Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Miałeś rację. Przez drzwi weszło dwóch Klingonów podtrzymujących znanego ci młodzika.- Sanitariusze mamy... - Klingon nie dokończył wypowiedź gdy w oko D'Naka wbiło się ostrze skalpela. Pozostali zostali natychmist zastrzeleni.- Wciągnąć ciała. I jakoś je ukryjcie. - rozkazała Alidana. - Doktorze proszę się schować i jak przyjdą kolejni ranni to wie pan co z nimi robić. Maciek musimy się rozdzielić. Jedna grupa na mostek, druga do maszynowni. Gdzie chcesz iść?
-Mostek. Mechanik ze mnie jednak marny, a taktyk się przyda na mostku - Shirana pewnie przymkneli. W maszynowni, postarajcie się przywrócić kontrolę nad komputerem i uzbrojeniem. Kapitan skinął głową na jednego z kadetów, i z powrotem wszedł z nim do kanałów Jeffriesa. Ustawił trikorder na zagłuszanie biosygnatury, i szybkim krokiem obaj ruszyli na mostek.
Alidana pokazała Macetczykowi, żeby poszedł z wami. Po raz trzeci pokonywałeś tą samą drogę. Gdy mijaliście pokład 5 okrętem wstrząsnęła eksplozja. Usłyszałeś krzyki rannych.
-Nie zatrzymywać się - mruknął cicho kapitan - jak dojdziemy na mostek, a zespół w maszynowni wszytko włączy, to klingonów transporterami wyślemy gdzieś w próżnię, a rannych do ambulatorium... We trzech nic nie poradzimy tutaj.
Nie niepokojeni doszliście na pokład 1. Do aktywacji doktora zostało jeszcze 5 minut.
-Dobra panowie... Jesteśmy w korytarzu, ślepym korytarzu. Dokładnie obok jest sala konferencyjna. Spróbujemy tam wejść, jeśli nie ma tam Klingonów. Za jakieś cztery i pół minuty. Doktor... A właściwie doktorzy, powinni zabić klingonów na mostku, więc będzie łatwo. Przzez ten czas, uważajcie na oba końce korytarza - Klingoni mogą wyśledzić gdzie jesteśmy...
W sali znajdował sie tylko śpiący klingoński oficer. Macetczyk wyjął nóż, podszedł do niego cicho, jedna ręka przykrył usta, a druga poderżnął mu gardło. Wszystko odbyło się bezgłośnie.Rozstawiliście się, aby mieć drzwi na celownikach. Po 4 minutach usłyszeliście spokojny głos doktora, potem kilku doktorów. Potem rozpętało się piekło. Po minucie otworzyły się drzwi i usłyszałęś głos doktora:- Wszyscy pacjenci zostali definitywnie wyleczeni.
-Zawsze twierdziłem, ze Federacja posiada najlepszą służbę zdrowia we wszechswiecie - Maciek szeroko się uśmiechnał, i wszedł na mostek. Ciał martwych klingonów było dość sporo... Kapitan szybko podszedł do konsoli taktycznej i sprawdził stan uzbrojenia. Jednocześnie spojzrał na czujniki, starając się zobaczyć ile i jakich okrętów jest w pobliżu. I gdzie dokładnie są. Na samym końcu, podszedł do konsoli operacyjnej, i sprawdził czy transportery już działają - i czy moze tych cholernych Klingonów wyteleportować za burtę...
Uzbrojenie było wyłączone i zablokowane.Czujniki wskazywały, że stoicie. Wokół Scorpiona krążyły 4 klingońskie okręty: 1 Vor'Cha, 2 K'Vort i 1 B'Rel.Trnasportery były wyłączone. Czujniki wskazywały na kilka krytycznych uszkodzeń.- Kapitanie proszę spojrzeć. - rzekł kadet i pokazał ci ręką na ciała załogantów. Leżało ich 8. To pewnie była zmiana gamma na mostku. Wszyscy byli martwi. N asamej górze leżała T'Rea.
-Zabiję. Jak ich zabiję - Głos Maćka był cichy i spokojny. Ale tylko z pozoru. Tak naprawdę kapitan aż kipiał z gniewu.-Sprawdźcie co z komunikacją i silnikami. A, i dowiedzcie się, czy doktor opanował juz hangary, mesę i maszynownię. Niech ta wersja z hangaru, zacznie przenosić wszytkich Klingonów w okolicy do buforów transportera promów. Troche tego jest.. I ile potrwa naprawa uzbrojenia... I transporterów - Maciek wpadł na pewien ciekawy pomysł, ale potrzebował żeby go zrealizować kilku rzeczy...Maciek szybko podszedł do konsoli komunikacyjnej. Przgotował dwa, bardzo podobnie brzmiące komunikaty, jedendo dowództwa Floty na Ziemi, drugi do komandor Gharti, i czekał na meldunki.
- Komunikacja nie... - nie dokończył kadet.Na głównym ekranie pojawiła się twarz generała Kraga.- Caep ty tchórzu. Zabiłeś mi ludzi w maszynowni. Czekam na ciebie w dziobowym. Jak nie przybedziesz za 5 minut to twoja ruda narzeczona zginie. - wyłączył się.- Turbowinda nr 1 została odblokowna.
-Skąd ten kretyn wie... - Maciek urwał - Zresztą nieważne. Znajdźcie jakiś sposób, zeby przekazać moje polecenia do hangaru i maszynowni. Przy odrobinie szczęscia sami wpadną na to, co powinni zrobić, no ale...Dalej, zabarykadujcie się na mostku. I nie wpuszczajcie nikogo, jak ktoś będzie chciał wejść, to wykorzysta kanały Jeffriesa. Maciek zabrał BetleH i jakieś dwa paskudnie wyglądające mniejsze ostrza które leżały na mostku. A lezało sporo - biorąc pod uwagę liczbę martwych Klingonów. Ze schowka na mostku wyjął sześć granatów ogłuszających, i pzryczepił je do pasa. Podobnie jak ręcznu fazer. karabin wziął mocno w garść i z paskudnym uśmiechem na twarzy ruszył do dziobowego.
W windzie czekało dwóch Klingonów. Bez słowa stanęli obok ciebie. Zjechaliście na pokład 7. Nawet tutaj widać było skutki eksplozji. Część sufitu zwaliła się na podłogę. Wszędzie leżali ranni.W dziobowym stał generał oraz jego dwóch poruczników. Krag trzymał za ramię Marię. Gdy cię zobaczył puścił ją.- Maciek! - krzyknęła i pobiegła w twoją stronę. Nie zdążyła... Generał strzelił jej w plecy.- To za mego syna D'Naka. - widząc że podnosisz broń wymierzył dezruptor w ciebie. - Nawet nie próbuj. Jeszcze żyje. Jak ze mną wygrasz to zwolnię statek. A ona przeżyje. - odrzucił dezruptor i złapał rzucony mu przez jednego z poruczników bat'leth. Zobaczyłeś, że drugi ma Marię na muszce. Gdy złamiesz reguły walki pewnie ja zabije.
-Zostawcie ją. Nie nawidzę tchórzy, pozbawionych honoru, i próbujących wygrywać szantażem - Warknął kapitan, chwytając Betleh w obie dłonie, i stając na nieco ugiętych nogach przed Kragiem.Jednocześnie kapitan gorączkowo myślał, jak można wyjść z tej sytuacji cało... Ca pasem miał sześć granatów ogłuszających, jeśli aktywuje jeden z nich w odpowiednim momencie to wszyscy powinni paść... Ale gdyby zrobił to teraz, lub zbyt ostentacyjnie, to Maria by zgineła... Zaklądł w myślach, i czekał na ruch Kraga.
- Walcz honorowo to może przeżyje. - warknął Krag i rzucił się w twoja strone.Rozpoczęła się walka. Niestety generał miał przewagę sił i umiejętności. Ciągle atakował, a ty zostałeś zmuszony do powolnego cofania się.- Zginiesz jak mój syn. - rzekłz satysfakcją Klingon, gdy wytrącił ci z ręki bat'leth. Wyciągnął za pasa mek'leth. - Bierz! - w ostatniej chwili złapałeś broń rzuconą ci przez porucznika.
