Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Dobrze, spotkajmy sie tu za godzinę. Możecie przejść się po mieście, ale nigdzie nie odlatujcie.
- Taa. Domyślam się, sir. Do zobaczenia. - Matthew ukłonił się przełożonemu - chwilowo mam urlop od szefowania... Ale niedaleko z tego co pamiętam jest przyjemny bar. W czasie mojego pobutu w akademi to tam wszyscy się zbieramy... Idziemy?- Ależ bardzo chętnie, skarbie - Maria posłała ostre spojrzenie Alanowi. - Wiesz, Maciek... Ja osobiście o bym...- Świetnie że się zgadzasz. To ledwie pareset metrów stąd...Na miejsce cała grupa dotarła po 10 minutach. Bez zbędnych wstępów zajeli miejsca - Maciek co prawda, zgodnie ze swoimi wspomnieniami, był tu ponad rok temu, lecz barman natychmiast go poznał i przyniosł kieliszek ulubionego napoju. Równie szybko obsłużył pozostałych. - E... Maciek, mam do ciebie sprawę... - Marten jednocześnie rzucił rozpaczliwe spojrzenie kobietom, które wyjątkowo szybko podeszły do baru. - Bo widzisz... Jakby ci to... Hmm- ALAN?- Wybacz ale to nie takie proste - były Pierwszy nieco się zmieszał - No, ale... Znaczy się...- ALAN?!- Maryśka nie jest twoją żoną - powiedział szybko, i natychmaist pożałował widząc minę przełożonego. W tej chwili bardzo współczół admirałowi - Bo zanosiło się ze Matthew naprawdę zacznie okupywać jego centrum dowodzenia- Słuchaj do końca... Zgodnie z prawem ślub jest nieważny, jednak cholera jasna... Wy się naprawdę kochacie... Maryśka powiedziała ze pogada ze swoim starym odnośnie terminu a potem zalegalizujecie zwią - Przerwał gdy kieliszek pełen zielonkawej cieczy pękł w dłoni Caepa - NAPRAWDĘ. Uspokojenie Maćka nie trwało zbyt długo, szczególnie ze i jego żona brała w tym udział. Gdy ruszyli w drogę powrotną już całkiem wrócił mu humor. Jego towarzyszy niepokoiły tylko mściwe spojrzenia rzucane od czasu do czasu na dowództwo - i naprawdę mieli nadzieję że zanim mu nie przejdzie nie wpadnie na admirała- Dobra, za 3 minuty mieliśmy się tu spotkać z komandorem - powiedział dość niepewnie Alan gdy dotarli na miejsce.
Komandor przyszedł po 3 minutach i 14 sekundach. Wraz z nim admirał Woźniak.- Witajcie córeczki. Jak podobała się symulacja?
- Tato, wychodzę za mąż - powiedziała natychmiast Maria - Ku rozpaczy Maćka. Reakcja admirała mogła być ciekawa - Chwilę później zbladł Alan, bojąc sie tego co może powiedzieć Anka.
- Acha. - odpowiedział spokojnie admirał. - A ty Aniu też?- No.. ja... jeszcze nie.- Więc mam tylko jednego pana młodego do zabicia. Czy to pan? - popatrzył w twoją stronę.
- Czy dostanę chociaż coś do obrony, sir? - Spytał dość ponuro Matthew. Raz już przeżył przeprawę z Woźniakiem, zapowiadała się powtórka - Ale tak. To ja.
- Raczej nie. Czy moglibyśmy porozmawiać ze sobą na osobności? Marysiu zapewniam cię, że przeżyje tą rozmowę...
- Już raz przeż... - zaczeła sterniczka, ale Caep szybko przerwał- Ozywiście, panie admirale.
Admirał odprowadził cię kawałeczek na bok.- Skoro wiesz jaki byłem w symulacji to nie muszę ci opowiadać co się z tobą stanie gdy ją skrzywdzisz. Oglądałem większość waszej symulacji i wiem, że ją kochasz. Dbaj o nią. I kup szybko pierścionek zaręczynowy.
- Tak jest, sir - Matthew uśmiechnął się lekko - Szczerze mówiąc, spodziewałem się powtórki... Pierścionek kupię jeszcze dzisiaj, chciałem od razu ale nie mogłem się odłączyć od reszty... A chciałbym jej zrobić niespodziankę, panie admirale.
- Wracajmy do nich. Marysia już sie denerwuje.Razem podeszliście do pozostałych.- Komandor zameldował was do jednego z pobliskich hoteli. Bo do bursy Akademii pewnie nie chcielibyście powarcać. Skontaktowałem sie też z kilkoma kolegami. Chyba uda się skombinować jakiś okręt dla was. Ale to nie będzie nawet New Orleans. Pewnie coś strszego, więc nie gorączkujcie się.
- Trudno, sir. W kazdym razie coś co lata - Matthew uśmiechnął się szeroko - w każdym razie, bardzo dziękujemy. Można spytać, gdzie ten hotel?
- Tak z kilometr w kierunku Głównej Kwatery Floty. Nazywa "U Betty". Powiedxcie, że są tam zarezerwowane dwa dwuosobowe pokoje. - komandor popatrzył na admirała, ale on nic nie powiedział.
- Tak jest, sir - Matthew nawet nie śmiał się uśmiechnąć w tym momencie. Wiedział, że Woźniak może nagle uznać że mała awantura mu się należy - Czy mamy od jutra podjąć służbę lub naukę w akademi, czy chwilowo mamy wolne?
