Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Porwał? Ja pewnie nie, ale mąż to by szału dostał. Proszę wymyslić jakiś poważny powód i przesłać mu to oficjalnie w formie zapytania. On lubi formalności, więc będzie pan miał większe szanse.
- Ale jaki? Prośba osobista, doprowadzi go do szału... Jeśli poproszę o "wypożyczenie" paru młodych osób, do opieki nad młodszymi kolonistami - gotowy podesłać mi pół Savannah, poza Anią... A jeśli napiszę, ze pan Woźniak pragnie wstąpić fo Gwiezdnej Floty, i ma sporą szanse żeby dostać przydział na Scorpiona, którego chciała by poznać - to się rozpęta prawdziwe piekło...
- Proszę coś wymyślic i nie wspominać, że to jest prośba tylko zapytanie. Komandor Ghari też może pomóc. Chyba lubi ten okręt.
- Lubi kapitana - mruknął ponuro Alan. - No cóż, w każdym razie dziękuję. - Alan rozłączył się i połączył z Gharti-Dzień dobry pani Komandor! Z tej strony, pani ulubiony pierwszy, pani ulubionego okrętu! Widzi pani, mamy gdzies zawieźć jakichś kolonistów... Ale tak się niestety składa, ze nikt na tym okręcie nie potrafi zajmować się dziećmi - Alan zdsawał sobie sprawę, ze nawet wpół inteligentny tellaryta zauważyłby ze coś kręci, ale ciągnął dalej - przydałaby się nam pomoc... Tak sobie myślałem, o córce państwa Woźniak - jest młoda, ledwie szesnaście lat, więc świetnie będzie się rozumiała z młodszą częścia kolonistów, a przy tym chce wstąpić do Floty...
- Czyli chce pan pochasać z nową dziewczyną bez kontroli rodziców tak? Proszę nie kłamać.
- No... Jakby to powiedzieć... Tak - Alan uśmiechnął się wesoło, uradowany ze Gharti jak szybko wszytko zrozumiała - ale koloniści też są ważni... T'Rea to T'Rea, ale reszta "starszych oficerów" ze mną na czele, wystawiła by straże z bronią, zeby dzieciaki nie pałętały się pod nogami - a doradcy pokładowego, który pomógłby w kontaktach z kolonistami na Scorpionie niet... A Ania jest młoda, i się nadaje znakomicie...
- Dobrze, że pan mi przypomniał. Doradca za godzinke dotrze na stację wraz z pierwszą grupą kolonistów. Pewnie przez ten czas podróży doskonale dogadała się z dziećmi. I chyba Anna nie będzie potrzebna... - Gharti wstrzymała głos by zobaczyć reakcję Alana.
- Jaki doradca?! - Mniejsza... Ale doradca pewnie będzie oficerem Floty, więc co najmniej dwudziestoletni... A Anna ma 16, jej będzie łatwiej dogadać sie z dziećmi, a one poczują, że flota to nie tylko mnóstwo groźnych ludzi z bronią w mundurach...
- Jest Betazoidką i ma 18 lat. I nie lubi broni. Jest lepszą kandydatką niz pyskata i złośliwa Anna Woźniak. - Marten poczuł, że komandor po prostu się droczy z nim.
- Ania jest bardzo miła, ma dobry kontakt z młodszymi i też nie lubi broni! - Alan kątem oka zauważył dziewczynę, rzucającą nożami w czyjś portret, ale kontynuował - zresztą, przyda jej się oswojenie ze... służbą. W końcu, za miesiac zamierza zgłosić podanie o przyjęcie do Floty - a szef obiecał, byłbym wdzięczny gdyby mu pani nie wspominała, ze się wygadałem... No, ale obiecywał, ze jak wróci porozmawia z panią, o możliwości przydzielenia Ani na okręt...
- I ja oczywiście dowiaduję się na końcu. Zobaczę co da się zrobić. Ale pod jednym warunkiem. Ślubu udzielać będę ja. Gharti bez odbioru.
- No to szef się załamie... Ale przynajmniej zostanie świadkiem... Nie wiedziała pani wcześniej, bo nie mówił o tym nikomu - chciał o tym z panią porozmawiać zaraz po powrocie... Marten, koniec.-Ania! Gharti ma pogadać z twoim ojcem, a matka się zgodziła... Idź na mostek, i poproś operacyjnego o przydział kwatery...
- Tak jest! - zasalutowała Alanowi i wyszła z holodeku.Na mostku Beregh robił to co zwykle na swej służbie czyli drzemał. Nagle przed nim pojawiła się dziewczyna w długiej suknii z głębokim dekoltem.- Przyszła kadetka Anna Woźniak melduje się i prosi o przydział kwatery.- Jest miejsce w kajucie pierwszego oficera! - krzyknął Shiran i ze śmiechu przewrócił się na ziemię.
- Kadecie Shiran, pańskie zachowanie jest niedop...- Alan ma rację... Bądź po prostu cicho - złodał z rudem wykrztusić Shiran, wychodząc spod konsoli.Delikatne rozchmurzenie widoczne na twarzy Beregha dość dobitnie wskazywało, że i on ma ochotę się roześmiać, ale wstrzymał się.- Nie ma sprawy, panno Woźniak. Kwatera A7, pokład 16.Gdy tylko kadetka wyszła, Shiran spojrzał na Beregha - czemu akurat tam? - spytał niewinnym głosem-Bo kwatery bardziej oddalonej, od tej Alana nie ma - mruknął Beregh, zapadając z powrotem w drzemkę, powodując kolejny atak śmiechu taktycznego.
