się.
Kretar podszedł do Daina -Kapitanie, czyżby zamierzał nas pan zostawić? Przecież świętujemy pana zwycięstwo. Zapraszamy do nas -
- Powiedzmy, że musiałem dać mały wywiad działowi PR naszej Kasty. Teraz jestem wolny i możemy się zabawić.
Oficerowie zajęli miejsca przy stole. Zaczęły pojawiać się kolejne butelki, impreza powoli i nie ubłagalnie rozkręcała się. Wszyscy mogli przynajmniej na chwilę zapomnieć o wszystkim co wydarzyło się dzisiejszego dnia, mogli zapomnieć o problemach. Po kilku godzinach impreza zaczęła przygasać. Kolejni żołnierze, podoficerowie i nawet oficerowie podnosili się ze swoich miejsc i opuszczali bar udając się na spoczynek, w przydzielonych im na planecie kwaterach. Tarenowi przydzielono apartament w najlepszym hotelu w stolicy tej planety. Na następny dzień miał wraz z załogą zająć się opróżnianiem Antharamy z osobistych rzeczy ...
Noc nie spędził sam, a ponieważ nie lubił tak pić, żeby być nieprzytomnym, to łóżko parę razy zapłoneło namiętnością.Rano obudził się zadowolony. Nie dość, że miał u boku piękną i młodszą towarzyszkę, to przed oczami majaczyła mu się wizja prawdziwej potęgi. Przypadek sprawił, że Terranie dali mu prawdziwy prezent. Dzięki temu stał się sławny, a Kasty lubiły promować swoich pupilków. Większość obecnych Legatów i Prefektów wcześniej właśnie wcześniej byli takimi pupilkami, zwyciężcami bitew lub tłumicielami protestów podbitych ras.Erin, wyczerpana namiętną nocą, spała twardo, a on przez szyfrowane łącza połączył się znów z sklepem sprzedającym zabawki na Kardaz Prime.- Zabawki dla każdego, małego i dużego. - usłyszał standartowe powitanie.- Proszę z działem modeli. - chwila przerwy.- Gulu Taren. Znów pan. Co tym razem pan zamówi? Centarury są już gotowe.- Amabassadora. - rozmówca aż gwizdnął.- Więc to prawda, a nie propaganda. To pan zdjął ISS "Tyrant". Podobno miał na koncie 13 naszych statków... Mam właśnie jeden model na stanie, dość powoli schodzą z półek. Za to nie wyrabiamy się z Mirandami. - uśmiechnął się. - Front ustabilizował się i ludzie tracą flotę za flotą, chcąc zdobyć kluczowe systemy.- Odbiorę osobiście, gdyż będę na Kardaz już niedługo.- Oczywiście. Do zobaczenia, gulu.Po skończeniu rozmowy umył się i zamówił śniadanie. Dla dwóch osób. Gdy je dostarczono to delikatnym pocałunkiem obudził Erin.- Mrrrr... - zamruczała i odwróciła się na drugi bok, ale on nie ustawał. Wreszcie otworzyła oczy.- To już ranek.- Naprawdę? Jestem śpiąca. Za bardzo mnie zmęczyłeś wczoraj...- Śniadanie już czeka. Potem mamy udać się na statek po rzeczy osobiste.- Dobrze, już dobrze. Zaraz wstanę.Dziwne, ale po 10 minutach już pałaszowa jajka.- Jakieś nowe wieści? - zapytała.- Podobno Terranie znów zaatakowali, ale dostali po tyłku i cofneli się. Zdaje mi się, że po urlopier wyruszymy odbijać to co nasze.- Aha.Na podobnej, niezbyt istotnej rozmowie mineło sniadanie. Potem zabrali się na Antharmę. Lecąc promem wraz z kilkoma mechanikami, którzy mieli oceniać uszkodzenia mniej ważniejszych systemów, mógł sobie obejrzeć kadłub Galora. Rzeczywiście, wygląd strasznie. Pełno było pęknięć, wyrw i osmaleń, brakowało kilku wystających części, a pola siłowe mieniły się. Gdyby nie one, trzeba było pakowac statek w dok, by móc się nim zająć. Taren ich widokiem wcale się nie cieszył, wiedział że można je aktywować po uruchmieniu małych reaktorów fuzyjnych.Hangar był już sprzątnięty i usunięto poprzewracane sprzęty i wbity w ściane prom. Taren od razu skierował się do swej kwatery, a Erin mu towarzyszyła. Kwatera była nie lepiej urządzona po wybuchu niż reszta statku. Dzięki bogom za pola siłowe, inaczej wszystkie obrazy czy pamiątki dawno stałyby się surowcami wtónymi. Taren miał ze sobą dwie torby i sprawnie zaczął oczyszczać pomieszczenie. Kobiecie zajeło to dłużej, na szczęście nie składało wszystko w kostkę i w pół godziny skończyła swą pracę.Wracając do promu Taren spotkał Kretara. Ten miał tylko małą torbe przewieszoną przez ramię i walizeczkę z duranium.- To osobisty zestaw do przesłuchań. Dostałem go od swego nauczyciela. - wyjaśnił widząc pytający wzrok dowódcy. Taren wolał nie pytać jakie dokładnie w środku były rzeczy.W promie gul zobaczył kilku innych oficerów niższego szczebla. Każdy go witał radośnie, gdyż część chwały na pewno spłynie na nich. Zapraszali też na obiad, ale on miał inne plany.Gdy powrócił do hotelu to rzucił się na łóżko. Wreszcie mógł odpocząć. Koniec z byciem gulem Taren. Teraz był Dainem Tarenem i niech mu nikt nie przeszkadza. Przynajmniej teraz.
Leżąc w hotelu otrzymał informację o nadchodzącym połączeniu. Podniósł się ze swojego łóżka i podszedł do leżącego na biurku komunikatora. Uruchomił go, a po chwili zobaczył twarz PRowca-Gulu, dobrze pana widzieć. Zarezerwowałem panu lot w najlepszym transportowcu na Cardass Prime. To początek pana urlopu. Proszę się cieszyć -
- Cieszę się. - odparł ze sztucznym usmiechem.Na szczęście do odlotu pozostało kilka godzin, więc wcześniej zjedli (oczywiście na koszt CD) obiad w hotelowej restauracji."Najlepszy trnaportowcem" okazał się Tonga, przerobiona na statek szpitalny. Na jej pokład zapakowało się kilkudziesięciu wracających na Kardaz Prime podwładnych Tarena. Wszyscy dostali na wyłącznosć dwa pokłady, kompletnie odcięte od chorych i rannych, z których zresztą częśc równiez pochodziła z Antharmy. Mimo ciasnoty wcale nie było źle, pasażerowie dobrze bawili się, a pijatyki organizowano codziennie. Taren tylko czasami brał w nich udział, ale jak się dowiedział miesiąc później, nie tylko spowodowały wzrost zużycia replikatorów na kanar i syntohol, ale i spłodzenie trzech nowych obywateli Kardazji.Na szcęście po dwóch dniach podróży, Taren, Erin oraz trzech podoficerów przeniesiono na statek, którym podróż zapowiadał PRowiec. Tu wreszcie można było wypocząć w ciszy i spokoju, na takie statki nie miało wstępu pospólstwo. Kwatery były duże i wygodne, korytarze szerokie, a pijaństwo wysoce niewskazane poza najniższym pokładem, przerobionym na ulicę z dawnych czasów pełną knajp, szulerni i burdeli, gdzie mężczyźni nie służący w armii mogli dac w mordę holograficznemu Terraninowi, uratować przepiękną kobietę i się z nią przespać.Taren nigdy nie zaszczycił pobytem na tym pokładzie. Miał juz za dużo strzelanin i zabijanie by w ten sposób spędzać dni. Raz nawet zastanowił się ilu już ludzi zabił, osobiście gdy jeszcze był oficerem niższego szczebla i walczył ramię w ramię z podwładnymi lub jako dowódca okrętu. Liczba dochodziła już do kilku tysięcy, co wcale nie było nadzwyczajnym wynikiem. Najlepszy weteran wojny, jagul Trebek doszedł już do trzystu tysięcy, choć niektórzy dowódcy sarkali, że nie można liczyć bombardowania planet.Kolejne dni mijały w ciszy i spokoju. Gul zaprzyjaźnił się z kilkoma pasażerami transportowca, jednym gulem oraz dwoma przedsiębiorcami. Nie byli zbytnio ważni, ale Taren wiedział, że każda znajomośc się przyda. Wyglądało bardziej, że to wszyscy chcieli go znać, a nie on ich. Sława niszczyciela Ambassadora dzięki telewizji wyprzedzała go o lata świetlne.Wreszcie siódmego dnia statki, gdyż transportwiec ochraniały dwa Noriny, weszły do systemu Kardaz. Zakończył się pierwszy etap urlopu, ale zaraz zacznie się druga.
Okręt został zatrzymany przez Galora, znajdującego się w głównym systemie. Obserwując go przez iluminator Dain zdał sobie sprawę, że okręt leci w szyku honorowym. Po jego obu bokach ustawiły się Noriny, a trochę dalej manewrując znalazły się te, które wcześniej osłaniały transportowiec. Po chwili nadeszła wiadomość o opuszczeniu przez transportowiec tarcz. Przez chwilę Gul zastanowił się, o co może właściwie chodzić, ale chwilę później ogarnął go promień transportowca. Znajdował się w dużym pomieszczeniu, po chwili zorientował się, że to jedna z sal "konferencyjnych" na pokładzie Galora. Antharama też takie miała. Obok niego stał starszy Cardassianin, podobny do PRowca, z którym miał okazję rozmawiać tydzień temu. Sala była przystrojona i pełna strażników w galowych mundurach-Nazywam się Trak i jestem pańskim głównym opiekunem z ramienia działu PR - przedstawił się starszy -Proszę się przebrać w mundur galowy i przygotować na konferencję prasową. Mamy jakieś 5 minut ... -
Przebrał sie w 3 minuty i 54 sekundy. Odetchnął głęboko.- Jestem gotowy.
Drzwi zostały otworzone i do środka wlał się tłum dziennikarzy, oficerów i osób towarzyszących ... sala została szybko wypełniona. Oficer od kontaktów z prasą wyszedł przed Gula -Panie i Panowie, mamy dzisiaj zaszczyt przywitać "Żelaznego Daina", o którym już na pewno wszyscy słyszeli. Pogromca Ambassadora. Jestem dumny, że w naszej flocie znajdują się tacy oficerowie jak Gul Taren. Potrzeba nam więcej takich osób, odważnych, gotowych na wszelkie poświęcenia i nie bojących się działać. Mam nadzieję, że młodzi Cardassianie będą brać przykład z tego oficera, a młodsi od niego będą się uczyć jak zostać dobrym oficerem - tutaj PRowiec zrobił chwilę przerwy -Nie chcę państwa dłużej zanudzać, dlatego poproszę o wystąpienie samego Gula, a potem dam krótki czas na zadawanie pytań. Następnie Gul uda się na zasłużony urlop. Żałujemy, że nie możemy dać długiemu, ale tacy bohaterowie są potrzebni Unii i jak wiecie ich praca nigdy nie jest zakończona - ta ostatnia uwaga spowodowała pewien wybuch śmiechu-Panie i panowie Gul "Żelazny" Dain Taren - ktoś zaczął bić brawo, a po chwili cały tłum podchwycił. Dain został niemalże wypchnięty do przodu, przechodzący obok niego PRowiec powiedział pół szeptem -Proszę improwizować, kilka słów o dumie i tym podobnych. To zawsze robi dobre wrażenie i proszę unikać mówienia o naszych stratach. -
- Panie, panowie... - chrząknął. - Nie jestem politykiem, ani adwokatem... Nie jestem dobry w przemowach... Jestem dobry w walce, w szybkim ocenianiu gdzie zaatakować i kiedy się wycofać. Kiedy wysłać oddział na misję samobójczą by zwrócić uwagę wroga, a samemu zmiażdżyć konwój z zaopatrzeniem dla wojsk lądowych Terran by zdychali z głodu i pragnienia. Inaczej jednak było nad Varren II (sprawdziłem to była ta planeta). Tam wróg miał przytłaczająca przewagę. Mogliby bez problemu nas wszystkich zmienić w kosmiczny żużel. Tylko, że taka potęga przytępia umysł i tworzy błędy. Takim błędem było przekonanie Terran o swej potędze. Zapomnieli o taktyce. To tylko dzięki niej największy terrański krążownik został pokonany przez wielokrotnie mniejsze nasze siły.
Kiedy skończył mówić zapadła na chwilę cisza, potem rozległy się oklaski, najpierw z jednej strony sali, potem z drugiej, kolejne osoby dołączały się do owacji. Po chwili kiedy oklaski ucichły, przed mikrofonem ponownie znalazł się oficer od kontaktów z prasą, uśmiechał się przymilnie. -Proszę państwa, czas na zadawanie pytań. - po tych słowach w górę wyskoczyło wiele rąk, PRowiec wybierał kolejne, na które miał odpowiadać Taren. Na pierwszy ogień poszła ładna, młoda dziennikarka z telewizji rządowej -Ma pan jeszcze trochę urlopu, proszę nam powiedzieć, jak swój wolny czas spędza bohater i czy czuje pan, że pańskie życie zmieniło się po tym wyczynie?-
