Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › RPG - Gul Taren
W barze zebranych było około 150 osób. Sam lokal nie należał do największych, ale nie byli ściśnięci. Większość żołnierzy delektowała się różnego rodzaju napojami "pobudzającymi". W całym pomieszczeniu dało się słyszeć gwar rozmów ... w końcu jeden z podoficerów zauważył Tarena podnosząc się ze swojego miejsca krzyknął -BACZNOŚĆ! - wszyscy słysząc tę komendę umilkli i stanęli w pozycji zasadniczej patrząc w stronę Daina ...
- Spocznij. - odparł machinalnie. Popatrzył na twarze żołnierzy i marynarzy, lekarzy i mechaników. Byli jednoczesnie i zmartwieni i zadowoleni. Dokonali rzeczy praktycznie niemozżliwej - zniszczyli chlubę Imperium, ale stracili tez okręt oraz wielu klegów. Trzeba było wzmocnić w nich poczucie zwycięstwa, a osłabić rozczarowanie.- Obywatele Unii! - zaczął. - Jesteśmy tutaj, a niedawno walczyliśmy o zycie milionów kolonistów na tej planecie. Walczyliśmy z wrogiem, który myślał, że bezkarnie będzie mógł zmasakrować nieprzygotowaną do walki kolonię. Dzięki nam boleśnie się sparzył na swych, jak im się wydawało, idealnych planach. Ambassador, najnowsza zdobycz techniki Imperatora, ten który jest pancerna pięścią ich flot, został pokonany przez Antharme i jej załogę. Sporo nas to kosztowało, ale Imperium wydaje na budowę swych zabawek nawet dziesięć razy więcej surowców, niż my na Galora. A jak zauważyliście nie ma szans nawet z jednym! Nasze stocznie juz przestawiono na budowe tych dokonałych niszczycieli i niedługo znów ruszymy na podbój ziem terrańskich. Odbilismy przez lata nasze ziemię, teraz pora zdobywać! Za chwalebny czyn każdy z was otrzymuje minimum 2-tygodniowy urlop, potem wracamy na front, by się zemścić. Za swe rodziny i za Kardazję!!!Mimo, że przemówienie było wcześniej parę razy przerywane oklaskami to teraz ze 150 gardeł wydobył sie ryk:- ZA KARDAZJĘ!!!Taren zszedł z podwyższenia. Był zadowolony, praktycznie z nirwanie. Teraz przed nim krótka chwiła chwały. Ciekawe kiedy pojawią się wysłannicy mediów by z nim zrobić wywiad?
-Piękne przemówienie - powiedziała Erin gdy gwar rozmów ponownie wypełnił salę. Podała Dainowi kieliszek kanar i uśmiechnęła się szeroko wznosząc go w toaście -Za najlepszego kapitana we flocie - jej słowa były zalotne, a jednocześnie wyrażały nie mały zachwyt. Kiedy kieliszki zostały opróżnione, kochanka przeprosiła Tarena i na chwilę oddaliła się porozmawiać ze swoimi znajomymi. To właśnie ten moment wykorzystał Daleb aby podejść do dowódcy -kapitanie, mieliśmy spore straty. Po tym wszystkim na pewno będzie sporo raportów do napisania. Zastanawiałem się ... powinniśmy napisać wspólny raport, o wyróżniających się załogantach. Część tych ludzi zasłużyła na awans ... -
- Jak chcesz to opracuj wspólny raport. Ci ludzie juz awansowali. CD nie omieszka wykorzystać nasze zwycięstwo propagandowo. Przeciez wiesz, że dostalismy na froncie porządne lanie i takie wiadomości jak zdjęcie Ambassadora bardzo pomoże podnieśc morale wojska.
-kapitanie ... jak sam pan zauważył, najpewniej dostaniemy nowy okręt ... może dojdzie do remontu Antharamy ... w każdym razie może dojść do zmian kadrowych. Mam znajomego w tym dziale w Centralnym Dowództwie i pomyślałem, że może będzie pan chciał zachować część załogi ... jestem pewny, że to dla mojego kolegi żaden problem - po tych słowach Daleb uśmiechnął się lekko -W każdym razie możemy o tym pogadać przy innej okazji -
- To juz zależy od załogantów czy zostaną ze mną czy przejdą dalej. Na razie niech kolega poszuka dobrej mechaniczki do maszynowni. Zauważyłem, że kobiety lepiej opiekują się tymi rzeczami niż my. Chyba to jakiś rodzaj instynktu macierzyńskiego...Gdy Deleb odszedł to taren rozejrzał się po barze. Właściciel zapewnił posiłki i napoje za darmo jako podziękowanie za uratowanie kolonii, więc wszyscy z tego korzystali i nie oszczędzali się. On sam nie zamierzał pozostać w tyle. Lubił czasami wypić, ale nigdy nie upić. Pijany dowódca nigdy już nie odbudowywał nadszarpniętego autorytetu wśród załogi.
Taren miał wiele możliwości do wyboru. Każda grupa załogantów, z otwartymi rękami przyjęłaby go do swojego stolika, wszyscy uznaliby to za honor i wyróżnienie, jeżeli dowódca zechciałby się z nimi napić.
Nie zamierzał pic z pospólstwem, nie bratał się z nim jak inni kapitanowie. To byli podwładni, nie partnerzy. Poszukał stolika, gdzie siedzieła obsada mostka, albo przynajmniej jej częśc.
Przy jednym ze stolików siedział Kan, Kretar i Yast. Pili jakiś alkohol i nie wyglądali na zbyt zajętych rozmową, właściwie to siedzieli w ciszy przerywanej przez jakieś zdawkowe zdania. Reszty obsługi mostka, nie zauważył pewnie gdzieś kręcili się po sali ...
Przysiadł się do nich. W końcu byli oficerami.- Jak tam panowie? Marynarze świętują, nie wiedząc że to tylko prztyczek w nos Imperium. Pewnie teraz wodują kolejnego z tych cholernych Ambassadorów...
-Jeżeli policzyć by koszty tego przedsięwzięcia to jednak wygraliśmy - skomentował Yast -Tak, ale ponieśliśmy spore straty - dodał pilot -Straty zawsze są, to wojna. My przeżyliśmy, a oni nie. I o to tylko i wyłącznie chodzi. Musisz zabić tego drugiego skurwiela, za nim on zabije siebie. Może jest to proste i okrutne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe - dodał milczący dotąd Kretar, a wszyscy pokiwali głowami. Po chwili oficer ochrony lekko rozpromienił się -Skoro pan kapitan już tutaj jest, to chyba powinniśmy przeprowadzić dla naszego pilota jakiś chrzest? To było jego pierwsze tak poważne starcie. Świeżo po Akademii i już mógł zakosztować "prochu" - powiedział szef ochrony Antharamy
- Czemu nie? Osobiście myślałem, że chłopak zrobi w gacie jak lecieśmy na Ambassadora, a ten walił do nas jak na strzelnicy. Chyba, ze zrobił diopiero w kapsule ratunkowej... - zaśmiał się. - Co dla niego proponujecie?
Yast wyciągnął z kieszeni swojego munduru odznakę bojową, przysługującą każdemu, kto brał udział w bitwie. -Kiedyś była taka piękna tradycja. Młody oficer musiał wyciągnąć ją z dna swojej szklanki - obaj oficerowie nalali młodemu szklankę pełną Kanar, po czym wrzucili do środka odznakę -Do dna - powiedział Kretar, po chwili do stolika dołączył uśmiechnięty Daleb obserwując całą ceremonię. Pilot wypił napój jednym chaustem trochę się przy tym krzywiąc. Po czym truimfalnie pokazał ją wszystkim. Pierwszy popatrzył na Tarena-Zechce pan czynić honory i przypiąć mu tą odznakę? -
- Oczywiście. - odparł. Wziął odznakę i przypiął do piersi sternika. Potem wzniósł toast za jego odwagę.- Juz niedługo spotkasz więcej wrogów do wymanewrowania. - rzekł. - Musimy pokazać Terranom, że ich czas się kończy.
-Dziękuje kapitanie - odparł nad wyraz dumny z siebie młody oficer -Pokażemy im, że nikt, nie może bezkarnie atakować Unię! - po tych słowach wzniósł toast, a wszyscy obecni przy stoliku poszli za jego przykładem -Kapitanie, ktoś chce z panem porozmawiać - nachylił się w tym czasie do jego ucha Daleb i wskazał oczami drzwi na zaplecze
