Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Mieli broń, ale niestety nie działała. Musiało być tu jakieś pole tłumiące.Ściany były idealnie gładkie i drzwi w dalszym ciągu były niewidoczne.Powietrze dostawało sie do pomieszczenia i kilku małych otworów na syficie. Podobne zapewne je wciągało.
- Dobra, drużyno... I tak nic nie wymyślimy - trzeba poczekać, jak tamci się do nas odezwą - to mówiąc Shiran położył się na jednym z łóżek
Nic się nie działo. Widocznie Unioniści uznali, że trzeba trochę zmiękczyć więźniów. Po 2 godzinach Alan cicho jęknął i otworzył oczy.- Gdzie jestem? - zapytał. - Przecież mnie zabili...
- W niebie... A ja jestem Bogiem - mruknął sennie Shiran - Lepiej wstawaj, dowódco - banda źle nastawionych do nas humanoidów nas zaatakowała, i tutaj uwięziła. Kombinuj co zrobić- Drzwi? Okna? Jakieś wyjścia? - Niespecjalnie... Myśl dalej- Przyszli już z nami rozmawiać?- Też nie bardzo - od razu dodam, ze broń też nie działa. Musi tu być jkaieś pole tłumiące... W skrócie, jesteśmy zdani na ich łaskę... - Wysłaliście sygnał do Floty?- Zakłócali. Ale jeśli się im nie zameldujemy w ciągu doby że wracamy, powinni wpaść na to ze coś tu śmierdzi- Dobra, czekamy aż zgłoszą się porywacze - kiedyś muszą. Albo jak jakiś Souvereign rozwali ich, i nas uwolni...
Załoga mostka nadal czekała na rozmowy z przywódcami Unii. Jednak nikt się nie pojawił.Tymczasem w innej celi Christine O'Shannon powoli uniosła oczy.- Co się...- Spokojnie panno O'Shannon. - odezwał się nieznajomy głos. - Nudności wkrótce ustąpią. Za parę minut ktoś chciałby z panią porozmawiać.
- Kim jesteście? - spytała cicho i spokojnie Chris - maksymalnie skoncentrowała się licząc że uda jej sie poznać chociaż emocje oprawców. Na nic więcej nie liczyła- Dlaczego nas zaatakowaliście?
- To wyście zajeli nasze terytorium. Musieliśmy się bronic. Jestem doktor Baxre, porucznik w armii Unii Północnej. - doktor westchnął. - Ale wyszło. Gdybyście tak szybko nie próbowali skolonizowac tej planety, do niczego by nie doszło. A Miranda archeologów miała uszkodzoną łącznośc.Chris usłyszała syk otwieranych drzwi. Wyczuła odecność 3 kolejnych osób. Doktor był raczej przyjaźnie nastawiony, to przybyli mieli raczej wrogie zamiary.- Minister Crewa. Panna O'Shannon, doradca na USS Scorpion tak? Może odpowiem na kilka pytań, które zapewne pani ma.
- Dzień Dobry, panie ministrze - Christine skłoniła się lekko. Zajęcia z dyplomacji i konaktów z innymi mieli już na drugim roku. - Owszem, mam kilka pytań - ciągneła spokojnym głosem. - Doktor Baxre wyjaśnił mi już dlaczego doszło do owego... Incydentu. Jednak, co z nami będzie? Zostaniemy uwolnieni, czy pozostaniemy w waszych więzieniach? - Chris nie dodała tego, co myślała "Aż do przylotru Floty". Mam jeszcze jedno pytanie, jednak dyktuje mi je jedynie moja ciekawość... Dlaczego was nie wykryliśmy? Przed kolonizacją, każda planeta jest bardzo dokłądnie, kilkukrotnie skanowana - nie wykryliśmy tam życia humanoidalnego - stąd ten pośpiech...
- Wasza przyszłość zależy od reakcji waszych przywódców. Nie ma co ukrywać, posiadacie bardziej zaawansowaną technologię, a w sytuacji kryzysowej będziecie żywymi tarczami. - uśmiechnął sie kwaśno. - Ale nikomu przecież nie zależy na walce. Co do wykrycia naszej obecności. Można powiedzieć, że wyniki były poprawne. Na powierzchni jeszcze kilka miesięcy temu niczego nie było, no może ruiny... - Minister schwycił się za ucho. - Tak... oczywiście panie Premierze... Rozmawiam właśnie z doradcą... Zaraz będę... - popatrzył na Christine. - Niestety muszę udać się na obrady Rządu. To wyjaśni pani wiele. - podał jej paddy.O'Shannon zaczęła przeglądać dane w paddach. Był to osobisty pamiętnik doktora Zurlaga. Większość z nich to był archeologiczny bełkot, ale niektóre wpisy były bardzo interesujące.Dzień 1. To fantastyczne miejsce! Ciekawe czemu wcześniej tego nie badaliśmy? Pewnie przez Klingonów... Za 2 dni, po rozbiciu obozu zaczniemy badać ruiny.Dzień 5. Teraz wiem, co ich zabiło. Sami to zrobili. Promieniowanie alfa i beta to pozostałości po wybuchach bomb atomowych. Ślady wskazują na około 40.000 lat temu. Dobrze, że my tak nie skończyliśmy, przecież w XXI wieku było blisko.Dzień 21. To niesamowite. Dzięki przypadkowi odkryliśmy głęboko umieszczone podziemne korytarze. Prawdopodobnie próbowali się ukryć pod ziemią przed atomowym holocaustem. Ślady wskazują, że im się nie udało.Dzień 28. Nie wiem co się stało. Mój asystent poinformował mnie o odkryciu nowych, głębszych korytarzy. Podobno znlazł tam sensacyjne rzeczy. Niestety od 12 godzin nie daje sygnału. Wysyłam oddział poszukiwawczy.Dzień 29. Oddział nie powrócił. Dzisiaj sam wyruszam na poszukiwania.Dzień 30. Wiem co znalazł Stev. W jednej z sal stoi 20 kapsuł hibernacyjnych. Działają, ale są puste.Dzień 33. To nie jest normalne. Kolejni członkowie ekspedycji znikają bez śladu. Dvorkin nie odpowiada. Automat informuje o uszkodzeniu łączności.Dzień 35. Ktoś nas obserwuje. Widziałem jakieś cienie niedaleko obozu. Jeśli nie znajdziemy zaginionych, jutro wracamy na pokład Dvorkina.Dzień 36. Oni żyją! Betrassanie przetrwali. 2 godziny temu zaatakowali obóz. Wszyscy zostali zabici jakimiś dezintegratorami. Tylko ja przeżyłem. Muszę dostać się do promu.Brak kolejnych wpisów.
- To by wiele wyjaśniało - mrukneła cicho Chris - hoiaż, powstaje jeszcze więcej pytań... Czy znają napęd warp? - W końcu, w wojnie używali prymitywnej broni jądrowej... Jakie mają zamiary? Przecież, to jeden z nas obudził ich... Czy stanowią zagrożenie dla nas? Tak. A dla Federacji? Posiadając jedną Mirandę, i Scorpiona nie...O'Shanon usiadła w kącie pomieszczenia. Uznała, że nic nie może zrobić - musi czekać albo na kolejną rozmowę z Betrassanami, albo na odsiecz Federacji... Nie rozumiała ich - nie wiedziała, ile spędziła w celi, ale Gharti powinna być już zaniepokojona milczeniem zarówno fregaty, jak i koloni... Pewnie niedługo wyśle jakiś okręt na poszukiwania...
Tymczasem w pomieszczeniu, gdzie znajdował się Marten i reszta załogi mostka, na chwilę zgasło światło. Dobiegł dzwięk teleportera. Gdy światlo powróciło na środku pomieszczenia leżała jakaś kadetka. Obok niej kilkanaście racji żywnościowych ze Scorpiona.
- Cześć - Marten obrócił się na łóżku, i spojrzał na kadetkę - jakiś Bolianin szybko do niej doskoczył i sprawdził tętno- Chyba śpi, sir. Nie jestem lekarzem... - Mniejsza. Rozdaj głodnym racje żywnościowe. Szkoda, ze nie podesłali replikatora. Jak się ta kadetka obudzi, powiedzcie jej, co się dzieje, i żeby nie robiła nic głupiego.
- To nie kadetka tylko pańska Julia. - zauważył chlodno Bolianin. Chyba załoge trochę denerwował płmienny romans Martena.
- Kadecie, w obecnej chwili, pytanie czy ma pan ochotę poczyścić cewki warp jest głupie - ale prędzej czy później wrócimy na okręt, więc radzę uważać! - wrarknął Marten- Niech pan tylko poczeka, aż wróci kapitan - burknął cicho kadet, wracając na swojke łóżko Alan szybko zszedł ze swojego, i podszedł do Anki. Bez większych trudności podniósł ją, i położył na jednym z łóżek - nie zamierzał jej budzić. Szczególnie, ze sytuacja nie była zbyt ciekawa. Z ociąganiem wrócił na miejsce, i próbował usnąć.
