Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
W mesie siedziało kilku marynarzy. Na twój widok jeden z nich, odwrócił się do ciebie plecami i mruknął:- Choleni kapitankowie.
- Cholerni załoganci - Matthew mruknął dokładnie tym samym onem. Koniec końców, jechał na wakacje, a nie żeby użerać się z załogą, i dać obrażać. Kapitan zamówił coś do picia, i usiadł w koncie. Maria miała być tutaj za 20 minut. Kapitan uznał, że mogą się nudzić razem, a nie osobno. Najlepiej w którejś z mes, lub ogrodach - jeśli na tm złomie coś takiego jest...
Marynarze zjedli i wyszli. Zostałeś sam. Po około 30 minutach weszła Maria. Czesała grzebieniem swe rude loki.- Aaaa... - ziewnęła. - Co tam? Mają jakieś holodeki?
- Sztuk jeden. Z kolejką, znając życie, na kilkanaście osób - Matthew uśmiechnął się lekko - może ty masz pomysł na jakieś zajęcie? Ta krypa do noych nie należy, i nie ma tu tyle fajnych miejs do zabawy co na Scorpionie.
- Może strzelnica? Eee... pewnie też nie mają... Sądzę, że najlepszym miejscem będzie wspólne łóżko. Nie będziesz się ze mną w nim nudzil. O nie... - uśmiechnęła się zalotnie.
- Nie ma to jak niewyżyta żona - Matthew wzniósł oczy do nieba. A zaraz poem szybko poderwał się z niewygodnego siedziska, i wziął żonę w ramiona. Dość wolnym krokiem ruszył w stronę ich kwatery. Jeszcze na trochę ponad dwa dni...-Mówiłem ci już, że cię kocham? - mruknął dochodząc do drzwi-Ostatnio godzinę temu - sterniczka zaśmiała się, i sięgneła do przycisku otwierającego drzwi.
Wieczorem wyszliście coś zjeść. Wtedy usłyszeliście złą wiadomość. Z powodu awarii rdzenia warp lot na Volkan przedłuży sie o 3 dni. Czyli o 3 dni dłużej Alan będzie rządził na Scorpionie.
Kapitan prawie się załamał. Trzy dni... =/= Mathew von Caeo do kapitana. Wiem że prośba dość głupia, ale możemy pożyczyć prom? W końcu i tak lecicie na Volcan, więc go odbierzecie, a bardzo chiałbym się tam dostać jak najszybciej...
- Przepraszam, ale pan sobie zartuje? Mieliśmy kiedys trochę promów, ale nam je zabrano. A tego ostatniego chcę mieć na stanie... - kapitan chciał coś jeszcze powiedzieć, ale ktoś w tle rzekł:- Wykrywam 3 sygnatury warp na kursie zbieżnym. Kontakt za 20 minut. To chyba nie nasi...
- I jak zwykle zaczynają się schody - mruknął Matthew, automatycznie kierując się na mostek. Żona poszła z nim, w końcu, dyby ktoś ich zaatakował, biorąc pod uwagę że Shelley jest nieuzbrojony, wszędzie jest równie niebezpiecznie.
Weszliście na mostek w chwili, gdy operacyjny meldował: ...stki zostały zidentyfikowane. Jeden to Soyuz, a dwie pozostałe są nieznanej konfiguracji. Są wielkości Raiderów klasy Antares. Kontakt za 8 minut. Wywołują nas.- Na ekran. - rozkazał kapitan.- Natychmiast zastopujcie silniki i przygotujcie się na abordaż. Wasze towary są teraz naszą własnością!Nie było wątpliwości. To piraci!
Matthew dość spokojnie wyciągnął zza pasa fazer.-Panie kapitanie, z tego co wiem, Shelleye nie są uzbrojone... Proponuję wydać załodze broń, i przygotować się do abordażu - no, chyba że zamierza im pan oddać wszytkie towary. Mamy jeszcze osiem minut - może uda się zaimprowizować jakieś ładunki wybuchowe... Może plazma napędowa? Albo odrobina antymaterii z reaktora. Jeden z tych statków będzie musiał zadokować,reszta pewnie opuści osłony jak się poddamy - możemy im te paczuszki przesłać pod same reaktory, i czekać na wybuch...Na pokładzie zapewne nie ma marines?
- Tak rozwalimy im jeden okręt, a później nas wszystkich zabiją. Nie ma to jak pomysły młodzieży. Nie mam w ładowniach za dużo towaru. I nie jest on za dużo warty. To jest kurs powrotny z rubieży, więc jesli chcą próbeki minerałów oraz nowe okazy flory i fauny to niech sobie biorą. A broń załodze wydam.Minuty szybko minęły. Z warp wyskoczyły pirackie okręty. Sprawnie okrążyły transportowiec. Nagle wydarzyło się coś niespodziewanego. Za pirackimi jednostkami pojawiły się romulańskie okręty. Było ich 12. Pochwyciły swe ofiary promieniami trakcyjnymi.- Tu admirał Braden z IRS Dvarian do pirackich jednostek. Natychmiast wyłączcie osłony i poddajcie się. Inaczej zostaniecie zniszczeni. - usłyszeliście komunikat na wszystkich częstotliwościach.
- Hmm, po raz pierwszy, w swoim dwudziestodwuletnim życiu, cholernie się cieszę, że Romulanie naruszyli wszytkie możliwe układy i porozumienia. Chociaż, o ile piratów byśmy załatwili, to z oddziałami Romulańskimi załoga tego... Okrętu - Matthew w końcu miał uczyć się dyplomacji - równać się nie może... Ciekawe co tutaj robią? I dlaczego nam pomagają? Sam pan powiedział, ze ładunek nie jest ważny - a o co może im chodzić?
Romulański D'deridex połączył się z transportowcem.- Admirał Braden, negocjator na rozmowy o ostatecznym uregulowaniu granicy między Gwiezdnym Imperium Romulańskim, a Federacją. Cieszę się, że mogliśmy pomóc. Jedna z pirackich jednostek to chyba wasz Soyuz. Obsadźcie ją swoimi ludźmi to ochroni transportowiec w przyszłości. Natomist pozostałe jednostki są nasze, piraci również. Ostatnio mamy małe braki w koloniach karnych.
