Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Ma pan rację. Kardazjanie tego nie rozumieli i musieliście co parę lat rozwalac im kolejną flotę. Ciekawe czy teraz do nich dotarło, że są lepsi od nich?
-Pewnie nie. A dlaczego? Bo za każdym razem, jak rozwaliliśmy ich floę, i rzuciliśmy ich na kolana zawieraliśmy rozejm - który podbudowywał ich ego, i utwierdzał w opini, ze są lepsi od nas... Mogę się założyć, że jak zaatakuje na Borg, i oni spróbują na nas uderzyć, po raz kolejny... Bo pogardzają naszą polityką...
- Raczej wątpię. Ich państwo jest w stanie rozkładu. Kolejne rasy odzyskują niepodległość. Granicami zawładnęli piraci. Gdyby nie nasze strefy okupacyjne to nieistniałaby dzisiaj żadna Unia.
-Bardzo możliwe, ale czy na pewno? W 2150 nawet nie słyszeliśmy o Romulanach. Dziesięć lat później prowadziliśmy wojnę na śmierć i życie. A kardazjanie już nie raz zwalczyli wewnetrzny kryzys... Gdyby nie nasze strefy okupacyjne, pewnie już zaczeli by zbrojenia...Teraz, całemu kwadrantowi zagraża tylko Borg... Romulanie nie zaatakują - są za słabi. Kardazjanie w rozsypce, Gorn pragną pokoju, jak ciągle powtarzają, a Tholianie przycichli ostatnio... Ale borg przybędzie - i tym razem nie przyśle jednego czy dwóch statków. Jesli nie zmodernizujemy naszych flot, o po prostu zginiemy...
- Romulanie cisi jak baranki? - zapytał Klingon. - Ja się ich obawiam. Już minęł prawie rok od incydentu z Shinzonem. Spacyfikowali Reman, zdobyli technologię, a po wojnie z Dominium to oni są najsilniejsi. Ich straty na wojnie były bardzo małe w porównaniu z naszymi.
-Czy ja wiem... Zaraz po wojnie byli najsilniejsi. Ale znowu odbudowaliśmy swoje floty. Wy ich przeważacie, a ich jedynym atutem wobec nas są urządzenia maskujące...
- Do ich technologii Scimitara można porównac tylko transfazówki... - zaczął mówić Klingon gdy przerwał mu twój komunikator:- Chorąży von Caep proszony jest na plażę w ważnej sprawie nie cierpiącej zwłoki. - chyba rozpoznałeś głos swej przyszłes teściowej.
-Przepraszam panów na chwilę! - Maciek szybko wyszarpnął zza pasa fazer, i rzucił się w stronę plaży. Ostatnie dni były bardzo stresujące, i wolał się zabezpieczyć. Dobiegł wreszcie do niej, od razu zaczynajac szukać przyczyny problemu.
- Tutaj! - zobaczył machającą w jego kierunku Anette.Podbiegłeś bez tchu.- W czym problem? - zapytałeś.- W tym. - Maria podała ci olejek do opalania. - Posmaruj mi plecy.
Matthew spojrzał nieprzytomnie na fazer w ręku, i kilku kadetów patrzących na tą scenę z pewnym rozbawieniem. Zaczerwienił się lekko, ale schował fazer. I sam cicho zachichotał. Racja - Kapitan z fazer, biegnący na złamanie karku przez plażę musiał być ciekawym widokiem.-Ależ nie ma sprawy, kochanie - Maciek uśmiechnął się lekko i usiadł obok niej, wykonując jej polecenie.
Po wykonaniu zadania miałeś dużo wolnego czasu. Nikt was nie atakował, nikt nie wzywał pomocy. Gdyby postronny obserwator oglądałby plażę, nieuwierzyłby że kilkanaście godzin temu walczyłeś z wrogiem. Ciekawe jak spisywali się negocjatorzy? Jak do tej pory Klingoni nie atakowali, więc znaczy że chyba dobrze.
Maciek leniwym ruchem objął narzeczoną, i położył się na plaży. Zycie było piękne - śwecące słońce, morze blisko, i piękna kobieta u boku... Harmonię tej sceny zakłócały tylko dwie osoby.Alan i Ania po cichu nabrali wody do naczyń porozrzucanych tu i ówdzie. Odprowadzani uważnym spojrzeniem Pani Woźniak zbliżyli się do młodej pary i...-Ja was chyba zabiję?! - Krzyk mokrego kapitana rozniósł sie po całej plaży. Jednak dopiero po tym, jak podskoczył na kilka centymetrów - woda była chłodna. Obejrzał się jeszcze na Marysię - w jej oczach płoneła rządza mordu. Ze złośliwym uśmiechem rzuciła się w stronę swojej siostry - sam Maciek zaś na Alana. Śmiejąc się, tarzali się po piasku dobrych kilka minut.== Godzinę później ==-Maciek?-Hm? Głos mamy Marysi wyrwał młodego Kapitana z drzemki - coś się stało?-Wracamy. Znaczy się, chwilowo na Scorpiona. Ja i Ania.-Jasne. Alan! - Maciek krzyknął w stronę pierwszego - Pamiętasz jak pilotować prom?Widząc obrażoną minę Martena Caep szybko kontynuował-Świetnie. Weźmiesz te dwie piękne panie na Scorpiona. Tam zrobisz to, o co poproszą... W granicach normy. A, i nie budźcie mnie...Kapitan leniwie spojrzał na oddalajacą sie trójkę, w tym biegnącą Anię i śmiejącego się Alana, po czym znów objął sterniczkę i usnął.== Godzinę później ==Kapitan sennie otworzył najpierw jedno oko, a potem drugie. Zamknął je niemal natychmiast - ze względu na słońce. Niejasno uświadomił sobie, że obie jego ręce leżą na piasku. Jeszcze raz otworzył oczy, tym razem udało mu się ich nie zamknąć. I przekrzywił lekko głowę na lewą stronę.Widok był ciekawy. Na oko sądząc, osiemnastoletni kadet, od którego krwawe wino czuć było na kilka metrów rozmawiał z jego żoną... No, przyszłą żoną. Obficie przy tym gestykulował, i próbował się do niej zbliżyć. Kapitan chwiejnie stanął na nogach, i zbliżył się do dwójki. O ile bluza od munduru była niedbale rzucona... Gdzieś, to na szczęście fazer został na swoim miejscu. Chorąży jakby nigdy nic podszedł do kadetki i objął ją w pasie, kładąc głowę na jej ramieniu-Ej! Ja pierwszy ją zobaczyłem! - Kadet miał drobne problemy z mówieniem, ale kryk brzmiał dość groźnie-Ja ją pierwszy zobaczyłem! - warknął KapitanKadet zaśmiał się nieprzyjemnie, i spojrzał na nieco chudszego i drobniejszego kapitana - A co? Chcesz ze mną zaczynać?!- Ależ nie - Maciek uśmiechnał się. Ten kadet był pijany. To drbnostka - Maciek też uwielbiał na przykład absynt. Ale ten kadet dostawiał sie do Marysi! - Po prostu, załatwię ci pobyt w celi!-A kim ty jesteś chłystku, zeby mi rozkaywać! Sam jestem z ochrony, a Shiran to mój przyjaciel! Pogadam z nim, i ciebie zamknie!Maciek nie wytrzymał. po prostu parsknął wesołym śmiechem, zresztą podobnie jak nieco zaniepokojona Marysia. Sytuacja była nader zabawna.-I co zęby suszycie?! - Kadet nie grzeszył elokwencją i kulturą.-Chłopcze, właśnie wydzierasz się na kumpla Shirana, a zarazem kapitana tego okrętu... A ja jestem jego narzeczoną - z napadu śmeichu pierwsza pozbierała się Marysia. Kapitan usłyszał jeszcze tylko bardzo niecenzuralne słowo, a kadet gdzieś uciekł.== Godzina później ==Kapitan uznał, że skoro i tak wracają na okręt, to może sam pilotować. Jego, co za ironia, sterniczka usiadła na fotelu obok, a kilku ludzi z załogi zajeło miejsca w częsci pasażerskiej. prom oderwał sie zgrabnie od ziemi i pomknął w stronę białej sylwetki okrętu wiszącej spokojnie nad planetą.=/= Kapitan do Scorpiona. Działo się coś ciekawego? Mamy wiadomości od ambasadora? Komandor Gharti się z nami kontaktowała? I czy te cholerne holodeki wreszcie działają?
- Nic ciekawego się nie stało. - zaczął raportować Beregh. - Negocjacje dalej trwają, ale otrzymaliśmy wiadmość, że idą w dobrym kierunku. Klingoni chcą za oddanie układu Federacji technologie cywilne oraz trochę torped transfazowych. Gharti się nie zgłaszała. Działa jeden holodek. Mogę pana zapisać, na jutro o godzinie 14.30. Co jeszcze ciekawego? T'Rea wzięła się do roboty. Laboratoria pracują na 120% normy. Ma tam jakieś rośliny, zwierzątka, bakterie i pełno innych świństw. Mam takie prywatne pytanie. Co stało się pierwszemu? Zachowuje się troszkę nienormalnie.
-Jak to "nienormalnie"? Znaczy, jak wyjeżdzał z planety, był dość mokry, zakurzony, ale po za tym zdrowy?
