Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Zaraz zara... Żadnego strzelania? Sero klingonów po drodze? Gorn? Borga? - Alan teatralnie westchnął - przecież my się zanudzimy na śmierć... No, ale cóż robić. A, pani komandor - liczę ze nasze moduły torpedowe dostaniemy z powrotem po zakończeniu misji?
- Czy wspominałam, że ten układ jest w środku Imperium Romulańskiego? - zapytała Gharti i roześmiała się. - Moduły może wrócą, najpierw koloniści, a ci są gorsi od Borga, Klingonów i Gorn razem wziętych. Odmaszerować.
- Jak to "Romulańskiego" - zdołał z trudem wykrztusić Alan kiedy wychodził. Szybkim krokiem ruszył w stronę pierścienia dokowego - niech doradca sama znajdzie okręt, w końcu wymagają zaradności...=/= Shiran? =/= Czego chcesz? Od dawna nie byłeś taki grzeczny... - Andorianin zapewne przy tych słowach się uśmeichał, Alan jednak tego nie wiedział=/= Przygotuj to, co nam z broni zostało... Nie wiem, czy Gharti żartowała ale słowa "Czy wspominałam, że ten układ jest w środku Imperium Romulańskiego" mało mi się spodobały... == Scorpion ==Alan szybko usiadł na fotelu. Swoim fotelu. Doradadczyni też zajeła swoje miejsce. - Sternik, odbijamy. Połowa impulsowej. Jak oddalimy się nieco od stacji, wprowadzić kurs na układ Betrassa, zmienić ustawienie gondol, i warp 9. Wykonać...
- A jak nas transportowce dościgna. Te zwykle lecą warp 6. - zauważył Beregh i sprawdził położenie układu Betrassa. - Kapitanie?- Tak?- Należy mi się dodatek funkcyjny za pracę w niebezpiecznych warunkach. Za tutaj umrę ze śmiechu. - zaczął chichotać. - Układ Betrassa jest około 50 lat śwoetlnych od granicy z Romulanami, na naszym terytorium.
- Cholerna komandor i jej głupie poczucie humoru - wymamrotał Alan - mniejsza. W takim razie warp 6. Lecimy nieco przed, między transportowcami - na wypadek spotkania jakichś piratów. - Pani...? - Alan zwrócił się do kadetki na fotelu doradcy- Christine O'Shanon- Właśnie. Proszę dopilnować zeby kolonistom niczego nie brakowało. Byłbym wdzęczny, gdyby rzuciła im pani parę słówek jaki to jestem impulsywny, nieczuły drań, i ze moja załoga bardzo lubi strzelać do nieproszonych gości - przy odrobinie szczęścia nie będą sie szwendać po okręcie. W modułach powinna być Anna Woźniak - pomoze pani.Doradczyni bez słowa opuściła mostek, a Alan wrócił do wydawania rozkazów.- Shiran, broń ma zostać w pogotowiu... Z naszym szczęściem, to spotkamy kogoś złego.- Beregh, o jakichkolwiek dodatkach zapomnij - Marten uśmiechnął sie szeroko== 20 Minut później ==- Alan, coś nas wywołuje - Ciszę na mostku przerwał Beregh- Jakie coś? Co?- Nie mam pojęcia... Ale jest na tym kapitan, i chce z tobą rozmawiać. Przełączam do jego biura. - Marten wstał i z ociąganiem poszedł do wskazanego pomieszczenia. Rezcywiście, na ekranie sytuacyjnym widniała twarz kapitana... W biurze jakiegoś okrętu?!- Cześć Alan. Wiadomo już co macie robić?- Jeszcze nie szefie - Alan dyskrytnie wolał przemilczeć fakt, ze zabrano im moduły i wysłano gdzieś z bandą dzieciaków i kolonistów- Dobra, dasz znać jak komandor coś wymyśli... Dalej, mam do ciebie sprawę. Wracam za jakieś trzy tygodnie, przez ten czas masz, osobiscie, co najwyzej z pomocą Anii, przygotować salę bankietową na okręcie. Taką z prawdziwego zdarzenia - w którejś z pustych ładowni. Potraktuj to jako tymczasowe hobby - jak wrócę, robimy impreze, i awansuję Beregha i Shirana. Byłbym wdzięczny gdybyś im o tym nie wspominał.- Żartujesz?! Czy ty myślisz, ze będe sam..?!- Dokładnie. Więc, życzę miłej roboty... - Chwilunia, gdzie ty wogule jestes?!- Na zdobycznym pirackim Soyuzie... Powiedmy że znudziły mnie wakacje, i zająłem się rozbojem - Caep zaśmiał się cicho - Dozobaczenia.Alan wrócił z ponurą miną na mostek. Roboty było sporo, ale postanowił wziąść się za to potem.- Beregh, daj znać transportowcom, ze mają nam dać znać jak wykryją coś dziwnego. Spytaj też ich o możliwości taktyczne,. i ogólną liczbę kolonistów...
Na szczęście transportowce nie były tak bezbronne jak starsze modele. Chociaż nie miały wyrzutni torped, to jednak kilka banków fazerów skutecznie uprzykrzy życie piratom, jeśli się pojawią.Na Scorpionie było 1000 kolonistów, na transportowcach również. Pewnie byłoby ich więcej, ale musiała też lecieć infrastruktura. Po wybudowaniu pierwszych budynków na pewno przylecą nowi.Alan miał dużo czasu na szykowanie ładowni tylko że żadna nie była pusta. Każda była zajęta pod sufit dziwnymi, ale na pewno potrzebnymi rzeczami dla kolonistów. Wyglądało na to, że Scorpion z fregaty został przemianowany na trnasportowo-kolonizyjny.
- No pięknie - Marten dostawał lekkiej nerwicy na mostku - Z małego, ale cholernie niebezpiecznego okręciku, który miał na swoim koncie sporo innych statków zrobiono jakąś cholerną taksówkę... A na dodatek nie bardzo mógł wypełnić rozkazy szefa, nie wyrzucajac w cholerę zawartości którejś z ładowni. Pocieszał sie tylko tym, ze wracać będą bez kolonistów, więc trochę czasu mu zostanie. - Sternik, ile będziemy lecieć do systemu... Tego na B, z tą prędkością?- 3 dni, kapitanie - młody bajoranin przy sterze nie czuł sie jeszcze zbyt pewnie. W końcu, zazwyczaj pełnił wachtę beta...- Doskonale - ton w jakim Alan wypowiedział to słowo, przeczył mu. Zapowiadała się dłuuga podróż...== 3 dni później. Orbita czegoś tam ==Scorpion zgrabnie wyskoczył z warp, tylko po to, zeby po chwili szarpnąć przy hamowaniu - Alan spojrzał z irytacją na sternika, ale spotkał sie tylko z pzrepraszajacym spojrzeniem. Podróż rzeczywiście była nudna - ot, nic nie robienie, przetykane z wachtami i spotkaniami z Anią. I uzeraniem się z tymi cholernymi kolonistami - Alan do tej pory pamiętał dwójkę dzieciaków, którym udało sie uciec z modułu i których ochrona ścigała po kanałach Jeffriesa... Albo innego, który popłakał się gdy spotkał doktorka opowiadającego jak wiele potrafi.. To nie była "łatwa" podróż - Alan chyba wolał kilku wrogów, do których można poszelać, a nie taką nudę...- Beregh, wywołaj transportowce, niech się zajmą wyładunkiem kolonistów. - Chris, idź powiedz tym naszym ze koniec wycieczki... - Beregh, zacznij transporterami towarowymi przesyłać łądunek na powierzchnie. nawiasem mówiąc, ci koloniści lecą na dół razem z modułami, czy mamy ich teleportować?
- Jeden zostanie jako lądownik i magazyn, dwa pzostałe wracają.- Mam wiadomość od grupy archeologicznej. Piszą w niej, że musieli niestety odlecież, ale lądownisko oraz plan rozmieszczenia budynków jest gotowy. W załączniku jest plan.
- Dobra, Scorpion na powierzchni raczej nie wyląduje, więc trzeba kolonistów tam dowieźć inaczej... Prowadzić ich grupkami do hangaru, część poleci promem, resztę prześlemy. Sprowadzić ten moduł co ma im służyć za magazyn na powierzchnię. Przesłać cały sprzęt,do nich należący, z naszych ładowni na dół - najlepiej w okolicy lądowiska. Niech trasnportowce robią to samo...
Transport ludzi i towarów przebiegał bezproblemowo, ale oczywiście ktoś się zgubił, ktoś ryczał, ktoś zaspał - czyli normalka.- Komendant kolonii prosi o pomoc w ustawianiu infrastruktury. - zaledował Beregh.
- To pewnie konieczne? - spytał kwaśno Marten- Tak... Więc do roboty! - Beregh zaśmiał sie widząc minę pierwszego.- Dobra, wysłać... kogo? Inżynierów? Niech pomogą na powierzchni. Mają sie streszcać, im szybciej wrócimy, tym lepiej. Sklecone nudynki, możemy transporterami pzresyłać we wskazanie miejsca. Do dzieła...
Robota szła gładko. Część załogi została teleportowana na planetę, gdzie pomagali w budowie.Kilka godzin później zgłosiła się Christina:- Mamy problem. Zaginęło nam kilkoro kolonistów. Oraz dwóch załogantów: Mirian Waisch oraz Anna Woźniak. Nie odpowiadają na wezwania, a nie możemy namierzyc ich czujnikami.
- Jak to "nie możemy"? Mniejsza. Wysłać dwa odziały ochrony, wydać im broń. Mają dowiedzieć sie gdzie ostatnio widziano naszych, gdzie poszli, i ich znaleźć. - Beregh! - Przeskanuj powierzchnię, w promieniu.,.. czterdziestu kilometrów od koloni.. Szukaj oznak życia humanoidów - w końcu, na tej planecie dużo ich nie ma - jeśli nie namierzymy nadajników, to moze chociaż mniej więcej dowiemy się gdzie są nasi...
Oddziały ochrony ruszyły na poszukiwania. Niestety nie mogli znaleźć nikogo. Jednocześnie sprawdzono stan liczebny kolonistów i stwierdzono zaginęcie ponad 20 osób.- Mam je! - krzyknął Beregh. - Są 2 kilometry za wschód od cenrum kolonii. Nie mogę namierzyć oznak życia z powodu zakłóceń, ale mam ich komunikatory.
- Zebrać oddział ochrony. Pięć osób. Niech idą do transportera pierwszego - Alan szybko opuścił mostek, pobrał w zbrojowni broń - fazer, karabin, i kilka granatów po czym ruszył do transportera. Ochrona już czekała na płycie. Marten stanął obok nich=/= Beregh, prześlij nas w miejsce gdzie wykrywasz komunikatory...
