Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › RPG - Gul Taren
- Kto to? - zapytał półszeptem.Na szczęście miał ze sobą nie tylko dezruptor, ale i trzech najlepszych przyjaciół - granaty, bo teraz to chyba zacznie z nimi spać.
-Jakiś cywil, twierdzi że współpracuje z Centralnym Dowództwem. Kazałem go przeszukać, jest czysty ... znaczy się, nie znaleźliśmy przy nim żadnej broni - zameldował Daleb spokojnie
- Zobaczę sie z nim. - wstał z krzesła. Widząc jak podnosi sie Kretar uspokoił go. - Odpoczywaj, na pewno nie pójdę tam sam.Po drodze do drzwi skinął na dwóch komandosów, którzy bardzo sie nudzili na tym spotkaniu i z chęcią by kogoś zabili.- Macie broń? - zapytał, a oni sie tylko usmiechneli. - Podobno mam gościa. Porozmawiamy z nim.- Tak jest, kapitanie.
Dwóch ochroniarzy ruszyło do pokoju. Otworzyli ostrożnie drzwi na zaplecze i dosłownie wpadli do niewielkiego biura. Na ich widok niewysoki Cardassianin w średnim wieku, dosłownie wyskoczył ze swojego miejsca. Widząc ten ruch, ochroniarze zaczęli sięgać po swoją broń -Przysyła mnie Centralne Dowództwo - zdołał wypiszczeć facecik -Jestem z działu PR ... - dodał szybko widząc ruch
- Spokojnie, chłopaki. Potem go zastrzelimy. - zażartował gul, choć raczej wątpił czy cywil będzie się smiał. - Niech zgadnę. Chodzi o szybki koniec pewnego terrańskiego statku...
Człowiek od PR nie wyglądał najlepiej. Zrobił się strasznie blady, ale zdołał wykrztusić -Taak - po tych słowach runął z powrotem na swoje miejsce oddychając ciężko ...
Taren szepnął jednemu z ochroniarzy by skoczył po jakiś dobry kanar i kilka kieliszków.Gdy już przybyły to nalał sobie i dziennikarzowi. Ochrona nigdy nie piła na służbie i rozeszli sie po salce, obstawiając drzwi.- Proszę się napić i nie dziwić mej małej paranoi. Zaledwie kilkanaście godzin temu miałem starcie z klingońskim zdrajcą na usługach Terran i to w gabinecie samego gubernatora. Od tamtej pory wolę byc ostrożny. Ale odchodzimy od głównej przyczyny pańskiej tu obecności. Co chce pan wiedzieć o końcu Ambassadora?
PRowiec wypił kanar jednym haustem. Wydawał się trochę uspokoić. -Dobrze kapitanie rozumiem, ale proszę następnym razem tak mnie nie straszyć - wydawało się jednak, że po tych słowach powróciła jakaś jego osobowość -Co się tyczy zniszczenia okrętu, to wszystkiego dowiem się z zapisów na okręcie. To nie jest problem. Z panem chciałem porozmawiać o innych rzeczach. Otóż musimy ustalić pański grafik dnia ... -
- Acxh tak, Oczywiście. Ile dacie mi czasu wolnego, a ile muszę wam oddać?
-Czasu wolnego będzie pan miał dwa tygodnie ... co zaś się tyczy czasu dla nas. To będzie, aż do czasu gdy Antharama zostanie odbudowana lub dowództwo zdecyduje się panu przeznaczyć innego Galora. Musi pan wybaczyć, ale po takim sukcesie, a przede wszystkim po planowanej przez nas kampanii medialnej, nie będzie pan mógł dowodzić niczym starszym - piarowiec mówił całkiem rzeczowo, aczkolwiek jego słowa wcale nie musiały napawać optymizmem. Oznaczało to przynajmniej kilka miesięcy poza walką i poza frontem -Cóż będziemy musieli ustalić pański plan. No i jakiś przydomek dla pana wymyślić, co pan powie na Żelaznego Daina ? -
- Może być. - taren był zadowolony, że nie każą mu się znowu telepać Tongą, po poznaniu Galora już nie chciał innych okrętów. - Kiedy otrzymam dokładny harmonogram zajęć dla CD?
-Nie będziemy panu przeszkadzać w pańskim urlopie. Proszę sobie odpocząć bo mogę pana zapewnić, że pańska "służba" dla Centralnego Dowództwa, nie będzie należała do najlżejszych. Może to nie będą starcia z terranami, ale może mi pan wierzyć, że czasami gorzej rozmawiać z różnego rodzaju urzędasami i dziennikarzami. Cóż na razie niech pan się dobrze bawi, skontaktuję się z panem pod koniec urlopu - po tych słowach piarowiec wstał i ruszył w stronę wyjścia obserwując z pewnym przestrachem ochroniarzy. W drzwiach zatrzymał się i uderzył lekko w czoło-Byłbym zapomniał, gdyby potrzebował pan jakieś pomocy, to proszę dzwonić. Dział PR zawsze chętnie zrobi co w jego mocy, aby pomóc swoim gwiazdom -
- O tak, na pewno o was nie zapomnę. - uśmiechnął się złośliwie. Inaro, czas kończyć twe wygłupy. Twoje chwile jako pani Taren są policzone...Wyraźnie odprężony wrócił na salę. Teraz chciał się napić porządnego kanar. Świętował w końcu już dwa zwycięstwa.
Bar był całkiem nieźle wyposażony, w alkoholach można było wybierać jak w ulęgałkach. Taren po krótkim zastanowieniu wziął butelkę najlepszego jego zdaniem Canar i postawił przed sobą na stole, po chwili podeszła do niego Erin-Widzę, że rozmowa musiała pójść bardzo dobrze, wyglądasz na naprawdę szczęśliwego - powiedziała uśmiechając się lekko
- O tak, będę czasową gwiazdą CD. Wszyscy będę pewnie chcieli ze mna pogadać i uścisnąć moja rekę jako zbawcy tej kolonii. Zresztą jak ta planeta się nazywa? - machnął ręką. - Powiem w skrócie. Ci którzy będą przy mnie na pewno nie stracą, a może nawet sporo zyskają.
