Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Sesja RPG › "Przeżyją tylko najsilniejsi..." Survivors RPG
ZEMSTA
Siedziała tak przez kilknaście minut. Potem wstała, sprawdziła stan rannego. Nie wyglądał najlepiej, ale na pewno przeżyje- Zobaczymy, co jest w głębi tej jaskinii. - powiedziała i zaczęła się w niej zagłębiać.
I świat pokrył się śniegiem. Pojedyncze płatki szybko zamieniły się w zamieć a wiatr zawodził przeraźliwie pośród skalnych ostańców. Jak ktoś mógł kiedykolwiek żyć na tej planecie? ZEMSTA
ZEMSTA
- Aaa... - zajęczał, gdy znowu zaczęła ciągnąć go w głąb jaskinii. Po kilku minutach dociągnęła go poza zasięg śniegu.- Jak się czujesz? - zapytała widząc jego otwarte oczy.
I.Thorne
OKIEM ROMULANKI
Co'Brah
ZEMSTA
OKIEM ROMULANKI
Co'Brah
Satelita Nadzoru nr. 3497 - System DeirneachTyp: brak danychAktualność systemów: brakStan Techniczny: brak danychSystem kierujący: nie odpowiadaDane pozyskane (na godzinę 24 czasu lokalnego)METEO - systemy sprawneTemperatura powietrza (równik): -19Prędkość wiatru: 120Uwagi: - wzrost zawartości CO2Następne połączenie: godzina 12 czasu lokalnegoGEO - systemy sprawneTemperatura powierzchniowej warstwy gleby: -2Temperatura niższych warstw: 15Uwagi: wykryto wstrząsy sejsmiczne spowodowane przez obiekt pochodzenia pozaplanetarnegoOBS - systemy uszkodzone (20%)Systemy śledzenia: nieodpowiadająSystemy nadzoru pogody: utrzymanie zmian na aktualnym poziomieSystemy uzbrojenia: nieodpowiadająBIO - systemy niesprawne (5%)Ostatnia klasyfikacja: obszar skontaminowanyPoczątek kwarantanny: brak danychPozostały czas kwarantanny: brak danychŻycie biologiczne: brak danychKomunikat wirusologiczny: brak danych- Jakieś znaki życia od czasu wybuchu? - Jeszcze nie. Nasze sensory nie są najwyższej jakości, od czasu...- Zamknij się Rash! Skanuj powierzchnię! - krzyknął donośnie klingoński dowódca- Wybuch zostawił sporo zakłóceń, a do tego ta burza...- Bez wymówek bo skończysz z nożem w krtani!- Mamy coś! - krzyknął triumfalnie Kardazjanin siedzący przy sąsiedniej konsoli- Dawaj to Jednooki!- Z okrętu nie zostały nici, ale to nie była eksplozja spowodowana upadkiem. Czujniki wykazują obecność jakiś substancji wybuchowych. I coś jeszcze, jedna z kapsuł została wysadzona. Również przez jakieś środki, nie wiem, może to nasi...- Coś jeszcze? - Tak, pozostałe 4 kapsuły wylądowały w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od tej wysadzonej, to musiałabyć któraś z bliższych mostka... - A teraz najważniejsza kwestia... jak tam miewa się pan Sellar?- Nie zauważył naszej smyczy w swojej zabawce - powiedział z uśmiechem Kretar - a do tego nie wykrywam jego obecności na powierzchni planety.- Dobra, panowie! W tył zwrot i pełna impulsowa.- Ale kapitanie, tam są...! - krzyknął Rash- Nikogo nie ma i nikogo nie było. Nikt kto kwestionuje moje rozkazy nie przeżywa dość długo by powiedzieć mi to w twarz! Jak powiedziałem zarżnąć, to zarżnąć, a jak na razie wszystko wskazuje na to, że dali się mu najzwyczajniej wykiwać i zabić, na szczęście nasz radosny podrzutek szczezł razem z nimi.... Kurs na Narret....Czuła ból, jednakże nie aż tak duży. Gdy Kardazjanie najechali jej dom miała okazję poznać większy... wiedziała jedynie tyle, że porusza się... jej instynkt działał a ona szukała jakiegoś ukrycia, czołgała się ignorując ból powodowany przez szorowanie silnie poparzonym ciałem o kamienisty grunt. Kilka ran obficie krwawiło a z ręki wystawał fragment jakiegoś żelastwa. Za to tez jej zapłaci... i za tych przygłupów którzy wleźli do środka. Miała na tyle inteligencji aby jak tylko zejdzie z jego pola widzenia biec ile sił w nogach. Mało pomogło, ale przynajmniej żyje... o ile nie zabije jej to przeklęte zimno....Wciąż żył, ale był wykończony. Przez ostatnie kilka godzin bezskutecznie uderzał pięściami o unieruchomiony właz. Był w kapsule ratunkowej i o zgrozo, to go mogło zabić. Powietrze kończyło się nieubłagalnie. Spojrzał na swe dłonie i syknął gdy dotknął zdartej do krwi skóry. Słyszał wiatr i wyobrażał sobie masy świeżego powietrza na zewnątrz... pytanie tylko czy kiedyś jeszcze nim odetchnie....Byli wściekli, jak można nie być przebywając od kilku godzin z 2 zmarłymi w jednej, dusznej kapsule. Choć było to niemożliwe, wyczuwali już odór rozkładającego się ciała, to zwiększało ich wściekłość. Na szczęście działał system wymiany powietrza, chociaż coś.... Udało mu się.... uciekł im. Właśnie tego dnia uświadomił sobie zalety bycia androidem. Jedną z nich jest odporność materiału. Przeżył kolizję jego okrętu z powierzchnią planety i wciąż miał siły by wydostać się z wraku próbując uratować kilku kadetów. Spotkał ich smutny los. Następnym razem będzie wiedział że lepiej uratować jedną osobę niż próbować kilka. Niósł ich jakiś czas, oddalając się od odgłosów rzezi na niższych pokładach gdzie klingońska grupa szukała rannych, niósł... i nie doniósł. Po raz kolejny materiał z którego został wykonany przeszedł próbę gdy wybuch okrętu rzucił go w powietrze. On przeżył, oni już nie. Szanse były minimalne, a bez sprzętu medycznego żadne. Żal mu było - o ile może żal odczuwać - gdy skracał ich cierpienia. Teraz w narastającym zimnie przemieszczał się w stronę z której dochodził go sygnał jednej z kapsuł. Może ktoś jeszcze żyje?Jak to możliwe!? Przecież kapsuły były sprawne! Sam to sprawdzał po wielokroć bo co może robić starszy inżynier na okręcie szkolnym? Można pogrążyć się też w nudzie lub innych nałogach jak to zrobił kapitan. Popapraniec. Za swe ambicje zapłacił - mam nadzieję - długą i bolesną śmiercią. Teraz on może zapłacić za swą głupotę wstąpienia do floty. Właz kapsuły nie chciał się otworzyć, a gdzieś na zewnątrz grasowała - jak znam Klingonów - grupa wypadowa. Krakał, krakał.... ale jak można w tej sytuacji być optymistą. Przypomniał sobie kilka przysłów w momencie w którym coś uderzyło o pokrywę włazu. No, to koniec pomyślał i skulił się w kącie. Po kilku sekundach ujrzał jak metal wygina się, a wieko odlatuje na niezłe kilka metrów... zanim do środka wszedł mocno sponiewierany android będący na okręcie szefem ochrony:- Centurionie. Chodź za mną, temperatura spada...- Szefie, nawet nie wiesz jak się cieszę że Ciebie widzę....
ZEMSTA
Ta chwila odpoczynku wybitnie mu się przydała. Czuł, że zmęcznie spowodowane minionym dniem ustąpiło bezpowrotnie. Wszedł po drabince do jednego z punktów obserwacyjnych i wyjrzał na zewnątrz. Słońce jeszcze nie wzeszło, a świat skrywał się pod grubą warstwą wymieszanego z rdzawym pyłem śniegu. Miał jeszcze około godziny zanim wstanie słońce. A człowiek? Daleko pewnie nie uciekł. Bez jedzenie, bez wody.... ale z medykamentami które są go w stanie utrzymać przy życiu przez kilka dni. Ehhh.... ale jego uwaga nie może być utrzymywana non stop... to wystarczy.Zszedł z powrotem do tuneli i podążył głównym z nich. Musiał coś sprawdzić. Co może być bardziej przydatnego do znalezienia ofiary jak dobry lokalizator? Wiedział gdzie taki znaleźć. Zupełnie odprężony zakręcił w jeden z zagruzowanych korytarzy. Kiedyś, jakaś duża eksplozja spowodowała zawalenie części korytarzy, ale wystarczyło mu kilka lat aby utorować sobie własne ścieżki. W końcu dotarł do silnie przerdzewiałych drzwi, które wiele lat temu podczas wybuchu zaklinowały się pozostawiając trudną do przejścia szczelinę. Już chciał przez nią przejść gdy w mdłym świetle podziemi ujrzał fragment ubioru. Nie było go tu wcześniej. Przysunął się ostrożnie bliżej. Wtedy usłyszał miarowy oddech dochodzący ze znajdującego się tu niegdyś małego pomieszczenia, wartowni...
