Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
-Niech zgadnę... Stare porachunki? Marysiu, zajmij pozycję na flance naszych sił. Shiran, nie ładuj broni, ale się do tego przygotuj. Beregh, spytaj kapitana Woźniaka, czy Klingonie nie dali się zaprosić na herbatkę? Czy może ktoś im parę tryblitów podrzucił...
Scorpion "zaparkował" z boku formacji.- Kapitan Woźniak mówi, że Klingoni są nadzwyczaj spokojni. Nie grozili, nie obrażali. Zachowują się jak nieklingoni. Ich przedstawiciel właśnie orbituje nad planetą w swoim promie i czeka na naszego przedstawiciela.
-Aha... Spytaj go, czy wyśle swoją eskortę, czy my mamy się tym zająć? Mozesz ewentualnie dodać, ze generał Krag mnie nie lubi, a ambasador może być mało bezpieczny na moim okręcie... A, i ze jeśli będzie chciał pogadać - Maciek uśmiechnął się ciepło o sterniczki - z córką, to zapraszam na pokład.
- Kapitan odpowida, że nie będzie wkurzał Klingonów i nowy negocjator poleci naszym okrętem. Z chęcią też porozmawia z córką. Za 5 minut się do nas teleportuje.
-Jasne. Przekażcie mu, że będziemy w mojej kwaterze... Powiedzcie mu, gdzie to jest. Beregh, wyślij też kogoś żeby przygotował kwaterę dla ambasadora, na pokładzie drugim jest chyba kilka dyplomatycznych?-Marysiu, my idziemy do mnie. Raczej mam porządek, ale jakoś wolę się upewnić...Po trzech minutach dotrali do Kwatery Kapitańskiej. Wygladała tak jak przed wyjściem kapitana - poza sypialnią panował tam porządek. Matthew upewnił się, ze w małym barku jest jakieś wino - na wszelki wypadek, i usiadł przy stole, obok swojej ste... Narzeczonej, i czekał na jej ojca.
Siedzieliście zdenerwowani i czekaliście na nieuniknione. Nagle usłyszałeś:- Pocałuj mnie!- Słucham?- Pocałuj mnie mocno bo z nerwów zemdleję.
Maciek tylko uśmiechnął się szerzej, i bez oporów wykonał polecenie swojej żony. Przyszłej żony...
Namietny pocałunek trwał, ale oczywiście musiał zakłócić go dzwięk dzwonka. Ktos czekał za drzwiami.
-Wejść! - wykrztusił tylko nieco podirytowany kapitan, jednocześnie prostując się na fotelu. "O tyle dobrze, że zadzwonił" - pomyślał tylko.
Pewnie spodziewałeś się, że ojciec Marii jest wysokim, barczystym człowiekiem z hardym spojrzeniem i szybkimi ruchami...Do kajuty wszedł mały, łysięjący blondyn. Nie grzeszył też urodą. Niewiarygodne że taki facet mógł być ojcem tak pięknej córki...- Komandor Mirosław Woźniak. Zapewne kapitan Caep, prawda? Witaj Mario.
-Dzień dobry, panie Komandorze. Maciek wstał, i lekko ukłonił się na przywitanie. Widok nieco go zdziwił... Ale postarał się to ukryć. Proszę usiąść. Przede wszystkim, moje wyrazy współczucia, z powodu śmierci kapitana... Sam wiem, ze można się bardzo przywiązać do członków tej samej załogi - tu Maciek delikatnie uśmiechnął sie do swojej sterniczki.
- Powiem szczerze. Z Sarletha było prawdziwe bydle i nikt za nim nie zapłacze, poza chyba tylko admirał Shanti, której był pupikiem. Ale cieszę się, że widzę moją córkę, która uciekła z domu, aby wstapić do Akademii. Masz mi cos do powiedzenia?- Tak! Wychodze za mąż. Za Maćka! - wskazała na ciebie.Komandor zrobił się nagle czerwony.- Kapitanie Caep. Co ma mi pan do powiedzenia na ten temat?
-Hmm, że kocham pańską córkę? Ponad swoje życie? Chcę z nią spędzić resztę życia... Żadnych innych wyjaśnień nie mam. Oświadczyłem się jej kilka dni temu... Mam nadzieję, ze nie będzie pan na nią zły - Maciek uśmiechnął się lekko.
- Ja jestem zły? Jestem wściekły! Jak możesz to robić za moimi plecami?! Najpierw uciekasz, a później to? Ciekawe co powie na to matka... - komandor podszedł do replikatora. - Wódka, czysta! - wypił duszkiem kieliszek. - Cholerne córki... Czemu mam je trzy, a nie syna? Wystarczyłby tylko jeden... - ciężko usiadł na fotelu.
Maciek wstał podszedł do barku, i wyciągnął dwie spore flaszki.-Absynt i wódka, panie komandorze - obie postawił na stole, razem z trzema kieliszkami.-Nie chcę pana drażnić, ale z tego co mówiła mi Marysia, to nie uciekła, ot tak. Pan po prostu chciał zaplanować przyszłość za nią!
