Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Okręt był pusty. Nic nie zginęło, nic nie zostało też zniszczone. Po kilkunastu minutach zaczęli pojawiać się załoganci, sukcesywnie przesyłani z planety.Na mostek weszli Beregh i Shiran.- Te Alan, co robiłeś, gdy gnilismy tam na dole? Te 3 dni pewnie szybko ci minęły.
Alan szybko rozejrzał się dookoła - na mostku byli tylko oni - Anka najwyraźniej poszła się rozpakować- Jak to co - Marten uśmiechnął się - zamartwiałem się o was. Po pijanemu. Nawiasem mówiąc, robili wam jakieś wyrzuty lub źle traktowali? A, Beregh dowiedz się od Woźniaka co mamy robić... Wolałbym z nim nie rozmawiać, sam wiesz czemu... - Pierwszy uśmiechnął się niemal przepraszająco
- Tak bili nas, przypalali ogniem, a kobiety permanentnie gwałcili... - zaczął wściekły Shiran. - Po twej gębie widać, że zabawiałeś się z dziewczyną. Chyba sam sobie jakąś znajdę...- Mamy sprawdzić okręt i czy wszyscy załoganci przybyli. Później mamy zapakować tylu kolonistów ile się da i lecieć do SB 223 w układzie Organia. Tam mamy ich wyładować. Savannah też odwiezie część kolonistów. - zauważył z uśmiechem. - Teść tak szybko nie odpuszcza.
-Zaaraz... TA Organia? - Spytał zdziwiony Alan - No, nieważne... Okręt jako tako sprawdziłem. Wykonajcie diagnostykę, prześlijcie kolonistów i lecimy... A, po drodze postarajamy się naprawić uszkodzenia - bo Kapitan i tak się wścieknie ale moze trochę szybciej mu przejdzie.-A, Shiran... To może zacznij szukać? - Alan zaśmiał się - Jeszcze trochę, a kapitan otworzy biuro matrymonialne. Ma załatwić przeniesienie dla Anii tutaj, a teraz pewnie i przydział paru Andorianek?
- Tak TAAAA Organia. A znasz inną?- Zacząłem już szukać. Jest taka jedna w ochronie, ale powiedziała, że z lalusiami i leniami nie będzie się zadawać. Czy naprawdę jestem taki? - Shiran przyjął teatralną pozę.- Hej o co chodzi? - zapytała Christina, która właśnie weszła na mostek.
- Leń tak. Na lalusia jesteś zbyt złośliwy - Alan zaśmiał się cicho.- Chris, lecimy do systemu Organia, wyładowywujemy kolonistów i hyba mamy wolne. Zaraz będą na ppokładzie, więc zajmij się nimi...- Nie tak zaraz - burknął Beregh - z tego co wiem, załadunek kolonistów zajmie dobre sześć godzin.- 6 godzin i siedemnaście minut - wtrąciła T'Rea - przyjmując, że zaczniemy od zaraz.Alan osunął się w fotelu. To będzie kolejne nudne czekanie.
Marten chciał wyrywać do przodu, ale został przez kapitana Woźniaka szybko uspokojony. Dopiero gdy wszystkie okręty, przewożące kolonistów, były gotowe to kapitan Savannah wydał rozkaz skierowania się do układu Organia.Tymczasem na Volkanie- ... trzeba też pomyśleś o innych aspektach... - monotonny głos Volkana- nauczyciela usypiał skuteczniej niż środki nasenne.Mijał 13 dzień szkolenia. Nudnego szkolenia. Za to Maria była szcęśliwa, zwiedzając cały Volkan.Zbliżał się wieczór. Jutro miało nastąpić wręczenie dyplomów. A później powrót na Scorpiona.
Scorpion- No, to możemy już wio? - spytał sennie Alan- Melduje posłusznie ze tak - Shiran też usypiał na siedząco- No to wio - jeszcze bardziej sennie mruknął MartenVolcan- ... trzeba też pomyśleś o innych aspektach... - monotonny głos Volkana- nauczyciela usypiał skuteczniej niż środki nasenne, ale kapitan postawił sobie za punkt honoru nie usnąć. Inni członkowie personelu Floty też walczyli dzielnie. Maciek uznał, że specjalnego wyboru nie ma, i swoje wycierpieć musi. Pocieszał się tym, że już jutro wraca...
Na szczęście Maria wieczorami skuteczne pozwalała tobie zapomnieć o tej katordze.Nadszedł dzień 14 szkolenia. Wydanie dyplomów to była nudna, jak wszystko na Volkanie dla nievolkan, uroczystość. Wraz z dyplomem szybko wróciłeś do kwatery. Tam Maria siedziała już na walizkach.- Mamy kajutę na transportowcu, odlot za 1,5 godziny. - poinformowała cię.
- Po raz pierwszy, i zapewne ostatni nie będe narzekał na lot transportowcem - Maciek był cały czas uśmiechnięty. Nawet przydługa, szara tradycyjna Volcańska szata w której paradował od rana nie była w stanie zepsuć mu humoru. To idziemy zająć ową kwaterę? Mam nadzieję, że Alan nie szalał za bardzo.- Nie przejmuj się... Jakoś pewnie uda się naprawić Scorpio... - Marysia przerwła, że kapitan jest dość blady. I po raz pierwszy, pomyślała że jeśli Scorpionowi naprawdę się coś stało, to potrzebny będzie nowy pierwszy oficer.Pół godziny później oboje opuscili kwaterę, i skierowali się na transportowiec. Maria przodem, szeroko uśmiechnięta, A Matthew nieco za nią, nadal w szacie, i objuczony sporą iloscią walizek.
Kajuta na transportowcu USS Adrian była bardzo podobna do tej, w której mieszkałeś lecąc na Volkan, choć może ciut większa. Gdy zapakowałeś wszystkie walizki do kajuty zostałeś wezwany na mostek.- Niestety muszę pana poinformować, że pański statek USS Scorpion został pzrejęty w układzie Betrassa przez siły znane jako Unia Północna. Cała załoga jest przetrzymywana jako więźniowie.
- Niech pan powtórzy jeszcze raz - powiedział bardzo spokojnie Matthew, ale w jego oczach płoneła rządza mordu - Czy chce mi pan powiedzieć, ze mój Pierwszy Oficer, nie potrafi nawet dowieźć i wyładować kolonistów, żeby ktoś go nie zaatakował? - Wie pan może coś więcej? Flota wysyła im jakąś pomoc?
- Powiedzmy, że planeta przeznaczona na kolonię była już zajęta. Ja też byłbym wściekły gdyby na łeb zwaliło mi się 5 000 kolonistów. Według ostatniego raportu Scorpion był nieuszkodzony, ale został przejęty. Gdy ci Unioniści spróbują zaatakować nasze okręty, to Savannah będzie miało tarczę strzelniczą.
- Sugeruję nie mówić źle o MOIM okręcie! To przynajmniej nie jest stary transporowiec, który toczy się tylko dzięki ustawicznym raportom... panie KAPITANIE! - warknął Caep opuszczając mostek. Wrócił do mesy, zjadł coś i spojrzł na zegarek - 19. Wzruszając ramionami, nadal nieco zdenerwowany ruszył do Marysi. Rozmowę z Gharti odłożył na jutro.Rano pierwszym co zrobił, gdy już się ubrał, było połączenie się ze zwierzchniczką. - Pani komandor, co się dzieje z załogą i Scorpionem? - spytał wprost
