Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › RPG - Gul Taren
- Okręt nie jest zniszczony, a tylko poważnie uszkodzony. Za to przeciwnikowi zadaliśmy poważny cios. Jego wypadł się nie udał, stracił Ambassadora, a nie oszukujmy się. On jest warty minimum 2 Galory, więc nawet jak Antharme zezłomują to i jak wyszliśmy na plus. Nic pan nie mógł zrobić - uszkodziła nas powybuchowa fala, a tutaj mogły tylko pomóc lepsze osłony, których jeszcze nie posiadamy. Więc głowa do góry. Wygraliśmy bitwę, ale wiele jeszcze takich przed nami nim wygramy tą wojnę.
Młody oficer wydawał się trochę uspokoić w końcu wydusił z siebie -Dziękuję kapitanie ... -
Teraz nie pozostało nic innego niż teleportowac się bezpośrednio na mostek i tam zostać do czasu przybycia okrętu, który odholuje Antharmę na orbitę.
Czekanie się dłużyło. W międzyczasie przybyło kilka okrętów medevac, zabierając rannych z pokładu. Do inżynierów dołączyło również jeszcze kilka ekip, mających pomóc w załataniu największych dziur, aby okręt nie rozpadł się przy transporcie. W końcu przybył holownik. Po skoordynowaniu swojego planu lotu Anhtarama została zabrana na hol i zawieziona nad planetę. Tam rozkładano już przenośną stocznię. Po znalezieniu się na miejscu przybył komunikat : Gul Taren zgłosi się do pałacu gubernatora
Taren zostawil okręt pod władaniem swego PO, a sam przeniósł się do pałacu. Pomny wcześniejszych wydarzeń znów mu towarzyszło czterech w pełni uzbrojownych żołnierzy, zaś on sam miał nie tylko dezruptor ręczny, ale też trzech granaty: dymny, plazmowy i odłamkowy. Od tej pory nie zamierzał się z nimi już rozstawać w wyjściach z Antharmy.
Przy wejściu czekała na nich już grupa uzbrojonych Cardassian w mundurach armii. Dowodzący nimi oficer podszedł d Tarena i wyjmując pudełko powiedział-Proszę wyjąć całą broń -
- A po co? - zdziwił sie Taren. - Parę godzin temu chciał mnie tu zabić terrański agent, więc proszę sie nie dziwić, że jestem teraz ostrożniejszy. Chyba że ma pan argument, który mnie przekona.
-Normalna procedura według rozporządzenia Centralnego Dowództwa nr. 3457, paragraf 2 ustęp b - wyrecytował z pamięci oficer lekko uśmiechając się w stronę Tarana. Chwilę zajęło mu dojście, o czym właściwie mówi ten młody oficera ... olśnienie nadeszło dopiero po chwili "Procedura alarmowa, w wypadku zamachu" ... ale ona dotyczyła jedynie Jaguli" ... tymczasem towarzyszący oficerowie żołnierze wyraźnie zaczęli obserwować sytuację, czekając na rozwój wypadków.
- Ten argument mnie przekonał. - oddał dezruptor, granaty, a nawet nóż schowany w nogawce. Odwróciłę do ochroniarzy. - Poczekacie tutaj. Pomożecie w ewenualnej obronie.Poczekał aż go przeskanują i wszedł do środka.
Po drugiej stronie biurka siedział starszy Cardassianin w mundurze Jagula, wokół niego panował duży gwar, oficerowie biegali przynosząc mu kolejne pady. Taren podszedł bliżej i chrząknął aby zwrócić na siebie uwagę. Oficer podniósł wzrok i odłożył trzymane w ręku paddy. Po chwili z ociąganiem podniósł się z miejsca i uścisnął dłoń zaskoczonego Daina. -Jagul V'nes 9 Kasta - przedstawił się -Miło mi pana poznać Gulu i gratuluję zniszczenia wrogiego okrętu. Z pewnością ma pan mnóstwo pytań. Niestety pański okręt spędzi najbliższe parę miesięcy w doku, ale jestem pewien, że dowództwo znajdzie dla pana zajęcie -
- Na pewno. Ja też nie zamierzam siedzieć parę miesięcy na zapleczu, gdy Terranie pałętaja się na naszych ziemiach. Z pytań chciałbym tylko wiedzieć jak przebiegła bitwa. Najlepiej byłoby obejrzeć pełne nagranie.
-Dopilnuję, aby zostały panu dostarczone przed odlotem. Po tym wszystkim pan i pańska załoga otrzymała na razie przynajmniej dwu tygodniowe urlopy. Okręt najwcześniej po tym czasie będzie mógł zostać przetransportowany z powrotem na Cardassia Prime - jak zauważył Taren oficer, w czasie tej krótkiej rozmowy zdążył podpisać 3 formularze i odesłać jeden z jakimiś uwagami "na marginesie". -Jeżeli nie ma pan więcej pytań, to jest pan wolny. Proszę znaleźć sobie miejsce, w którymś z opuszczających układ okrętów -
- Tak jest. - Taren odwrócił sie i wyszedł z sali. Rozmowa była krótka, ale poznanie nowego jagula było bardzo ważne dla jego kariery. Dziewiąta Kasta może nie była aż tak ważna jak pierwsze trzy, ale kto wie co przyniesie przyszłość? Sam przecież zaczynał w jednej z "tylnych" Kast nim trafił do Pierwszej.Gdy wyszedł z gabinetu gubernatora to zobaczył swoich komandosów. Byli lekko zdenerwowani, więc ich uspokoił.- Wracamy na statek. - odebrał broń i przez okoliczny teleporter znalazł się na mostku Antharmy. Było tu juz trochę lepiej i czyściej, ale i tak widać było duże uszkodzenia.- Deleb, przygotuj plany opuszczenia okrętu przez załogę. Wszyscy otrzymują minimum dwutygodniowe urlopy i nakaz powrotu na Kardaz. Mają zostać tylko najwazniejsi marynarze, żeby dopilnowali przekazania okrętu inżynierom z Dziewiątej Kasty. Potem i oni mają udać się na urlop.- Kretar, zgromadź wszystkich, oprócz poważniej rannych gdzies w stolicy kolonii. Na pewno jakis wdzięczny właściciel baru wypożyczy nam salę. W końcu uratowaliśmy tyłki jemu i reszcie cywili. Chcę wygłosić mowę do żołnierzy nim wyruszymy na Kardaz.Gdy dwaj oficerowie zajeli się zadaniami rzekł do operacyjnej:- Jakie mamy straty w ludziach?
-50 zabitych i 120 rannych - podała dokładny raport ponurym głosem -Daje to ponad połowę stanu wyłączoną z użytku w najbliższym czasie --Zorganizowaliśmy salę, powinniśmy się wszyscy zmieścić i do tego, nie będziemy musieli nic robić-
- Zebranie odbędzie się za 2 godziny. Będę w swej kajucie. Jak powstanie harmonogram przeniesienia załogi na Kardaz do poślijcie go tam, jeśli połączenie działa.Wyszedł z mostka. Na szczęście turbowinda juz działała, choć jechała dość wolno. Skierował się ku swej kajucie, omijając przeszkody. Dwóch mechaników miało problem z umieszczeniem kawałka wyrwanej ściany na miejscu i jej przylutowanie, więc pomógł im az skończyli. Trochę byli zdziwieni, że dowódca brudzi sobie ręcę, ale to był jego okręt i zamierzał dbac o niego.Kajuta była w nieładzie. Na szczęście kadłub nie pękł w jej okolicy, więc musiał tylko zbierac rzeczy z podłogi. Nie miał nic tłukącego się, z życia wiedział, że szklane i ceramiczne przedmioty zawsze kończą źle, szczególnie jak ich właściciel strzela do Teran, a oni odpowiadają ogniem. Drzwi sykneły za nim. Nie odwrócił się. Tylko jedna osoba mogła bezkarnie wejść do jego kajuty. Tak jak przewidywał ciepłe, kobiece ręce objeły go w pasie.- Tak się bałam. - rzekła Erin. - Myślałam, że zginiemy w starciu z Ambassadorem. To cud, że przeżyliśmy...- Nie cud, a głupota Terran. Byli pewni swej mocy i zapomnieli o potędze taranowania. Gdybym ja był dowódcą takiego krążownika kazałbym niszczyc każdy zbliżający się cel.- Co się stało na planecie?- Poznałem jagula z Dziewiątej Kasty, którzy przejmują ochronę koloni. Osobiście uścisnął mi rękę. Taka znajomośc może być pomocna w starciu o dzieci.Erin nie odpowiedziała. Już dawno zaakceptowała, że będzie musiała dzielić Daina pomiędzy siebie i dzieci. Taren bardzo je kochał i na pewno gdyby miał wybierac to poświęciłby ją, a nie je.- Co teraz?- Wracamy na Kardaz. Okręt praktycznie muszą zbudowac od nowa. Będzie urlop i nowe zadanie, prawdopodobnie na Tondze, chyba że znowu dadzą nam nowiótkiego Galora.- A co stało się z flotyllą Terran?- Straciła połowę statków i uciekła. Spodziewali sie prostej rzezi, a tu ktoś im porządnie dokopał. Mam nadzieję, że udało się ustabilizowac front i takie wypady już rzadziej będą przekraczac granicę.Dalsza rozmowa była już mniej ważna. Po prostu napawali się spokojem, brakiem krzyków, rozkazów i wstrząsów od trafień. Wreszcie nastał czas na spotkanie na planecie. Od razu przenieśli się na miejsce, nie chciało im się wędrować do pokoju teleportera.
