Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
-Mam nadzieję... Dozobaczenia Jarr. I dziękuję... -Kapitan uruchomił swój komunikator. -Scorpion, zabierzcie cały zwiad. Nie zobaczycie nas - szukajcie biosygnatur.
Pojawiliście się w pokoju teleportera numer 2. Za chwilę wkroczył tam Alan z Marią.- Wróciłeś! - pisneła sterniczka i nim zdołałeś coś zrobić dostałeś buziaka.- Ja też chcę i najlepiej od razu dwa jak mozna. - ze śmiechem skwitował wydarzenie lekarz.- Tak wrócili, ale gdzie jest szósty członek zwiadu? - zapytał pierwszy.
== USS Scorpion. Pokój transporterów nr 2 == -Matthew z radością spojrzał na pokój transportera. Wyglądał jak zwykle - ale po ostatnich... Ledwie kilku godzinach... Wyglądał wspaniale. Zresztą jak cały Scorpion.Po chwili drzwi rozsuneły się z sykiem, i do pomieszczenia wkroczyły dwie osoby - tylko tyle zdażył zauważyć kapitan, zanim burza rudych włosów zasłoniła mu widok. - Wróciłeś! - pisneła sterniczka - bo głos należał do niej - tak głośno, ze prawie ogłuszyła Caepa - zaraz potem dostał buziaka. Gdy tylko się odsuneła spojrzał na nią - a w jego oczach nadal malowało się zdumienie. Ale opanował sie, i uśmiechnął szeroko-Też się ciesze że cię widzę...- Ja też chcę i najlepiej od razu dwa jak mozna. - ze śmiechem skwitował wydarzenie lekarz.- Tak wrócili, ale gdzie jest szósty członek zwiadu? - zapytał pierwszy. Kapitan westchnął. Bardzo ponuro.-Lev nie żyje... Został zasymilowany przez borga - później uwolnił się na chwilę spod władzy kolekywu i poprosił nas o śmierć. O skrócenie jego męki...==USS Scorpion Mostek==-Kapitanie! - warknięcie Beregha brzmiało niemal przyjacielsko. A jego mina odrobinę się rozchmurzyła na widok wchodzącej trójki.Reszta też się cieszyła... - co trochę zdziwiło kapitana. W końcu, znali sie ledwie... No w każdym razie niedługo.-Też się cieszę że was widzę - Maciek uśmiechnął się smutno i zajął swój fotel.-Po wachcie wam wszystko opowiem... A teraz kurs z powrotem na naszą trasę patrolu. I maksymalna... Nie awaryjna... warp. Za chwilę zasilanie, czy co tam nam zrobili, powinno wrócić.
Przywrócenie okrętu do używalności nie było taką łatwą sprawą jak ci się wydawało. Trzeba było wymienić wiele przepalonych przetworników i bezpieczników. Główny mechanik zapewniał, że za 4-5 godzin okręt powinien odzyskać większość systemów.Przez ten czas przebywałeś w kapitańskim pokoju myśląc o wydarzeniach ostatnich godzin. Niby wszystko dobrze się skończyło, ale... poszło trochę za łatwo. Bez problemu pokonałeś Borga, zyskałeś potężnego sojusznika, zdobyłeś ważne informacje o wymarłej rasie, mało poznanej przez Federację, zwiedziełeś równoległy wszechświat. Trochę za dużo jak na jeden raz. Zaczęły nachodzić cię ponure mysli. A może to wszystko zostało ukartowane? Bezinteresowna pomoc Jarra szukającego stwórcy swej rasy. Troszkę to naciągane... A może po prostu nie wierzysz w swoje zdolności?Obecnie twoim poważnym zmartwieniem był stan T'Rei. Po powrocie przez krótki czas zachowywała się normalnie, ale później znowu zaczęło się z nią coś dziać. Wyzwała jednego z mechaników, który według niej stroił sobie z niej żarty. Nawet próbowała go uderzyć, ale na szczęście się powstrzymała. Kazałeś jej zgłosić się do ambulatorium na przebadanie.- Kapitanie - odezwał się komunikator. - proszę zejść do ambulatorium. Przebadałem naukową i... nie mam za dobrych wieści.
== USS Scorpion ==-Już idę - Kapitan odezwał się natychmiast - lubił swoją załogę, i to bardzo... A po ostatnich wydarzeniach przekonał sie ze T'Rea jest zadziwiająco... Ludzka? Caep szybko zszedł po schodach w biurze do swojej kwatery. Potem skierował się do turbowindy - mijał wielu uśmiechniętych ludzi - zadowolonych ze zwiad wrócił... Może brało się to stąd, że lekarz był zarazem niezłym kucharzem?== Ambulatorium. 10 minut później ==Choraży szybkim krokiem wszedł do ambulatorium - udało mu się powstrzymać skrzywienie, z powodu znajdujących się tam instrumentów - od dziecka miał uraz do szpitali.-Co się dzieje, doktorze? - spytał jeszcze od progu.
- O witam kapitanie. Jak juz mówiłem zrobiłem badania naszej Volkance i... wykryłem zadziwiająca rzecz. Niech pan sam zobaczy. - podał ci padda z wynikami. - Nie zdziwiło ostatnio pana to dziwne zachowanie naszej naukowej? Wściekłośc, radość, smutek... To nie są normalne cechy u Volkan. Wykonałem parę badań i zbadałem system hormonalny pacjentki. Jest całkowiecie rozchwiany.- Pon Farr?- Ja też tak na początku myślałem, ale objawy są trochę inne. Rozmawiałem z innymi Volkanami na pokładzie. Nie próbowała z nimi o tym mówić, a przecież zawsze tak robią. Przejrzałem dane na temat volkańskich chorób i znalazłem tą, która jest najbardziej podobna do tej, którą przechodzi T'Rea. To syndrom Bendi.
-Wybacz, ale od mojej wiedzy o ludzkich chorach - bardzo nikłej, wiedza o tych Volcańskich jest znacznie mniejsza... Możesz wyjaśnić co to jest syndrom Bendi? I czy jest bardzo szkodliwy? - Matthew był już nieco mniej radosny, ale nadal bardzo cieszył się z powrotu...
- Może zacznę od początku. Gdzieś około 2000 lat temu Volkanie byli agresywną i brutalną rasą, podzielona na klany walczące o ziemie i kobiety. Dopiero Surak zrozumiał, że taka kultura doprowadzi do samounicestwienia się tej rasy. Zaproponował serię ćwiczeń hamujących agresję oraz nadał kierunek rozwojowi planety na całe tysiąclecia. Podstawą jego filozofii było kierowanie się logiką, a nie emocjami. Niektórzy nie zgadzali się z nim i tak powstali Romulanie... Wracając do sprawy. Volkanie potrafią tłumić swe emocje, jednak nie zawsze. Tak jak w wypadku ich okresu godowego zwanego Pon Farr, gdzie powracają do swych "barbarzyńskich", jak mawiają Volkanie, korzeni. Innym znanym zjawiskiem zachwiania równowagi hormonalnej jest Syndrom Bendii. Równiez powoduje nawrót Volkan do emocji. Tylko, że Syndrom Bendii występuje u osobników starszych w wieku 180-200 lat. T'Rea ma dopiero 21. Nigdy nie stwierdzono Syndromu u tak młodej osoby!
-Inaczej doktorze... Ten syndrom czegoś tam zagraza jej życiu? Bo muszę przyznać, ze z emocjami jest o wiele więcej warta jako członek załogi - a nadal zachowuje logikę w myśleniu. No, i da się z nią pogadać... Czy ten syndrom moze jej czymś zagrozić? I czy da sie to uleczyć?
- Na razie nie zagraża, ale występują u niej silne zawroty głowy. Czasami też omdlewa. Założyłem stabilizator korowy, który częściowo zmniejsza burzę hormonalną. Jesli chodzi o logikę to sądzę, że z czasem może zacząć zachowywać się irracjonalnie. Co do uleczenia to na Syndrom nie ma lekarstwa. Po prostu chorzy umierali po paru latach. Ale to wcale nie musi być ta choroba, może to... - dalszy wywód doktora przerwał głos T'Rei.- Kapitanie... Maćku jestes tutaj? Nie zobaczysz jak czuje się twoja podwładna?
- Kapitanie... Maćku jestes tutaj? Nie zobaczysz jak czuje się twoja podwładna? -Zobacze... Zobaczę - Maciek szybko podszedł do T'Rei i usiadł obok jej biołóżka-Jak sie czujesz? Mozemy ci jakoś pomóc?
- Czuje się... fantastycznie! - krzyknęła T'Rea. - Cholernie fantastycznie! Chcesz mi pomóc? To powiedz temu cyrulikowi aby mnie wypuścił. Po co tutaj leżę? Trace czas, a czeka mnie tyle zabawy, tyle przeżyć!
-Doktorze...? Czy jeśli wypuści ją pan, może sobie zaszkodzić? Czy ta choroba, to tylko... Narazie okazywanie emocji? To pan jest lekarzem, i do pana nalezy ostateczny decyzja...
- Raczej nic sobie nie zrobi będzie tylko trochę nerwowa. I proszę jej nie denerwować bo może sie to źle skończyć dla denerwującego. Jak chce może pan ją zabrać.- To wspaniale! Idziemy kotku. - naukowa nagle schwyciła cię pod ramię.
-Jak chcesz - Maciek uśmiechnął się z zakłopotaniem. Gdy tylko wyszli z ambulatorium spytał:-To gdzie idziemy?Po drodze zatrzymał się na chwilę. -Wybacz na sekundkę, ale muszę - tu wskazał na drzwi ubikacji - za potrzebą.Szybko zniknął w jednej z kabin, uruchomił komunikator, i cicho przemówił.-Caep do Woźniak. Mamy problem... T'Rea stała się nagle dość emocjonalna, i chce poszaleć... Błagam, pomóż... Chyba zaczyna się do mnie powoli przystawiać... Jesteśmy na pokładzie 11 przy holodekach. Pośpiesz się. Kapitan po rozłączeniu się, odczekał jeszcze chwilę i wyszedł z pomieszczenia.
