Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Matthew mimo woli uśmiechnął się szeroko. Przyzwyczaił się razej do zcasów, kiedy do Romulan należało strzelać - tak jak uczono go w akademii. Spojrzał jeszcze wymownie na Kapitana, co do obsadzania Soyuza. Tamto... coś? przynajmniej miało czym się bronić. Mimo, ze Scorpiona nie przypominało.Ugryzł się w język, zeby nie podziękować Romulaninowi - to nie on dowodził. Uśmiechną się tylko do niego, i grzecznie skinął głową.
- Dziękuję za pomoc. Sądzę, że to dobra propozycja. - rzekł wplno kapitan. - Niestety mamy tylko 25 osób na pokładzie. To trochę za mało, aby używać Soyuza...- Nic nie szkodzi. Mogę pożyczyć kilku załogantów. Wrócą do nas jakimś statkiem.- Bardzo dobrze. Proszę dać znać, kiedy teleportuje pan piratów.- Oczywiście. Braden bez odbioru. - Romulanin wyłączył się.T'Lek odwrócił się w twoją stronę.- Chyba mamy kandydata na stanowisko kapitana Soyuza, prawda?
-Tak jest, kapitanie - w Maćku odezwał się akademicki dryl. Energicznie skinął głową, i wraz z żoną opuścił mostek, kierując sie do transportera. Soyuz moze nie był nowoczesną jednostką, może nie był dobrze uzbrojony - ale Caep liczył, że tam trochę odpocznie. Mimo wspaniałego towarzystwa, bezczynne siedzenie 24 godziny na dobę go nie bawiło...
W pokoju teleportera musiałeś trochę poczekać, aż zbiorą się wyznaczeni przez kapitana członkowie załogi. Wreszcie 12- osobowy zwiad był gotowy.- Energia! - rozkazałeś operatorowi.Pojawiliście się na mostku. Druga część zwiadu w maszynowni. Mostek był jasno oświetlony i pusty.
- Dobra. Maria - bierz ster. Niech ktoś leci do maszynowni - pełna diagnostyka systemów przepływu energi. Niech ktoś zajmie konsole taktyczną, potwierdzić przejęcie okrętu. I przygotować soiię do lotu -+ maksymalna prędkość, którą może osignąć Shelley!
W tej samej chwili odezwała się maszynownia.- U nas wszystko w porządku. Rdzeń warp działa.Pozostali członkowie zwiadu pozajmowali stanowiska.- Ster działa.- Systemy taktyczne też.- Czujniki również.Otworzyły się drzwi do turbowindy. Na mostek weszło 2 Romulan.
- Witajcie, panowie. Podporucznik von Caep. Zapraszam, mamy jeszcze nieobsadzoną sporą część stanowisk. Mam nadzieję, że wycieczka będzie miła, i, o ile nie mogłem podziękować waszemu dowódcy, ze względu na etykietę, dziękuję wam za pomoc.
- Wykonujemy tylko rozkazy. - burknął wyższy i zajął konsolę naukową.
- Jak tam chcecie - mruknął pod nosem Caep.-Skarbie, kurs zbieżny z kursem Shelleya. Operacyjny - wyślij wiadomość do transportowca, z zapytaniem o prędkość. Niech dwie czy trzy osoby przeprowadzą inspekcję okrętu - chcę wiedzieć, jeśli piraci zamontowali gdzieś jakąś bombę. -Kochanie, jak dostaniemy informacje z Shelleya, wyznacz odpowiedni kurs, i dopasuj prędkość.
Trnasportowiec odpwoiedział, że pociągnie warp 5. Romulańskie okręty wzięły 2 Raidery na hol i wskoczyły w warp.Wyznaczeni załoganci rozpoczęli przeszukiwać okręt, a na mostek wszedł dowodzący Romulanami centurion.- Na okręcie jest 27 moich ludzi. Będą wykonywać pańskie rozkazy, ale proszę ich nie denerwować. Podstawowo byli szkoleni, aby zabijać oficerów Gwiezdnej Floty, a nie z nimi walczyć. Ale na szczęście są karni.
- Proszę pana, nie wiem jak to zabrzmi - ale ja byłem szkolony by zabijać Romulan. Doskonale was rozumiem, między naszymi... Państwami, powstała spora przepaść. Mogę obiecać, ze nie będe denerwował pańskich ludzi - nie chcę, zeby walka, którą udało nam się powstrzymać przez tyle czasu, wybuchła na tym okręcie...
- Widzę, że doskonale się rozumiemy. - uśmiechnął się centurion, a ty wyobraziłeś sobie jak z takim samym uśmiechem powoli wbija ci nóż w plecy. - Można powiedzieć, że będę pańskim pierwszym oficerem. - usiadł na fotelu obok ciebie. - Chorąży von Caep kiedy dolecimy w okolicę Volkana?Maria aż otworzyła ze zdziwienia usta. Ten centurion nie tylko wiedział, że jesteście małżeństwem, to jeszcze znał kurs docelowy.- Dolecimy tam... eee... Muszę sprawdzić... Z obecną prędkościa, za 4 dni i 11 godzin...
Matthew uśmiechnął sie lekko - Muszę przyznać, ze nie doceniałem was... Nawet bardzo - a do tej pory miałem dobre zdanie o naszym wywiadzie... Tak więc, prawie pięcio dniowa podróż. Może Soyuzy nie przypominają waszych warbirdów, ani mojego Scorpiona, ale są dość wygodne. Załoga jest na tyle mała, że chyba najlepiej będzie jeśli wszyscy zajmą kwatery oficerskie. A, można mieć osobistą prośbę? Gdyby miał pan jakikolwiek kontakt z waszym senatem, mógłby pan przekazać, ze ja i zona bardzo dziękujemy za życzenia?
- Życzenia od Senatu? Ach tak, panna Jarok. Że też nie mogła się powstzrymać... Ale to była jej pierwsza poważna akcja. Na pewno przekażę. Tylko ciekawi mnie po co wam tak odległa placówka? Wystarczy kilka krążowników Gorn i już jej nie ma...
-"Masz być dyplomatą! Masz być dyplomatą!" - powtarzał sobie Matthew w myślach. Powiedzenie "bo nie ufamy Klingonom" - mogłoby być cholernie złym pomysłem...- Federacja wychodzi z ałozenia, że się przyda. A system położony jest nieźle - łatwy do ufortyfikowania, blisko Gorn, i blisko naszych granic. Nie zaatakują nas, bez naszej wiedzy... Zresztą - Matthew uśmiechnął się rozbrajająco - Federacji przyda się jeszce jeden ośrodek wypoczynkowy.
