Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
-Możliwe. Ale bez niego napewno damy się pokroić - Borg, który prędzej lub później tu przyleci... Zanim mi nie wytłumaczono, co to jest, to nie miałem pojęcia czemu moi przełożeni byli tacy podekscytowani tym... Czymś.
- Tak. Każdy kto słyszy o tym minerale to zapomina o zdrowym rozsądku. - odpowiedział Klingon. - Jeśli naprawdę jest tak dużo warty to nie dziwię się Federacji.
-Ja trochę tak... Jest bezcenny, jednak Klingonie to nasi sojusznicy. Nie wiem, czy naprawdę warto przygotowywać się do wojny z Borg, kosztem przyjaźni z innymi Imperiami... Jeśli będziemy podzieleni, to Borg zmiotą nas. Najpierw Federację, potem Romulan a na końu was... Zresztą, kolejność jest nieistotna.
- Tak, sojusznika co wciąga w nową wojnę z Gorn? - zaśmiał się K'Tag. - Jak przybędzie Borg to Federacja pewnie będzie ostatnia. Zostawi ją sobie na deser - jako wisienkę.
-Taak. Najpierw zasymiluje wszystkich dookoła, a potem będzie miał świetną zabawę, posyłając wasze okręty do walki z nami... Czasami żałuję, że ich wogule spotkaliśmy. I że admirał Janeway ich tak wnerwiła... A co do wojny z Gorn - pewnie, gdybysmy chcieli kogoś podbić, też byśmy kombinowali jak by was w to wciągnąć....
- Tak. Najlepsza taktyczna to przewaga ilościowa. Później strzelamy i się nie marwimy. Zawsze w coś się trafi. Chyba, że wróg ma lepszą technologię. A gady są nam równi. Więc pozostaje tylko ilość.- Panowie ile czasu zamierzacie rozmawiać o polityce? - zapytała Maria. - Bo jeśli długo to ja idę się przebrać.
-Miłego pływania - Maciek objął, i pocałował Marysię. Uśmiechnął się też przepraszająco do jej matki - jakby chciał jej dać do zrozumienia że go poniosło. Gdy tylko kobiety odeszły, zapikał jego komunikator.=/= Kapitanie. Wachta beta na stanowiskach. Holodeki mają być sprawne za osiem godzin. Cała reszta działa.Maciek uśmiechnął się przepraszająco do Klingona i Macetczyka.-Przepraszam, ze się nie przedstawiłem. Matthew von Caep. Dowódca USS Scorpion. Nie powiedzałem ego na początku, bo trochę się obawiałem zamieszek... Generał Krag dość negatywnie nastawił do mnie siły Klingonów...
- Nic sie nie stało kapitanie Caep. - uśmiechnał się Macetczyk. - I tak wiedzieliśmy kim pan jest. Cóż jest pan pierwszym kapitanem Federacji jaki tu przybył.- Jedno nie rozumiem. - rzekł Klingon. - Dlaczego nie pilnuje pan swej kobiety? Przed ślubem trzeba je krótko trzymać.
-Maciek ściszył leciutko głos - może i tak. Ale mój pierwszy pilnuje tch na plaży, a po okolicy zaraz zacznie szwędać się operacyjny.Zresztą, ofijalnie nie jestem żadnym kapitanem. A tylko chorążym, i oficerem dowodzącym... Aż się dziwię, że Flota zaczeła dawać takim młokosom zaraz po akademi okręty... Nie narzekam, ale to doś głupie...
- Nie jest pan taki głupi. Picard by się zasłaniał dyrektywami i ni by nie zrobił. Będzie z pana pożytek. - zauważył Klingon.- Pierwszy to ten co przybył tu niedawno z taką młodą podobną do narzeczonej? - zapytał Macetczyk. - On chyba najbardziej jest zainteresowany nią, a nie innymi kobietami.
-Dyrektywy Floty... Dla mnie czasami są przeżytkiem. Racja - nie powinniśmy ingerować w rozwój ras pre-warpowych. Ale czy żeby coś zrobi, dowódcy za każdym razem mają czekać dniami na odpowiedź dowództwa, zamiast robić to co uważają za słuszne? Kiedyś, na Ziemi, w ten sposób wybuchały konflikty - bo żołnierze na wszytko musieli mieć pozwolenie.A co do mojego pierwszego. To że nie jest zainteresowany moją narzeczoną, jest korzystnym zbiegiem okoliczności... Sam się do niej nie zbliży - a jak ktoś to zrobi, to da mu w zęby, zanim ja to zrobię...Czasami żałuję, że nie służę w KSO - u was wiele rzeczy jest prostszych... I jest mniej zasad kóryh musicie przestrzegać, po prostu kierujeie się honorem - Maciek westchnął.
- Honor jest najważniejszy.- Tak honor i logiczne myślenie. - poprawił Macetczyk. - Nie jest tchórzostwem uciekanie gdy wrogów jest więcej niz sojuszników.
-Nie. Ale jest tchórzostwem, uciekanie z pola biwy, gdy sytuacja nie jest rozstrzygnięta, tylko dlatego ze ktoś, dziesiątki lat świetlnych dalej wydał taki rozkaz... Lub o gorsza, uiekanie gdy się wygrywa - wtedy Federacja upewnia wrogów, bo kto ich nie ma, że jest słaba... Niech dowódzwo będzie oddawane tylko kapitanom, nie ma sprawy, ale powinni móc sami decydować...
- Widzę, że nie jest pan zwolennikiem parii PAAC. Peace at All Cost. Co za idiota wymyślił tą ideę?
-Ktoś, ko zapewne wygrzewa tyłek w jakimś biurze na Ziemi... O pokój trzeba walczyć to prawda. Ale często, najlepszym argumentem jest naładowany fazer - Nie można poniżać wroga - ale trzeba mu dać do zrozumieni, że jesteśmy silniejsi, i że jak naruszy naszą przestrzeń, to go zaaakujemy...Przecież tak wyglądała sytuacja przed Praxis - wy baliście się nas, a my was. I żadna ze stron nie natuszała strefy neutralnej...
