Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Praktycznie wszystko działa. Uszkodzenia to silniki warp maksywalnie warp 6,1. Z broni to fazer na lewej gondoli, ale maja to w ciągu 20 minut naprawić, kilka dziur w pancerzu, holodeki oraz strzelnica. Inne systemy są mało ważne.
-I diabli wzieli perspektywę uczestnictwa w jakichś ciekawych holoprogramach... No trudno.-Beregh, jak dolecimy do celu każ mechanikowi uaktywnić ten Klingoński złom do wykrywania zamaskowanych pojazdów. Pewnie sami zapomnieli, że go zamontowali...-Shiran, znajdź jakąś ładną kwaterę, najlepiej oficerską, i wymontuj wszystko co związane z dowodzeniem. Interfejsy, komunikację - wszytko. Zaspawaj wentylacje, i wszytkie inne drogi ucieczki - a potem wsadź tam tego mechanika, którego podrzucili nam Klingoni. Wcześniej, niech ktoś z ochrony go pilnuje... Albo inaczej. Beregh, prześlij go prosto do celi - w końcu to jedyny Klingon na okręcie. W maszynowni może nam zaszkodzić, a w kwaterze będzie miał wszystkie wygody, zanim go nie oddamy Kragowi.
- Siedzi w niej od 8 godzin. - odpowiedział Beregh. - To znaczy w celi.- No tak zapomniałem. To urządzenie też nie działa. -rzekł Marten.
-No i diabli wzieli genialny plan wykrycia Klingonów, zanim nas rozwalą... Trudno.-Shiran, mój ostatni rozkaz wykonasz później... Weź po dziesięć torped z modułów, i tyle samo z magazynu. Połącz je po dwie dodaj jakiś odbiornik - tak, żeby po nadaniu sygnału o określonej częstotliwości wybuchały. Potem rozmieścimy je jako miny - Klingonie wykryją tylko kawałki metalu... Niech każda "mina" ma inną częstotliwość aktywacyjną. =/= Szef do maszynowni. Mam sprawę, czy udało by się jakoś zwiększyć energię osłon i fazerów.Mechanik dobrą minutę się nie odzywał. Gdy już to zrobił, w jego głosie słychać było wachanie.=/= Tak, ale to trudne. Musiałbym odłączyć promień trakcyjny z naszego trzeciego modułu, i przekierować energię stamtąd przez przekaźniki EPS.... Parę godzin, szefie.=/= Dobra. Bierz się do roboty - tylko róbcie to stopniowo, zeby Klingoni nie zaskoczyli nas. Co jakiś czas zabezpieczajcie wszytko, żeby nam nagle nie wybuchło...
Mechanicy zaczęli przygotowywać miny oraz próbować przekierować energię z modułowych reaktorów fuzyjnych do głównej sieci IPS.W tym czasie dolecieliście do granic układu. Kapitan Jedności przekazał ci, że macie skierować się na orbitę drugiej planety.
-Aha - mruknął w odpowiedzi Maciek, i dał znak ręką Maryśce, żeby robiła jak każą. Ostatecznie, jeszcze było spokojnie...
Scorpion spokojnie wszedł na orbitę drugiej planety. Kazałeś ja pokazać.Widząc ją w całej okazałości juz wiedziałeś czemu Macetczycy maja wile wspólnego z płazami. Prawie cała powierzchnia planety była oceanem. Tylko na biegunach, nie licząc małych wysepek, był stały ląd. Twoje rozmyślania przerwał Shiran:- Nie tak źle, wykrywam na orbicie stację kosmiczną, 32 orbitalne platformy typu 9 oraz kilkanaście okrętów różnych klas. To pewnie ci najemnicy. A przy stacji dokuje D7.
-Czyli dotrwamy bez problemu do przylotu naszych sił? No, mniejsza... I tak przygotujcie mi połaczenie z komandor Gharti. W konferencyjnym - Kapitan szybko opuścił mostek, i usiadł na wygodnym fotelu w sąsiednim pomieszczeniu. Po chwili na sporym ekranie pojawiła się twarzy Komandor.-Dzień dobry. Osiagneliśmy system... No, tamtych. Z obroną nie jest tak źle - przygotowaliśmy trochę min, na orbicie jest ponad 30 platform obronnych, oraz kilkanaście różnych okretów. Trochę będziemy się bronić... Kiedy doleci nasza delegacja? A, i przy okazji. Zgodziłaby się pani udzielić mi ślubu po powrocie?
- Nasza grupa przybędzie za minimum 41 godzin. Proszę uzyskac dokładne informacje o siłąch obrońców. - przerwała na chwilę. - Zaraz jaki ślub? Z kim chce się pan żenić?- Z sterniczką kadetką Marią Woźniak.- No to szybko pan zaczyna. Mówi pan Woźniak? - Gharti uśmiechnęła się. - No to bedzie pan miał niespodziankę. Już niedługo. A wracając do tematu. Oczywiście że udzielę. Jak pan wróci na stację to sie tym zajmiemy. I proszę zaprosić swoją rodzinę.
-Jasne. Bardzo dziękuję - jak tylko uzyskam dokłądniejsze informacje o obronie, natychmiast je do pani prześlę. Aha - niech nasza grupa wcześniej nas poinformuje o przylocie - zamierzam zostawić trochę min z zapalnikami zblizeniowymi w okolicy - a wybuch paru kilogramów antymateri, obo statku z wyłączonymi tarczami moze się bardzo źle skończyć... Dozobaczenia.Maciek uśmiechnął się radośnie, i wystukał połączenie na Ziemię. Do swojej posiadłości. Na monitorze pojawił sie jakiś, około pięćdziesięcioletni mężczyzna. Na sporym ściennym zegarze zaraz za jego plecami wskazówki pokazywała że jest piąta po południu.-Cześć, tato - Kapitan wyszczerzył się w uśmiechu - masz z mamą coś zaplanowane na najbliższy miesiąc?-Matthew? - Starszy mężczyzna nastroszył nieco brwi. Był emerytowanym marines, i nie podobało mu się ze syn wstąpił do Gweizdnej Floty. Nie kontaktował sie z nim, od początku akademii...-Tak. Lub, jesli wolisz - dowódca USS Scorpion. Więc jak?-A co się stało? Tylko nie mów, ze nagle naszła cię ochota na spotkanie z ojcem... Po tym co mi zrobiłeś?!-Uznałem, ze powinieneś być na moim ślubie... Ale skor - Nie dokończył. Szklanka, którą trzymał emerytowany marines pękła z trzaskiem. Złocista ciecz i odłamki szkła wylądowały na blacie biurka -Ślub? - Kapitan nie wiedział, czy w tym okrzyku więcej było złości, czy radości-No wiesz... ak zazwyczaj nazywa się ceremonia podczas które...-Gdzie, synu?-Baza Gwiezdna 328. To przy granicy Gorn z Klingonami... Ślub odbędzie sie, jak tylko uda nam sie tam wrócić. Znaczy sie mi, Marii - mojej narzeczonej, i oczywiście całemu Scorpionowi... Do tej pory, chcieli już nas zabić Klingoni, Borg i znowu Klingoni. Opowiem wam wszytko, jak się zobaczymy... Rozumiem, ze mogę się was spodziewać?-Tak. Matka nie powinna mieć zastrzeżeń. - Ojciec kapiata nie wspomniał, że zanim wylecą o jego narzeczonej dowiedzą się wszystkiego. Najlepiej od dowódcy tej bazy. Nie wspomniał też, że wyruszą jak najszybciej - w końcu, ktoś w bazie musiał słyszeć o ich synu... A informacja była potężną bronią...-Do zobaczenia. von Caep. Koniec. - Maciek odetchnął głęboko, i odsunął się od terminala. Rozmowa z ojciem poszła nadzwyczaj dobrze - ostatnio, jeszcze jako siedemnastolatek wywołał niezgorszą awanturę... Cieszył się, ze przynajmniej matka jest po jego stronie.Oficer wszedł wolnym i ociężałym krokiem na mostek, i zapadł się w fotelu.-Beregh, wywołaj kogoś z nich... Najlepiej tą szefową z jedności.-Tu Kapitan Scorpiona. Potrzebujemy dokładnego raportu na temat waszych możliwości obronnych - do tego, niech wasze statki zaimprowizują miny z nadwyzek torped. Nasza grupa będzie tu za niecałe dwa dni - przez ten czas napewno będą nas niepokoić Klingonie... Musimy być gotowi.
- Proszę się o to nie martwić. Na stacji jest potężny czujnik wykrywający zakamuflowane statki. Nawet odległe o 6 godzin lotu. Raport o siłach prześle któryś z moich oficerów. I mam pytanie: co pan zamierza robić przez najbliższyczas? Chciałabym pokazać panu świat, o który odbędzie się walka. Może pan zabrać jedną-dwie osoby.
-Dziękuję za zaproszenie. Mój okręt zajmie się rozpoznaniem - byłbym wdżcięczny za dane systemu. Kiedy przyleci flota, musimy mieć juz gotowy plan ewentualnej obrony - a mój Taktyk sie tym pewnie chętnie zajmie - Maciek uśmiechnął sie do Shirana siedzącego niedaleko. Proszę przesłać dla nas współrzędne transportu, zaraz będziemy na powierzchni. Caep kończy.-Dobra. Ma ktoś ochotę pozwiedzać?-Ja będe ci wygrzewał fotel - Alan uśmiechnął się łobuzersko.Klingonin i Andorianin tylko pokręcili głową, a T'Rea odsypiała wachtę. Maciek wzruszył tylko ramionami.-Kadetko Woźniak, właśnie zgłosiła się pani na ochotnika. - Oboje jednocześnie uśmiechneli się do Alana, który wiedział o szykowanej dla załogi niespodziance - Idziemy.Szybko dotarli do odpowiedniego pomieszczenia, i staneli na płycie transportera.-Kadecie, proszę nas pzresłać na podane współrzędne - mruknął Caep do młodzieńca przy konsoli. Na oko ledwie osiemnastoletniego. Już po chwili jego oczom ukazał się...
... naprawdę dziwny widok. Był na matalowej platformie unoszącej się na bezmiarze oceanu. Zrobiło ci sie gorąco. Nic dziwnego. Na niebie nie widziałeś ani chmurki, a słońce prażyło niemiłosiernie.- Chcecie pływać czy sie opalać? - usłyszałeś głos za sobą. odwróciłeś się. Obok drzwi do małego budynku stała Alidana w swym zielono-niebieskim mundurze.- Chodźcie się przebrać. W tym ubraniu szybko utoniecie.W pomieszczeniu dostaliście podobne mundury.- Dostaniecie też plecaki z systemem odfiltrowywania tlenu z wody. Macetczycy tego nie potrzebują, ale my tak.Po paru minutach byliście już przebrani. Do pomieszczenia weszła Aya.- Chodźmy.Wyszła na zewnątrz. Zblizyła sie do przerwy w barierkach i wskoczyła do wody. Alidana załozyła na usta maskę i zrobiła to samo.
-Przyszliśmy pozwiedzać - mruknął ponuro chorąży do swojej towarzyszki. Oboje jednocześnie kiwneli głowa, założyli maski, i poszli w ślad za przewodnikami.
Woda była idealnie przezroczysta - mieliście ogromne pole widzenia. Zaledwie kilaknaście metrów pod wami była skała, a raczej rafa koralowa. Kolorowe ryby i skorupiaki pierzchały przed wami. Daleko od was zamajaczył sie kształ dużej ryby.Alidana pokazała wam kierunek gdzie macie płynąć. Mineliście wybrzuszenie skalne i zobaczyliście głęboka kotlinę, a w niej podwodne miasto. Na zboczach przycupneły małe domki, wokół których pływali Macetczycy. Harmonie kolonii psuła tylko duża kopuła na środku zagłębienia. Kiedyś zapewne przebywali pod nia Klingoni. Teraz była pęknięta. Zapewne bojownicy wysadzili wsporniki, a okupanci potopili sie.
