Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Dziękuję, kapitanie - Matthew uśmiechnął się lekko. Uznał, że życie tutaj może nie będzie takie złe - wziął małżonkę pod ramię i ruszyli zwiedzać okręt.
Nic nadzwyczajnego w czasie tej wycieczki nie zobaczyłeś. Mogłeś nawet powiedzieć, że jesteś na jakimś federacyjnym statku. Ale jak wszedłeś do maszynowni to stanąłeś jak wryty. Reaktor był niesamowity. Zamiast niebieskiego światła rzucał jasno różowe cienie. Na oko był 2 razu grubszy od tych, które pamiętałeś. Wokół niego uwijali się mechanicy.
Matthew bez wahania zatrzymał nabliższego, w randze porucznika- Może mi pan powiedziec jak to działa... Albo raczej, co to wogule jest? - Matthew uśmiechnał się przepraszająco - Nie jestem obezany z nowoczesną techniką, a komputer nie bardzo potrafi ciekawie opowiadać...
- To jest ten... reaktor. Dostarcza energii do systemów podtrzymujących napęd strumieniowy. Oprócz tego zasila broń energetyczną.
- Poruczniku, nie przesadzacie? WIDZĘ że to jest reaktor, zresztą nie spodziewałem się w maszynowni pietruszki. Raczej powiedzcie, jak to działa - dodam że jestem kapitanem Floty, i odsłużyłem dość żeby zrozumieć opis tego urządzenia - mimo że wyglądam na niewiele lat... Nieco czasu spędziłem w stazie.
- Zostaw tego odgrzewańca mnie. - warknął mechanik, który przed chwilą wygrzebał się z jakiegoś kanału. - Główny mechanik Georg Guslow. Chcecie państwo zwiedzić maszynownię w najmniej oczekiwanej chwili? - nawet nie próbował ukryć swej złośliwości.
- Alan, trzymaj mnie bo zaraz będą szukać nowego mechanika - jęknął teatralnie Matthew ale zaraz zwrócił się do szefa maszynowni - słuchaj, synku. Kiedy ty robiłeś w pieluchy, ja zabijałem. Jeszcze jedna taka odzywka, i zacznę sobie przypominać stare nawyki. Zrozumiano? - ostatnie słowa prawie warczał - Oglądam statek, za zgodą kapitana. Zapytałem mechanika który aktualnie nic nie robił jak działa reaktor, a ty mi przeszkadzasz. Czy teraz Floty nie obowiązuje już kultura? - matthew prychnął lekko - czy moze jesteś jakimś szerogowym który ukradł oficerski mundur?! Więc. Ma pan do mnie jakąś sprawe? Zaznaczam, ze za następnego odgrzewańca ja zwiedę tutejszy areszt, a ty ambulatorium...
Guslow zaczerwienił się i juz miał ci odpowiedzieć, gdy przed ciebie wysunęła się Anka. Uśmiechnęła się najpiękniej jak umiała i zaszczebiotała:- czy byłby pan taki uprzejmy i opowiedział mi o tym duzym reaktorze. W odróżnieniu od tego gbura z tyłu, ja nie znam się na inżynierstwie i z chęcią wszystkiego wysłucham.Mechanika zamurowało. Przez chwilę chciał coś powiedzieć, ale dał sobie spokój i zaczął opowiadać.Z rzeczy, których mówił większośc znałem. Okazało się, że technika aż tak bardzo do przodu się nie posuła. Reaktor był kolejnym modelem MARA, wytwarzał tylko więcej energii potrzebnej do zasilania napędu strumieniowego.Po skończonym opowiadaniu mechanik przeprosił i udał się nadzorować jakąś naprawę. Anka spojrzała na ciebie kpiąco:- Wystarczyło go tylko ładnie poprosić...
- On i ładne proszenie? - mruknął cicho Alan - Właśnie... Pierwszy... Pan komandor ma rację. No, i moja żona zaświadczy - zresztą, ten gbyr nie powinien nazywać mnie odgrzewańcem - poskarżył się Matthew. - To gdzie idziemy teraz? Na mostku mamy być za jakieś 10 minut - a wszytko poza uzbrojeniem widzieliśmy. A tam nie chcę się narzucać...
- To może powoli będziemy wracać? - zapytała Maria.
- No dobra... Więc w drogę, dużyno! - kapitanowi natychmiast wrócił humor. Po dwudziestu latach wreszcie był na okrecie, i miał wyruszyć w misję... Co z tego ze jako obserwator? - Razem z rodziną, raźnym krokiem ruszyli na mostek. Maciek postanowił im chwilowo oszczędzić trudniejszej trasy, połączonej z oglądaniem tuneli technicznych... Na to będzie jeszcze czas.
Wróciliście na mostek w odpowiedniej chwili. Mirek ze swego stanowiska meldował kapitanowi:- Nie wykrywam tritanium. To wygląda na okręt. Jakiś stary.Te słowa wydały ci się znajome.- To okręt federacyjny. Klasa Dedalus.- Co? - krzyknął kapitan. - Bob! Ty cholerny idioto! - machnął w powietrzu pięścią. - To nie miał być Dedalus! Nie zmieniłeś programu! Juz ja ci pokażę! - i zniknął.
- My nie w porę? - spytał Caep siląc się na beztroski ton. Pamiętał podobną sytuację... I innego Dedalusa. Ale reszta była... Dziwna? - Co tu się dzieje? - spytał po zniknięciu kapitana. Tym razem w jego głosie słychać było wyraźne zdziwienie przeplatane z zaciekawieniem
- Pieprzony Bob i jego komputery. - spojrzał na ciebie. - Dowiesz się jak się obudzisz. Dobra panie i panowie. Kończymy z tym. - załoganci mostka zaczęli po kolei znikać. Tylko Agnieszka została.- Może to dziwne, ale niedługo admirał Verk wszystko wam wyjaśni, kadecie von Caep.
- Aha... Kadecie... Możecie mi dać jakiś nóż? Zabiję się, zanim się zaraz okaże że jestem Romulaninem w XX wieku lub coś w tym stylu... Co się, cholera, dzieje?
