Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Niestety informacji o tobie było dosyć mało. Większośc zaginęła w trakcie ewakuacji. Nawet misje, które pamiętasz z przygód w trakcie snu były opisane dosyć pobieżnie.- Awansowałem szybciej bo po pierwsze jestem strasza o 6 minut, a po drugie nie każdy unowocześnia technologię regeneracji mózgu. Bez tego leżałbyś w stazie jeszcze ze 100 lat.
- W takim razie, dziękuję, pani komandor - Matthew uśmiechnął się lekko - To idziemy? Nawiasem mówiąc, czy Jarr mówił coś o okręcie dla mnie? I jakiejś broni...? Moze wydaje wam sie to śmieszne, ale bez fazera czuję się po prostu głupio. I odczuwam dziwny niepokój...
- Nie mamy fazerów. Ale jest cos lepszego... I na pewno nie dostaniesz okrętu w takim stanie. Możesz znowu starcić przytomność, a to byłoby niewskazane w trakcie misji.- Aga, nie histeryzuj. Może coś da się zrobić? Może pójdziemy na strzelnicę?
- Strzelnica... Może być. Zobaczymy to 'coś lepszego'. Nawiasem mówiąc, moja droga - Matthew uśmiechnął sie słodko - jestem twoim ojcem, a także osobą starszą stopniem. Sporo - i naprawdę wiem co dla mnie dobre, a co nie. Na okręcie czuję się znacznie lepiej... - Mirek, na strzelnicę.
- Lekarze zawsze mogą rozkazywać starszym stopniem, gdy oni są chorzy. A ty jesteś.Nim rozwinęła sie dyskusja Mirek szybko cię wyprowadził z ambulatorium.- W strzelnicy jest pewnien kuracjusz. Lubi bawić się działkiem izomagnetycznym. Chyba wiesz o kim mówię?
- A zawsze mu powtarzałem, zeby nie bawił się zabawkami... Mam nadzieję - Matthew uśmiechnął się lekko - że macie na składzie jakiś granatnik fotonowy... Nawiasem mówiąc, przynajmniej za moich czasów, Aga, ten przepis nie dotyczy osób od kapitana w zwyż... Głównie dlatego, żeby nie utrudniać im pracy. Sam musiałbym się zgłosić po pomoc - a tego nie zrobię - oficer wystawił język w stronę córki. Był ponad dwadzieścia lat starszy, mimo ze wyglądał nadal na dwadzieścia trzy lata. Odgranął włosy nieco do tyłu, i ruszył za Mirkiem.
W strzelnicy słychać było głośne eksplozje. Jednak strzelcem okazała się Ania.- Siemaneczko Maciek. Ale mają fajne zabawki.- Oto nasza broń ręczna. - Mirek podał ci broń wyglądającą jak spłaszczony pistolet. - Może emitować różne rodzaje energii, zmiana modulacji po każdym strzale. Borg dostosowuje sie po 20-30 strzałach. Możesz spróbować.
Matthew szybko obejrzał nową 'zabawkę'. Była poręczniejsza od fazerów. Ustwił maksymalną moc, i wycelował w pierwszą tarczę. Znikneła w eksplozji... W ciągu kolejnych trzech sekund wystrzelił dziewięć razy - niszcząc kolejne tarcze - tym razem spojrzał na broń z zachwytem. Nie dość, że ładniejsza, poręczniejsza to jeszcze silniejsza od fazerów... - Ściągnął z półki czarną kaburę, i przypiął ją sobie do pasa, jednocześnie umieścił w niej broń. Równocześnie rozglądając się za polecanym działkiem- No, razja. Co jak co, ale broń macie fajną - nawet pomimo natrętnych lekarek znęcających się nad własnym ojcem - Matthew znowu wystawił język córce - Mirek, kiedy tak wogóle musisz wracać na swój okret? Może znam kapitana?
- Nie, nie znasz. Jest Romulaninem. Nazywa się D'Ran. W czasie ewakuacji udało nam się zebrać trzy romulańskie transportowce. Na okręt mam wrócić, gdy nie będę już na stacji potrzebny. Może uda mi się wziąć was na jająś wycieczkę?- Nie ma mowy. - zaprotestowała Agnieszka. - W takim stanie pozostaną na stacji. Kto im pomoże, gdy coś im się stanie na statku?- Nie przesadzaj siostro. Tata nie jest w stanie krytycznym.
- Dokładnie. Nawet w zbliżonym do krytycznego... A lekarze są wszędzie. Zresztą, naprawdę sobie poradzę, i nawet córka mnie nie zmusi do spędzenia reszty żyia w szpitalu - Matthew uśmiechnął się lekko - Nawiasem mówiąc, żadne moje wspomnienia od wysadzenia echników i zaopatrzenia w okolicach systemu Organia nie wrócą? - Maciek spytał niewinnie - gdyby się przyznał, że coś mu się przypomniało, zapewne do końca życia nie mógłby niczym dowodzić.
- Możliwe, że amnezja jest tymczasowa. Wspomnienia powinny wrócić w ciągu kilku miesięcy.- Ja pójdę pogadać z kapitanem. 0 powiedział Mirek i wyszedł ze strzelnicy.
- Kurcze... Czy w tych czasach nie potraficie się zdecydować/ Ostatnio mówiłaś że reszta wspomnień jest bezpowrotnie stracona... No dobra. To co robimy?- Ambula...- To ja postrzelam - westchnął zrezygnowany kapitan - szybko przeładował działko izomagnetyczne i posłał szybką serię po tarczach - wzniósł oczy do nieba widząc wyrwę w jakiejś ścianke, odgradzającej dwie części strzelnicy - i szybko zpojrzł na Agę - Nie mów? Pól siłowych też nie umiecie budować?Po jakiejś godzinie, dość spocony ale i szcześliwy dał się wyciągnąć ze strzelnicy. Aga zaproponowała dalsze zwiedzanie stacji - a na to mógł się od biedy zgodzić. Wyczieczka przebiegała szybko i przyjemnie. Stacja była całkiem ładna, łądniejsza od tych które pamiętał. Dziwili go tylko mijający go ludzie, niemal wszyscy uśmiechali się, i oddawali honory - gdy jeszcze dowodził Scorpionem przyzwyczaił się do tego, ze to on preżył się przed każdym na bacznośćPo paru godzinach głodny i wyczerpany Matthew wrócił do kwatery. Marysi jeszcze nie było - widać zwiedzała stację na włąsną rękę. Zdjął mundur, rzucił się na łóżko i momentalnie zasnął.
Około 1.00 w nocy obudził cię komunikator.- Tato, chodźz do ambulatorium. Z mamą jest niedobrze.
Matthew wstał szybko, wciągnął mundur i sprawdził czy broń jest na miejscu. Biegiem ruszył do ambulatorium. Po drodze wpadł na jakieoś porucznika, i przeprosił w biegu. Marines który chciał go zatrzymać po prostu kazał zejść z drogi, bo nie ręczy za siebie. Do szpitala dobiegł w rekordowym czasie, i z niepokojem wszedł do środka
