Nie powiem, czasem lubię (także krajowy w wydaniu Dukaja czy Piskorskiego), ale wolę atompunk/rocketpunk (i to nie obecny, typu "Oka potwora", a z czasów gdy był jeszcze legitną 😉 wizją przyszłości) 😉 .
Trylogia Wojny alchemiczne ("Mechaniczny", "Powstanie", "Wyzwolenie") Iana Tregillisa. Jak normalnie nie gustuję w podobnych retro-wynalazkach (a i martinowe rekomendacje czegoś na mnie nie działają), tak ten steampunk, a raczej alchemiczny clockpunk (budzący baaardzo, baaaradzo odległe skojarzenia z nWoDowym Prometheanem i dukajowym "Gotykiem"), czytałem z przyjemnością.