Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Maciek stanął jak wryty. Coś tu było mocno nie tak. Bardzo mocno - Woźniak w ambulatorium, T'Rea gdzieś się szwandała po Scorpionie, a Romulanka zapewne siedzi w kwaterze lub majstruje nad doktorkiem. Coś było zdecydowanie nie tak.-Czy to aby na pewno moja kwatera? - kapitan starał się naśladować nieco płaczliwy ton osób załamanych - przecież zgasiłem światło?
- Tak to twoja kwatera. - usłyszałeś kobiecy głos z boku. Popatrzyłeś na adresatkę i oniemiałeś. Przed tpba stała Maria w długiej, ciemozielonej suknii, która odsłaniała jej ramiona. Na rękach miała zielone, koronokoe rękawiczki. W upiętych wysoko własach zauważyłeś zielone wstążki.- Chciałabym ci podziękować. - rzekła. - Za wszystko.
Kapitan, po raz pierwszy od paru miesiecy zaczał się jąkać. Zadko spotykał sytuacje, w których nie wiedział co powiedzieć. W normalnej sytuacji, zapewne zdenerwował by się na ochronę... Ale to nie była normalna sytuacja-Marysia... Ale ty absolutnie nie masz za co mi dziękować. Gdyby było trzeba, poszedłbym w ogień za tobą... Czym zasłużyłem na... - Matthew rozejrzał się jeszcze raz po kwaterze - To?
- Wszystkim. Pomogłeś mi po aferze w mesie, na własnych rękach niosłeś mnie do ambulatorium. No i twoja walka z Alidana kilka godzin temu. Cały czas o mnie myślałeś.
-Kto... Kto ci powiedział o tym? - Maciek był co najmniej zdziwiony. Mało kto wiedział, ze niósł ją aż do ambulatorium. I praktycznie nikt, co się działo w jego prywatnej kwaterze. Oficer spuścił wzrok i cicho powiedział.-Przecież wiesz dlaczego.
- Wiem to od AHM-a i Alidany. A myślisz, że skąd dostałam kody dostępu do twej kajuty? Nie jestem mechaniczką i nie umiem włamać się do systemu. Na szczęście Alidana dała mi kody. - szurając długą spódnica podeszła do stołu. - Tak wiem dlaczego to zrobiłaś. Dlatego ja zrobiłam to. - wskazała na swój strój i kolację. - Bo powinieneś się dzisiaj odprężyć,. a nie mysleć o KLingonach i tych bojownikach.
-I o tym ile to jeszcze będziemy mieli okazji żeby zginąć? - Maciek westchnął ponuro - Jak do tej spory, wszystko co spotkaliśmy, od Klingonów poprzez piratów, na borg kończąc chciało nas pozabijać. Matthew uśmiechnął się szeroko-Dlatego dziękuję ci. Ale nie trzeba było... Twój uśmiech jest wystarczającą nagrodą...
- Dziękuję. - po raz kolejny uśmiechnęła się. - Może teraz coś zjemy?
Choraży spojrzał z wdzięcznością na swoją podwładną. Podszedł do stołu, i odsunął dla niej krzsło.-Proszę, madam - Z uśmiechem odkorkował szampana, jednocześnie starając się nie uszkodzić zbyt wiele korkiem. -Proponujesz coś konkretnego? - spytał z uśmiechem - jednocześnie napełniając oba kieliszki, i zajmujac swoje miejsce.W pokoju rozległ się cichutki odgłos, nieco podobny do tego wytwarzanego przez transporter.-Czego sobie państwo życzą? - Maciek powoli odwrócił się, i cicho roześmiał gdy zobaczył źródło tego dźwięku. Łysawa postać, tym razem w marynarce a nie naukowym mundurze, z przewieszoną przez ramię białą serwetą stała obok, w drugiej rece trzymając notes. Zwykły - jak ze zdumieniem odnotował Kapitan. Maciek postarał się nie śmiać dłużej. I nie robić zdjęć - chociaż byłaby to niezła pamiątka. Po chwili uznał, ze to chyba nie jest ich doktorek. "Pewnie któryś z klonów".-Ja poproszę... Zupę z owocami morza, do tego jakieś lekkie przystawki, i homara - Maria jak odnotował Maciek zachowywała się jak prawdziwa dama, z czasów gdy to kobiety były "tymi dystyngowanymi, co to nie mogą sobie pozwolić na pracę". Z tego co zamówiła, Maciek niczego jeszcze nie jadł w przeszłości - ale uznał że zamawianie którejś z narodowych polskich lub niemieckich potrwa, może się xle skończyć - ze względu na ich prostotę.-Dla mnie to samo, proszę pana - Chorąży uśmiechnął się szerzej, widząc grzecznie kiwającego głową doktora. Po chwili, w błysku energi, na stole pojawiło się kilka dodatkowych talerzy - tym razem pełnych. A razem z nimi butelka białego wina.-Gdyby mnie państwo potrzebowali, proszę wołać - "kelner" ukłonił się nisko, i zniknał.-Jak ci się podoba Nasz Doktor w roli Kelnera? - Sterniczka uśmiechneła się wesoło, widząc minę dowódcy. Maciek był co najmniej oszołomiony.-To... To był doktor? - Z trudek wydukał - Myślałem ze to jedna z jego kopii?-Jego kopie potrafiły wykonywać swoje zadania... Uznał, ze coś nam się należy za tą historię. - Jednocześnie wzięła łyżkę i zaczeła jeść.-Jaką historię... - Maciek lekko machnął ręką, bagatelizując całe wydarzenie. On osobiście by tak nie postąpił, ale rozumiał współplemieńców Ayi. -Przypomnieć? - Słodko spytała Maria - porwanie okrętu? Pozamykanie całej załogi? Zarażenie części jakąś chorobą? Pobicie mnie a ogłuszenie ciebie? Wymieniać dalej?Kapitan zdażył już zapomnieć, ze ta młoda kadetka też potrafiła być złośliwa...-No wiesz... Każdemu się zdarza - Kapitan znowu wyszczerzył zęby w uśmiechu. Zmęczenie i rezygnacja odeszły, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdźki - Mogli nas nie bić... Biorąc pod uwagę, ze oczy Gharti świeciły się jak u Ferengi gdy usłyszała czego chcą.... Oni, to i bez porywania nas uzyskaliby pomoc...-I czy to usprawiedliwia przemoc? - Zresztą, to temat na dłuższą rozmowę... najlepiej z doradcą pokładowym, którego nie mamy...-Kocham Cię - mruknął Maciek kilkanaście minut później. Oboje, przytuleni do siebie stali przy oknie i popijając szampana wpatrywali się w smugi gwiazd. Chwilę wczesniej, kapitan wyjął z szuflady małą drobnostkę. Przekazywaną w jego rodzinie od wielu pokoleń...-Uhm - Maryśka wyraźnie nie bardzo miała ochotę na jakiekolwiek rozmowy, zbyt pochłonięta była całowaniem szyi dowódcy.-Nie powinniśmy - przerwał jej miękko, myślac o winie jakim wypiła. -Hmm? - spytała półprzytomnie-Znamy się ledwie dwa tygodnie... Przypomne ci też, że jak się poznaliśmy ostrzegłaś całą załogę że mają uważać bo jestem kapitanem - kontynuował miękko Matthew.Zgrabnym ruchem wziął Maryśkę na ręce, i wyszedł przed kwaterę. Nieco już wypił, ale nie tyle zeby mieć problemy z chodzeniem-Maciuś... Ja sama dojdę - Cicho mruczała jego podwładna-Nie wątpie - odpowiedział ironicznie - Ale w moich stronach był taki stary zwyczaj, że mąż ma przenieść pannę młodą przez pró...-Nie zapominaj, że jesteśmy z podobnych stron... - Zaczeła, ale natychmaist przerwała - Mąż?! Żona?!-No cóż... Kiedyś przecież wrócimy na stację - powiedział cicho. jakby z zadumą.-Czy mam to traktować jako oświadczyny? - Kobieta zaśmiała się wesoło. -Prawdę mówiąc... Tak. - Kapitan postawił Marię na ziemi, i wyjął z kieszeni ową małą błyskotkę. Złoty pierśionek, z pięknym rubinem. I natychmiast przyklęknął na jedno kolano. - Wyjdziesz za mnie?Pierwszy raz, odkąd dowodził tym okrętem, i tą załogą udało mu się zaskoczyć sterniczkę. Gwałtownie wciągneła powietrze, widząc klęczącego Maćka. I sama nie wiedziała, czy ma się cieszyć czy załować że nikogo nie ma w okolicy.T...Tak - wyjąkała po chwili - a Uśmiechnięty od ucha do ucha Kapitan znów porwał ją w ramionach, i w podskokach zaniósł ją do jej kwatery== 10 minut później. Już po odstawieniu Sterniczki ===/= Kapitan do Pierwszego. Alan, nie ukrywaj się. Wiem ze jesteś na mostku!=/= Hmm? - Zaspany głos oficera dobitnie wskazywał na jego oddanie obowiązkom =/= Przejdź do konferencyjnego. Mam ci coć do powiedzenia, a nie chcę żeby wszyscy o tym wiedzieli...=/= Słucham - Pierwszy już przynajmniej nie okazywał swojej senności.=/= ta informacja wymaga ósmego stopnia dostępu. Co za tym idzie, jeśli sie komukolwiek wygadasz będziesz miał problem... Sprawdź w regulaminie, jak wygląda sprawa udzielania ślubów na okrętach Floty. W przypadku gdy Kapitan z jakiegoś tam powodu udzielić go nie może...=/= Mac?!=/= A, i przygotuj się moralnie do roli świadka... Caep. Koniec.Maciek śmiejąc się cicho, i wyobrażając ogłupiałą minę pierwszego poszedł spać. Pzred snem, zaprogramował jeszcze komputer żeby go obudził jak dolecą...
Spałeś długo, bardzo długo...Obudziłeś się wyspany. Jednak dziwiło cię, że komputer tego nie zrobił wcześniej. Przecież czas wyliczony na lot do układu Macet dawno minął...- Komputer która godzina? - zapytałeś, ale nikt ci nie odpowiedział. Coś tu nie grało.
=/= Kapitan von Caep do kogokolwiek? - spytał Maciek z niepokojem. Jednocześnie szybko zaczął się ubierać w mundur, i zabrał z szafki fazer.
Nie było odpowiedz. Może komunikacja wysiadła?Szybko się ubrałeś i ostrożnie wyjrzałeś z kajuty. Na ścianach zobaczyłeś migająco na czerwono światła. Ktoś musiał włączyć czerwony alarm gdy spałeś. Rozejrzałeś się po korytarzu. Nikogo nie zauważyłeś. Jednak coś wyczułeś. Jak gdyby zapach spalenizny.
Kapitan zaklą pod nosem, i powoli skierował się do najbliższego kanału Jeffriesa. Szybko do niego wszedł, i kanałami udał się do maszynowni. Miał bardzo złe przeczucia - które potengował fakt, że niedawno naprawiono łączność. Nie wspominajac już o komputerach...
Musiałeś zejść z 10 pokładów. Schodziłeś dość szybko. Przy przechodzeniu przez pokład 11 zauważyłeś niedomkniete drzwi jednego z kanałów. Ostrożnie podszedłeś do nich i je otworzyłeś. Za nimi leżał martwy kadet.
-Maciek szybko zbadał kadeta szukając przyczyn śmierci. Z wyrazem niepokoju malującym się na twarzy, ruszył w dalszą drogę. Po drodze zatrzymał się przy jednym z zasobników. Zabrał karabin, i przewiesił go sobie przez ramię. Dermoregenerator i medyczny trikorder schował do kieszeni. I ruszył dalej. Próbując nasłuchiwać, co się dzieje wokoło.
