Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
-A jak mam się czuć - Kapitan szybko pomacał miejsce w które dostał - wszytko było w porządku.-Nie wiem czy wiecie. Zaatakowały nas 2 Vor'Che i 3 K'Vorty. Przyłapałem dwóch Klingonów, i jeden mi to powiedział. Z pomocą też będą problemy - Ich generał Krag, nigdy go nie lubiłem, zniszczył naszą formację, którą tu wysłano. Na Scorpionie jest trzystu Klingonów... Wiecie coś więcej? Lub co się stało? W czasie walki... Spałem. jakos nik nie wpadł na pomysł, ze Kapitan powinien wiedzieć co się dzieje...
- Mówił prawdę. - odpwoedziała Alidana. - Vor'Che ostzrelały nas i Jedność zmuszajć do wyjścia z warp. Wtedy K'Vorty zdjęły osłony. Urządzli sobie abordaż bydlaki... Z Jednościa sie nie cackali. Rozwalili ją od razu. Ale przynajmniej najemnicy wysadzili VOr'Chę... Po prostu jedna z korwet ją staranowała. - uśmiechnęła się kwaśno.
-A czemu im się udało? Nie hciałbym wyjść na takiego megalomana co większość dowódców Floty, ale Scorpion jest naprawdę niezłym statkiem... A chyba nie jest zbyt mocno uszkodzony? Teraz Klingonie pewnie mają zdjete osłony... Gdyby udało nam się zająć maszynownie, i ręcznie odpalić torpedy...
- To mozliwe, ale pewnie wyłączyli broń. Ale ja jeszcze nie zdjęłam kodów doktorowi. Włączymy znowu program dowódczy i on sam oczyści mostek i maszynownię.
-Byłoby świetnie... Holokamery są też w mesie i hangarze. Więc starategiczne miejsca szybko "posprzątamy". Doktor prześle nas sta na przykład do maszynowni, i ręcznie zaatakujemy drani. Jeśli uda nam się aktywować systemy, to przy odrobinie szczęścia mocno uszkodzimy Klingonów...
- To wcześniej musimy dostać się do głównego ambulatorium na pokładzie 8. No to idziemy. - odbezpieczyła karabin.Dwóch kadetów wyszło z pokoju. Alidana za nimi. W tej samej chwili padły strzały. Kadeci nie mieli szans. Alidana wskoczyła z powrotem do pokoju.- Niech ich cholera. - wyjeła fazer i nastawiła go na przeładowanie. - Łapcie osły! - krzyknęła i rzuciła zaimprowizowany granat. Eksplozja była ogromna. Chyba ogłuchłeś. Alidana machnęła ręką i pozostała piątka wraz z tobą wyszła z kajuty. Na końcu korytarza leżeli Klingoni. Dwóch było rannych.- Do kanałów! - rozkazała Alidana i wyjęła D'k Tang jednego z rannych. Bezceremonialnie poderżnęła im gardła. W tym czasie kadeci po kolei wchodzili do kanału. Na koncu zrobiła to Alidana. Przed schowaniem głowy zatoczyła łuk ręką i rzuciła nóż w kierunku Klingona, który wybiegł za rogu. Trafiła prosto w serce.- Szybciej. Zaraz wpadną tu z wizytą!
-Musisz mnie tego nauczyć - westchnął Maciek wychodząc na przód pochodu, i kierując grupę kanałami na pokład ósmy. Gdy już tam dotarli, zaprowadził ich pod, a właściwie "nad" samo ambulatorium. W końcu, znał swój własny okręt... -Dobra, Alidana. To ty znasz się na walce. Wskakujemy tam natychmiast, czy próbujemy jeszcze coś zrobić?
- Zależy ilu jest w środku. Zapewne 1-2 sanitariuszy, paru rannych i 2 jako straż przed drzwiami. Wejdziemy dwoma grupami. Jedna zdejmie sanitariusza, a druga strazników jak wpadną. Ty, ty i ty idziecie ze mną. Maciek ty zajmij się drzwiami.
-Aha... - Maciek z szybko cofnął się nieco tym samym korytarzem, i wolno zdjął kratkę. Pod sobą miał korytarz przed ambulatorium. Trwożliwie rozejrzał się, czy nikogo na nim nie ma. Poprawił granat za paskiem, wygodniej chwycił karabin i zszedł na dół. Dał jeszcze chwilę reszcie zespołu, po czym szybko tworzył drzwi i zaczął strzelać do klingonów.
Akcja była szybka. Po chwili sanitariusze i strażnicy nie żyli. Alidana zaczęła dobijać rannych na łóżkach.- Komputer uruchom AHM. - oczywiście nic się nie stało. - Maciek uruchom go ręcznie. - wbiła nóż w serce Klingona leżącego na stole operacyjnym. - No to 8 mniej.
-Zostało 292 - mruknął ponuro zbliżając się do konsoli. Kapitan spróbował jeszcze raz uruchomic go głosowo=/= Komputer. Uruchomić EMH, obejście wszelkich blokad bezpeiczeństwa. - Dokąłdnie tak jak się tego spodziewał - reakcji nie było... Dopiero teraz spróbował uruchomić go ręcznie, wpisując prywatny kod dostępu. I czekajac na efekt.
AHM Natychmiast się pojawił.- O wutam kapitanie. Jak udała się kolacja? - spojrzał na zabitych Klingonów. - Ciekawe ja ich nie leczyłem...- Za to ja ich tak wyleczyłam, że nigdy juz nie zachorują. - rzekła Alidana. - Wy dwaj pilnujcie drzwi. Zawsze mogą przyjść kolejni pacjenci.
-Kolacja była bardzo udana - Maciek uśmiechnął się lekko - bardzo dziękujemy...A pacjeni uznali, że poradzą sobie bez pana... Ci, i trzy setki innych.Maciek wycelował fazer w drzwi i czekał na gości.
Alidana odłożyła broń i zaczęła majstrować przy jednej z konsol.- Dobra. Za 25 minut program zostanie ponownie uruchomiony. Wszędzie tam gdzie są holokamery. Doktorkowie mają prosty cel - zabic każdego Klingonami w zasięgu wzroku. Dobrze, że masz żadnego klingońskiego zał... - magle ucichła i wskazała na drzwi. W jedną rękę wzięła karabin, a w drugą skalpel. - Idą... Jest ich 4, jeden ranny...
Maciek zgrabnie podrzucił karabin na wysokość oczu, i wycelował mniej więcej w trzech czwartych wysokości drzwi. ak zeby trafić w główę, i nie tracić czasu na dobijanie rannych.-Wiesz, Alidana... Mogę się założyć, ze ten ranny ma sporą dziurę w ramieniu...
