Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Star Wars - Forum Role Playing Game › RPG - Elis Nilas
-Witam klienta. -Powiedział jakiś Kel Dor za barem. -Napije się klient? A może pokój wynajmie? Albo w Pazaaka pogra? Co? Stawki do stu kredytów republiki i pięćdziesięciu imperium.
- Alkoholową specjalność firmy. Tylko żadne siki. - rzekł krótko Elis. Gdy przed nim pojawił się kieliszek z brązowczerwonym płynem to dodał. - Szukam transportu z tego zadupia na bardziej interesujące światy. - jednym haustem wypił zawartość kieliszka. Nawet nie była taka zła. - Jeszcze raz to samo.
Przez chwilę wydawało się jak gdyby barman skurczył się w sobie. Jednak po paru sekundach podniósł głowę i rzekł. -Myślę że juto będzie tutaj frachtowiec "Śmiałek". Leci na Korelię. Chyba że chciałby pan lecieć w innym kierunku. Lecz to jest szczęście. W Zewnętrzne Rubieże rzadko zapuszczają się statki cywilne. Szczególnie tutaj. To nie Tatooine. Nie Sluis Van. Tu bliżej już do Niezbadanych Granic. Tu tylko badawcze stale kursują.
Popatrzył na Kel Dora. Przed swym tajemniczym zniknięciem mistrz wspominał mu o innych sposobach korzystania z Mocy, innych niż ten z którego korzystali Jedi. Kel Dorowie właśnie byli jednymi z tych innych, Baran Do Sages tak nazywała się ich technika. Potrafili nawet przewidywać przyszłość, ale takie sztuczki były zarezerwowane tych dla starych mistrzów. Ten Kel Dor nie wyglądał ani na straca, a tym bardziej na mistrza. Nie był więc zbyt groźny. Zresztą wystaczyło tylko zerwać mu maskę by zdechł jak pies.Skulenie się barmana zdziwiło go. Delikatnie zmodulował głos.- Czy coś się stało? Potrzebujesz pomocy? - wiedział, że Kel Dorowie są bardzo pomocni i szanują pomocnych ludzi. Udawanie dobrego jeszcze nikomu nie zaszkodziło, no chyba że usiłowało się ugłaskać Vadera, ale ten juz dawno gryzł ziemię.
-Och, czyżbyś chciał mnie wysłuchać? No cóż, niech będzie. Byłem kiedyś zapalonym graczem w pazaaka. Moi ziomkowie nigdy mnie nie rozumieli... a ty pewnie myślisz że skoro Kel Dor, to sprawdzał karty mocą. Mylisz się. To prawda, umiem przeczytać co jest na danej karcie, lecz co to za pazaak, bez dreszczyku emocji? I tak dorobiłem się małej fortunki... za którą kupiłem kawałek ziemi. I wtedy pojawił się ON. -Aż zatrząsł się ze złości. -Cody Mayo. Dumny jak paw szczyl, wpadł na moją farmę i zażądał pojedynku. Chcesz znać wynik? -Zaczął ściszać głos -1 do 9. Stawka była wręcz przytłaczająca. 50 000 kredytów. Za tyle pieniędzy można kupić nowy prom kurierski. A ON.... ON... powiedział:-Phe! Nie masz tyle? To co powiesz na to: oddasz mi ziemię, a ja zapomnę o sprawie.No i tak to było. Ja mu ziemię oddałem, a on ją sprzedał. Zostało mi tylko na jakieś mieszkanko... no i jestem. A ledwie dwa cykle temu... dowiedziałem się... że mój dawny przeciwnik właśnie podróżuje na "Śmiałku"... i co?
- I jestem bardzo zainteresowany co sądzisz o jego dalszej przyszłości...
-W końcu trafi kosa na kamień. To pewne. W końcu przegra. Pazaak to gra losu. Nawet nowicjusz może wygrać z mistrzem. Cody w końcu się doigra. Z twojego tonu domyślam się że czegoś ode mnie oczekujesz. Czego?
- Interssuje mnie czy ten Cody oszukiwał. A nie lubię oszustów i mógłbym dac mu nauczkę.
-Cóż mógł znaczyć karty swojej ręki... ale to niepewne. Dać mu nauczkę -Wzdrygnął się. -A ty umiesz grać w pazaaka?
- To już nie ważne. Jeśli grał uczciwie. Nie można karać zwyciężcy gry hazardowej za to że miał większe szczęscie. To niesprawiedliwe. Wy, Kel Dorowie, doskonale wiecie o tym. - Elis uśmiechnął się. Wiedział, że ta dziwna rasa dzieli świat na biały i czarny, szczególnie w osądzaniu.
Dzięki Bogu za Wookiepedię. Bez niej nawet bym nie wiedział, że coś takie jak Kel Dor istnieje 😀
-Cóż, wolnoć Tomku w swoim domku... pokój czy tylko przyszedł się pan napić?
Uważam iż dawanie linków do każdego postu jest ździebko głupie, i gra staje się przy tym za prosta ;>
- Jeszcze jedno to cos do picia. I kwaterę na jeden dzień.
Barman wziął od ciebie czek, włożył go do czytnika i mruknął:-3 razy gardogrzmot, kwatera na jeden dzień... 28 kredytów... Proszę -Odrzekł w końcu. -72 kredyty reszty. -Oddał ci czek. -Ostrzegam... w niektórych sklepach ich nie przyjmują. -Wymownie wskazał głową na kawałek tworzywa w twojej dłoni. -Tutaj najlepiej wychodzą ci, którzy pokrywają towar towarem. A najlepiej rudami i statkami.
- Statku nie posiadam, a rudy tym bardziej. żachnął się. - Co tu macie do jedzenia? - popatrzył na krótką liste i wybrał potrwa z mięsem smażonym, a przynajmniej mu się wydawało, że to będzie mięso.
-Hmm... to dość źle. Koloniści mają tu bojowe nastroje. Lepiej żebyś się nie pokazywał w biedniejszych częściach miasta. -Spojrzał na ciebie z, jak się wydawało, ciekawością. -Niezbyt tu ciekawie. Ludzie zaczynają się zastanawiać co tu robią. O. Na przykład taki Damo: -Powiedział wskazując na człeka za oknem. -Jego rodzina od czterech pokoleń pracuje tutaj jako plantatorzy. Kiedyś zarabiali krocie na ozdobnych gatunkach drewna. Teraz... latorośl klepie biedę.
