Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Może w przyszłości, ale nie wygląda pan na osobę, która ma duże dochody. - odparła chlodno. - Sam Wielki Nagus Rom kupił mój obraz.- Ciekawe któty? Penie ten akt z Orionką. - bezczelnie wtrąciła się Maria i odciągnęłą cię od siostry. - Jest trochę fiźnięta, ale na szczęście za częto nam się nie pokazuje.Dochodziła 22.00.
- Właśnie dołączyło do rodziny z etykietką "nie lubię ich" - Matthew uśmiechnął się czarująco. I znów zabrał żonę na parkiet - przed nimi były dwa tygodnie sam na sam, więc zgodnie uznali że tą noc mogą spędzić tutaj. Szczególnie że komandor Gharti postarała się wszystko przygotować. W pewnym momencie Matthew z lekkim uśmiechem uruchomił komunikator=/= Szef do wachty. Macie znaleźć mi, jeszcze dzisiaj, wszytkie przewodniki turystyczne po Volcanie... To bardzo ważne! Wykonać.Matthew porwał narzeczoną znów do tańca. Poznali już obie rodziny, stos prezentów przykrywał niemal cały, spory stół, a oni nadal mieli co najmniej pieć godzin, zanim trzeba będzie się pakować...
Przyjęcie nadal się toczyło i przbywali wciąż na nie nowi goście, choć nie zawsze byli zaproszeni.Tymczasem niedaleko stacji zafalowała przestrzeń i pojawił się lśniący, błękitny okręt. Nim na stacji zdołano podnieśc alarm, wystrzelił krótki impuls. Wszystkie urządzenai elektryczne na chwilę przestały działać.Na sali na chwilę zgasło światło. Potem po kolei lampy zaczęły się zapalać. Przerwana zabawa znowu odżywała.- Co sie do cholery dzieje? - krzyknął dowodzący obecnie stacją T'Naijski porucznik.- Nie wiem. Statek wyłączył nam osłony.- Wykrywam transport do sali bankietowej.- Egat do komandor Gha... Cholera łącznośc nie działa!Tymczasem na sali wszystcy w milczeniu patrzyli na energetyczną istotę, która rozglądała sie po sali.- Caep gdzie jesssteś? - wysyczała istota.
Matthew tańczył w najlepsze, gdy na chwilę wyłączyło sie wszytko. Dosłownie wszystko. Po chwili sytuacja wróciła do normy-Mam złe przeczucia...=/= Caep do Scor - Cholera! wysiadła łączność!Nagle na sali pojawiła się istota... Łudząco podobna do... Jarra?!- Caep gdzie jesssteś? - wysyczała istota. - Nie pytaj - mruknął cicho do Marii Maciek - chodź.Kapitan podszedł do istoty, i skłonił głowę z uśmiechem. Witaj. Dawno się nie wiedzieliśmy.
- Uważaj, Borg cię szzzuka. Ciebie i Ssscorpiona. - rzekł Jarr i zniknął.Na Wieży stacji oficerowie z osłupieniem patrzyli na dziwny okręt. Gdy pobliskie Sabre'y zaczęły go oskrzydlać, zniknął.- Odzyskaliśmy łączność. Mam wiadomośc. To wezwanie o pomoc!- Pokazać!Na ekranie został pokazany kawałek kosmosu. Widać na nim było sześcian Borga. W tle słychac bylo głos kobiety:- Tu porucznik Sable z posterunku garnicznego G6. Zaraz zaatakuje nas... - Sześcian wypuścił zielony promień i nagranire zostało przerwane.- Potwierdzam, panie poruczniku. Posterunek graniczny G6 na granicy z Gornem został najprawdopodobniej zasymilowany.
- Pani komandor - głos Kapitana był stanowczy - nie mam czasu na wakację. W ciągu 24 godzin możemy skończyć wszystkie naprawy - i razem z innymi ruszyć do walki!Kadłub prawie załatany, mamy już, z tego co wiem, pełny zapas torped. Zostało tylko parę dziur... Wyrzucimy w cholerę ten moduł towarowy, weźmiemy dodatkowy torpedowy - i powinniśmy okazać się bardzo pomocni.
- Tak panu śpieszno do śmierci? Nie radzę atakować Borga. To że szuka to nie znaczy, że zaatakuje Federację.W tej chwili porucznik powiadomił komandor o losie posterunku G6.- Cholera! Wysłać tam wszystkie dostępne jednostki. Monitorować czy nie występują sygnatury transwarp. A pan podporuczniku proszę się szykować do wylotu. Juz wpół do pierwszej. Ja niestety muszę iść na Wieżę.
- Dwie i pół godziny... Aye m'am! - Maciek szybko ruszył w stronę drzwi.=/= Von caep do Scorpiona! Transport awaryjny całej załogi! Natychmiast! Już po chwili był w drodze na mostek.=/= Kapitan do wachty! Priorytetowe połączenie, z dowódcą stoczni! Wykonać!Po chwili, na ekranie pojawiła się twarz mężczyzny.-Proszę pana, tu dowódca Scorpiona. Za dwie i pół godziny musimy wylecieć - potrzebuję do tego czasu tylko torped trikobaltowych, ile mogę dostać. I moduł torpedowy - Scorpion musi być jak najlepiej przygotowany do walki. Wyślę moich wszytkich wolnych ludzi, zeby pomogli w wymianie - czy to możliwe w nieco ponad dwie godziny? Elektronike możemy podłączyć już w czasie lotu.
- Co? Gdzie? Jak? A ma pan zezwolenie komandor? Zaraz się spytam. - rozłączył się na minutę. - Komandor Gharti zabrania wylatywania z doku. Jej poprzednie rozkazy zostają utrzymane. Ma pan kilka godzin do odlotu Zacha. Jeśli będą jakieś zmiany to zostanie pan osobiście o tym powiadomiony.Tymczasem niedaleko posterunku G6 pojawił się Steamrunner z siostrzanego posterunku G5. Wykrył tylko szczątki posterunku. Sygnatura warp prowadziła w głąb terytorium Gorna, po około 1/3 roku świetlnego przechodziła w transwarp.Komandor została szybko powiadomiona o wynikach skanu. Na mostek Scorpiona została przekazana informacja, że Scorpion zgodnie z wcześniejszym rozkazem zostanie poddany remontowi, a kapitan ma się udać na Volkan.
- Zły pomysł - mruknął ponuro kapitan - Dobra. Nie mamy czasu. Pierwszy - do mojego powrotu holokamery mają by zamontowane na całym okręcie. Pogadaj też z doktorem, na temat stworzenia oddziałów holomarines. Wyproś też ten moduł torpedowy - borg prędzej czy później wróci. Shelley jest wolniejszy od Scorpiona - gdyby coś się działo, odbierzecie nas i wróiie w nieałe sześć dni... Pamiętaj.Do zobaczenia za dwa tygodnie. - Matthew poszedł się spakować, z zamiarem szybkiego zabrania Marysi i udania się na transportowiec.
Spakowaliście się szybko. Tobie wystarczyła jedna duża torba, ale małżonce nie. Skończyło sie na tym, że miała 4 wielkie walizy i jeszcze narzekała na to, że nie czego na siebie włożyć.O 5.00. byliście juz rozlokowani na Stanie, który był przycumowany do stacji. Patrząc przez bulaj widziałeś jak ze Scorpiona ściągali pancerz na lewej gondoli warp.
- Mój statek! Moje maleństwo! - Matthew patrzył z rozpaczą na oddalającą się sylwetkę Scorpiona, dopóki Shelley nie przyśpieszył do warp.-Nie przejmuj się - Maria opanowując śmiech siliła się na kojący ton - Alan się nim zajmie - natychmiast uświadomiła sobie, że popełniła błąd - ale Matthew uznał że nie skomentuje.-To jak? Idziemy pozwiedzać to... Coś? - wyieczka była niezbyt długa, i nudna. Mathew niebiosom dziękował, że dostał dowództwo nad New Orleansem. W końcu wróili do swojej kwatery. Owa "wygodna kwatera" była wielkośi połowy tej na Scorpionie.... Nowożeńcy przytulili się do siebie, i ziewając poszli spać. W końcu, ałą noc byli na nogach...
Obudziełeś się po południu w ramionach żony. Maria była w ciebie mocno wtulona. Za mocno. Zdretwiała ręka bolała jak diabli.
- Ała... - wyszeptał cicho kapitan. Jednak szybko przymknął oczy, i usnął ponownie zeby nie budzić żony. W końcu, miał jeszcze dobre trzy dni, podczas nikt nie będzie sie do niego zgłaszał po rozkazy. Czekał, aż obudzi go wstająca Marysia.
