Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › RPG - Gul Taren
-Straty nigdy nie są łatwe, nic na nie nie przygotuje. Po prostu trzeba zagryźć zęby i działać dalej - odpowiedział stary Cardassianin po czym przeprosił i udał się w stronę kilku nowo przybyłych. Tymczasem ostatni z przedstawionych mu przez Gula osobników wziął od kelnera dwa kieliszka Kanar i podał jeden z nich Tarenowi -Wybaczy mi pan kapitan tą śmiałość, ale chciałem zapytać pana, jak pan ocenia poczynania Terran w tej ofensywie. Jest pan pierwszym kapitanem walczącym podczas tej ofensywy, który powrócił tutaj do bazy. Interesują mnie pańskie przemyślenia -
- Myślę, że uśpili oni czujność naszych strategów i po cichu przyszykowali tą kontrofensywę. Atakują ostro i bez pardonu, nie dbaja o straty, jesli moga zadać nam większe. Sternik jednego z Centaurów chciał nas po prostu staranowac jak zobaczył, że nie ma szans w otwartej walce. Dzięki bogom za wyrzutnie torped, bo wtedy nie wrócilibysmy do domu. Osobiście uważam, że nie zajmą nam terenów, chyba że będa strategicznie ważne. Chcą po prostu nam przylac by mieli czas na zbudowanie większej ilości nowoczesnych statków. Wiedzą już, że Exelsiorami i Mirandami wojny nie wygrają.
-Doskonała ocena sytuacji - odparł jego rozmówca -Niestety, nie wszyscy zdają się to rozumieć. Obawiam się, że wiele osób ciągle myśli starymi kategoriami walk. Kiedy wśród Terran czy to z powodu strat, czy po prostu zwykłej rotacji kadr do głosu zaczynają dochodzić "młode wilki". Próbują zyskać na czasie, bo losy tej wojny nie są jeszcze przesądzone. Byliśmy pewni, że zdołaliśmy rzucić ich na kola, a ta ofensywa w moim mniemaniu sprawi, że cofniemy się o dobre kilka lat. Oczywiście odzyskamy to w końcu, ale to ciągle wzrastający koszt. - skończył swój wywód i uśmiechnął się do Tarena czekając co on na to powie
- Dobrze, że przynajmniej częśc naszych sztabpwców to wie. - usmiechnął się Taren. - Ja bym proponował po utrzymaniu frontu wysłac kilka rajdów na linie komunikacyjne wroga. Zamieszanie z tyłu na pewno ich zdziwi, kiedy będa pewni, że nas pobili. A jaka jest sytuacja po klingońskiej stronie? Nie miałem czasu sprawdzac raportów z drugiej strony...
-Klingoni się jeszcze nie pozbierali z ataku. Mają dużo większe straty, ale to przez tę ich strategię. Nie wycofywać się i walczyć i te inne sprawy. - odpowiedział pogardliwie oficer -Jednak niedługo i tam front się zatrzyma.-
- Grunt, że przynamniej Terranie musieli tam rzucić spore siły. Ale koniec rozmowy o wojnie. Chodźmy się napić, jutro mogą mnie wysłać na jakąś jatkę, więc muszę korzystać z uroków życia.
Sztabowiec się zaśmiał -Ma pan pełną rację. W końcu nie musimy wszędzie iść do pracy - po chwili podszedł z Tarenem do miejsca, gdzie piła większa ilość rozmówców. Zaczęły się toasty, ale sztabowiec po chwili znikł gdzieś pogrążony w rozmowie z innym oficerem. Dain został sam.
Pewnie wypytywał innego ofcera. Ciekawe czy ten sztabowiec robił dla Obsydianowców?Teraz czas był na główne zadanie otrzymane od Mellaka. Taren wypatrzył dowódcą stacji i podszedł do niego. usiłował posłuchać co mówi. Jednocześnie zamierzał wlać w niego alkoholu, bo podpity może powiedzieć coś czego normalnie by nie chciał.
Musiał rozmawiać z głównym inżynierem, bądź operacyjnym stacji. Glinn opowiadał o usprawnieniach dokonanych w systemach obronnych, oraz o wprowadzanych usprawnieniach dla przeróbek i naprawy statków. W końcu kapitan przerwał mu i przeprosił go. Odwracając się prawie wpadł na Tarena-O Gulu ... jak przyjęcie? - zapytał. Wyglądał, że już trochę wypił ...
Taren wziął od niego kieliszek i napełnił najbardziej procentowym trunkiem.- Widzę, że ten mechanik ostro pana wymaglował. Mógłby gadać po tholiańsku i byłby ten sam efekt. Chyba umówię go z moją mechanik. Hi hi hi... Przyjęcie nie takie złe, tylko wszyscy gadają o tym jak to odepchniemy Terran i ich rozwalimy. Dosłownie jak w jakims filmie propagandowym...
Oficer zaśmiał się i pociągnął solidny łyk napoju -Lubię pana ... nie jest pan jak ten Mantis - tutaj nastąpiło pogardliwe prychnięcie -Już odleciał pieprzony karierowicz ... jego nie lubię - zakończył swój pijacki wywód tym jakże logicznym i twardym stwierdzeniem dowódca stacji. -A wy co o tym całym burdelu myślicie? -
- Pieprzyć Mantisa. Może wreszcie go zatłuką. Tylko Galora będziesz szkoda... To dobre okręty. - ponownie napełnił kieliszek rozmówcy i zapełnił swój. - Myślę, że zgraja sztabowców siedzi sobie na tyłkach na zapleczu i tylko podaje rozkazy, a my musimy nadstawiać karki. Trzeba ich wysłac na front to by od razu zmienili swe nastawienie.
-Piękne słowa Dain, piękne słowa - dowódca stacji gładko przeszedł do mówienia Gulowi po imieniu -Ale niebezpieczne trochę, wiesz co mówią o Kastcie Obsydianowej ... ma wszędzie uszy - dowódca zaśmiał się krótko -Ale nigdy nie stali na pokładzie, który miał być zaraz zdobyty przez Terran, albo nie dowodzili wyżynką miejscowej ludności - Cardassianin pokiwał głową i upił kolejny łyk napoju
- Ale wszędzie się szarogęsią. I do tego myślą, że mają monopol na rację. - gul tez się napił, ale jego kieliszek miał mniej procentowy trunek. Dzięki temu trudniej byłoby mu sie upić.
Dowódca stacji kiwnął głową na znak zgody, po czym powiedział "Przepraszam" i udał się w stronę bardzo atrakcyjnej "kelnerki", zawiesił się na jej szyi, wyszeptał jej coś do ucha, a po chwili oboje zniknęli w jednym z pokojów. Taren rozejrzał się po reszcie zebranych, większość wyglądała jakby była do tego przyzwyczajona. Niektórzy pozwolili sobie na kpiący uśmieszek.
