Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › Star Wars - Forum Role Playing Game › RPG - Elis Nilas
Wykonał sok na pomost, który prowadził do centrum miasta.
"W takim razie do zobaczenia. I dzięki za zabicie tych rebelianckich szczurów."
Stanąłeś na środku jakiegoś placu. Zewsząd dobiegały cię głosy. Uciekali. Nagle nadleciał jakiś prom. Zawisł dwa metry nad tobą, drzwi się otworzyły.-Przymusowa ewakuacja! Zostajesz czy spieprzasz?
- A jak sądzisz? - bez problemu wskoczył na pokład promu. - Ma własny napęd nadświetlny czy na orbicie odbierają ewakuujących się?
-Spoko, stary! Ja osobiście go montowałem. -Poklepał pieszczotliwie pulpit. Jak na potwierdzenie jego słów pulpit zamigotał i zgasł. -Oż cholera! -Tym razem użył pięści. -Ekhm, co najwyżej na Rishi. Tam jest taka mała stacja przerzutowa, jeszcze za wojen klonów używana chyba. Tam złapiesz frachtowiec na Lahsbane, stamtąd pośpieszny na Merkat, dalej szlakiem nadprzestrzennym aż do jądra mój drogi. Myślę że dolecimy... za... a z resztą.
Gdy był w środku to jeszcze sprawdził ile jest osób w promie. Chyba nadarzała się prawdziwa okazja zdobycia darmowego transportu.
W promie było jeszcze pięć osób. Czterech cywili i jeden żołnierz. Pakowało się jeszcze trzech wojskowych i pięcioro cywili. Łącznie trzynaście ludzi. Wylecieliście na orbitę. Zobaczyłeś tam niesamowity widok. Dwanaście korwet republiki otoczonych chmarami myśliwców promów i kapsuł. Pięć cywilnych frachtowców, do których dokowały słabsze promy. Do waszego promu podleciały dwa X-Wingi. -Prom...-Ratunkowy numer 43, kod Theta-Romeo-1-2-2-8. -Odpowiedział znudzony pilot.-Potwierdzam, Republika dziękuje za bezinteresowną pomoc jaką....-Nie było by mnie tu, gdybyście nie zaciągnęli siłą! -Ryknął pilot-Ekhym... przygotuj się do skoku.-Aye. Rozpoczynam procedurę startową.-Do skoku 10.. 9... 8...-Gotowi? To się trzymać -Ryknął pilot.-4... 3... 2... 1... -Zatrzęsło, zatrzeszczało, jęknęło i cała flotylla ratunkowa zniknęła w kilku błyskach.
Nie bał się innych ludzi. w tak ciaśnym promie zabiłby ich w 10 sekund, może 15. Ale nie zamierzał jeszcze tego robić.zwrócił się do reszty pasażerów.- Czy ktoś z was wie co tam się wydarzyło na dole?
-Ktoś się petardami bawił. -Mruknął jeden z żołnierzy-No. -Zawtórował drugi.-Wiesz pan, zdetonował bomby.-Aha. Podobno na prośbę samego senatu.. czy tam kogoś.-Pierdzielło tak że aż posła linia tektoniczna. Tąpnęło i parę miast zaczęło osiadać w wodzie.
- Ciekawe co to za amatorzy zostali zatrudnieni przez Nowaą Republikę. A miało być lepiej niż pod rządami Imperium... - zakończył rozmowę zgryźliwie.Usiadł na swoim miejscu i pomyślał o celu lotu, gdyż mimo że mógł to nie zabije załogi statku. Inni mogliby zwrócić uwagę na zmiane lotu lub ślady krwi w porcie. Trzeba było spokojnie przemknąć się przez kontrolę i poszukać swego statku. W końcu miał na koncie jakieś 10 000 kredytów i czas było je spożytkować, bo rycerze Jedi zawsze mogliby go znaleźć, a to nie wróżyło nic dobrego. Jeszcze przyjdzie na nich czas, wcześniej musiał zdobyć większe umiejętności i doświadczenia. Może Sithowie z zaswiatów dadzą mu jakąś nagrodę za tą odrobinę Mocy, którą im przekazał?Wrócił myślami do Rishi. Nigdy nie był na tej tropikalnej planecie. Podobno mieszkały tam inteligentne ptaki, co odrzucały technologię. Oprócz tego istaniały małe miasteczka ludzi i obcych. Po prostu zadupie, które szczęsliwie było blisko Kamino. Trzeba będzie sie stamtąd wynieść jak najszybciej.
Rishi doskonale pamiętała co stało się tu za czasów wojen klonów. Parokrotnie atakowana, plądrowana, odbijana i znów plądrowana. Najpierw przez separatystów, potem republikę i wreszcie imperium. Jako że rola Kamino powoli zaczęła spadać spadała też liczba garnizonu. W końcu gdy nastała Nowa Republika nie zobaczył byś tam nawet żołnierskiego trepa. Istniała własnym życiem i nie lubiła jak ktoś się tam pchał na siłę. Lądować można było na starej republikańskiej placówce, którą w przypływie euforii można by nazwać portem. Właśnie tam zostaliście skierowani.-No to co? Wysiadka?
- To zależy gdzie dalej lecisz. Ta planeta wygląda jak kolonia karna.
-Gdzie lecę? Nigdzie! Napęd mi zdycha... trza by coś z tym zrobić. Zgłoś się jutro, stary.
- Zobaczymy. Nie lubie tropików, musze sie stąd wyrwać jak najszybciej.Wyszedł z promu. Trzeba było najpierw poszukacbanku, potem jakiegos konta do spania. Rzezimieszków się nie bał, nikt nie zrobi krzywdy rycerzowi Jedi, szczególnie złemu.
Kantyna "Pod starym blaszakiem" zawdzięczała nazwę zardzewiałą głową droida bojowego, wisząca nad drzwiami. Znajdowała się tuż obok lądowisk i była stosunkowo tania. Jak udało ci się odcyfrować z tabliczki stojącej przed drzwiami, wynajem kosztował 10 kredytów za dzień plus 2 za jedzenie. Na planecie jako takiego banku nie było. Rozmieszczono za to parę terminali, mogących obsługiwać transakcje i wydawać czeki. Oczywiście z dużo mniejszą szybkością niż te z prawdziwego zdarzenia.
