Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- A... Tak... - Chorąży po raz kolejny nie wiedział co powiedzieć. Sytuacja wyglądała coraz mniej ciekawie - Nasz von Caep żyje i, mimo ustawicznego wpadania w kłopoty, ma się dobrze. Jestem pewny że już nas szuka - i prędzej lub później znajdzie. - Alan pozwolił sobie na zmęczony uśmiech - wybacz mój absolutny brak wyczucia w sytuacji... Ale czy ja nie mogę kazać strażnikom nas wypuścić? Jeżeli to rzeczywiście lustrzany wszechświat, to mimo różnic w charakterze powinienem wyglądać identycznie jak mój odpowiednik... Ty też się pomyliłaś. Dla nich powinienem być prawą ręką... Tego Ch'Raka. Może uda nam się dostać jakiś prom - nie powinni ich przecież kontrolować - i wydostać się z tego układu?
Słysząc twoją propozycję Nell patrzyła przez chwilę na ciebie jak na idiotę, a potem wybuchła śmiechem.- Może i byłeś do niego podobny jak miałeś mniej lat. "Nasz" Marten ma całą twarz poparzona kwasem, mogłby to wyleczyć, ale woli widzieć strach jaki maluje się na twarzach jego rozmówców. Mówiłam przecież, że to wariat.
- Więc mamy tutaj siedzieć i czekać licho wie na co?! - prawie warknął oficer - Przecież sprawdzą nasze DNA. I może pomyślą że Marten wreszcie wszystkie rany zaleczył... Zwłaszcza że Anka z pewnością doda historii wiarygodności, skoro w tym świecie też... Znaczy się, skoro podobno w tym świecie Marten z nią sypia!
- Sypiał, dopóki mu nie uciekła, zabijać kilku strażników i kradnąc jakieś bardzo cenne rzeczy. Podobno nawiała do was. Nie widziałeś jej? Wygląda tak jak ona, tylko bardziej sukowato...- Ty nie wyglądasz lepiej, kurduplu. - warknęła urażona Ania.Dalszą konwersację przerwał strażnik.- Wy dwoje, pan Marten na was czeka. - wskazał palcem na Alana i Annę.
-Ah, więc to tyle jeśli chodzi o podszywanie się pod kogokolwiek - mruknął Alan po czym zwrócił się do Nell - możemy Ci jakoś pomóc? Może wasz Marten posłucha nas jeśli poprosimy żeby cię uwolnić?
- Możesz próbowac prosić, ale ten bydlak rozumie tylko argumenty siłowe. Jestem już martwa. - rzekła z rezygnacją.- Idziemy, pan Marten nie lubi czekać. - warknął strażnik.
- Proszę prowadzić - burknął ponuro Alan. Nic innego prócz bezsilnego gniewu mu nie pozostawało. Nie miał pojęcia dlaczego się tutaj znalazł - i jakie sprawy w jego wszechświecie mają tutejsi barbarzyńcy. A co gorsza, wcale nie chciał się dowiadywać. Ruszył za strażnikiem, licząc że jego kopia wszystko mu wyjaśni.
Strażnik prowadził Dwójkę bohaterów korytarzami kardazjańskiej stacji. Spotykani po drodze oficerowie i zołnierze spoglądali na nich z ciekawością, w końcu ten osobnik w brudnym mundurze GF był wierna kopią ich dowódcy.Wreszcie weszli do ogromnej sali. Było w niej kilku uzbrojonych po zęby strażników oraz banda prawdziwych unikatów i dziwaków. Żaden z nich nie nosił mundury, należeli do różnych ras, a wyglądali na prawdziwych morderców. Z pożądaniem spoglądali na Annę i szyderczo na Alana.- Zrobić przejście! - warknął ktoś za nimi. Rozstąpili się posłusznie, ukazując potworną karykaturę Martena. Reczywiście pomylic ich było ogromna sztukę, lustrzany Alan miał popalona twarz, a żywe mięso o krwistej barwie prześwitywało między płatami skóry. Brak mu było lewego ucha i jednego płatka nosa.Jak zobaczył Annę to naprawde się wściekł:- Czy was wszystkich popie...ło? To ma być Anka? To lustrzana. Czy wy nie potraficie zrobić nim porządnego?!
- Skoro więc ustaliliśmy, że spartoliliście, możecie nas odesłać z powrotem? - Rzucił Alan zanim zdołał się powstrzymać.
Dopiero teraz lustrzany Alan spojrzał na swój odpowiednik.- Któż ty? zaraz, przecież to ja! Ha ha ha!!! Ale numer. Chcesz, żebym was odesłał? Dobra, odeśle was, ale wcześniej powiedz coś o swej czarującej przyjaciółce. Niewch zgadnę, jest miła, mądra, cierpliwa i takie tam...Kiedy skończył mówić do pomieszczenia weszła Maria Woźniak. Ale lustrzana i to było od razu widać. Jej strój raczej odsłaniał wdzięki niż je zasłaniał. Sama miała włosy prawie do pasa i wredny usmieszek na twarzy. Wykrojony strój dopełniał malutki fazer przy prawym boku oraz kilka noży przy lewym.Nie była sama. Wraz z nią szła wysoka Kardazjanka w mundurze. Nie wyróżniała się niczym szczególnym, oprócz oczu. Te miała bladoniesbieskie i zimne jak stal. To były oczy mordercy.
- No, one by się nieźle pożarły - mruknął pod nosem Marten patrząc na lustrzaną Mary - No, w każdym razie - zaczął głośniej - My już chyba nie jesteśmy wam potrzebni, skoro wszyscy się zgadzamy że zaszła pomyłka. Możecie nas odesłać z powrotem? - Alan na dobrą sprawę był dość naiwny. Zazwyczaj nie dawał tego po sobie poznać, ale w sytuacjach gdy musiał radzić sobie sam często się ta skłonność objawiała.
Lustrzany marten całkowicie zignorował swojego odpowiednika, a jego kompania zarechotała.Kardazjanka podeszła wprost do ich dowódcy i rzekła:- Centralne Dowództwo ma dla ciebie zadanie. Polecisz na nasza kolonię karną w układzie Rekal. Przetrzymywana tam jest ogromnie niebezpieczna terrorystka, Gabriella Sobieski. Doszły nas słuchy, że po odbiciu jej córki, Hanny ze ściśle strzeżonego kompleksu Ketra Nor, rebelianci zechcą odzyskac i matkę. Masz ich powstrzymać. Jeśli ci się uda to nagroda cie nie ominie.- A co jesli odmówię? - bezczelnie zapytał Marten.- To kara cie nie ominie. - odparła zimno i wymierzyła mu siarczysty policzek.Marten aż zatoczył sie, a potem wypadki potoczyły sie błyskawicznie. Jeden z jego piratów rzucił się z nożem na Kardazjankę. Ta po kilku unikach złapała go za rekę i zaczęła powoli miażdżyć. Bandzior wrzasnął i próbował się wyrwać, ale nie mógł pokonac jej stalowego uścisku. Jej palce zaciskały sie coraz bardziej, z zmiażdzonej dłoni trysneła krew i słychac było niemiły chrzęst pekających kości i stawów. Wreszcie kobieta odepchneła napastnika jak szmaciana lalkę.- Wyslij go do ambulatorium, Marten, by mu łape sklonowali. Koszt odliczymy z twego konta. - odwróciła się i wyszła.Wychodząc Alan mógł zauważyć, że jej skóra na dłoni była popękana, a z ran wyglądał metal.
- Co tutaj się u licha dzieje?! - Starannie tłumione wzburzenie wreszcie przekroczyło punkt krytyczny - Słyszałem już że to lustrzany wszechświat, ale zachowujecie się jak... W każdym razie, możecie nas wreszcie odesłać?! Z pewnością już ktoś nas szuka!
- Spokojnie, wszystko w swoim czasie. - rzekł spalony Marten. - Zapamietaj tą sukę z mechanicznymi rękami. Ona urywa kończny dla zabicia nudy. Chłopaki, zbieramy się. Weźcie Kalga do rakarza, niech go połata. Ta dwójka na razie leci z nami. Po drodze ich odeślemy. He he he...Piraci wreszcie ruszyli się. Szybko zaczeliw ychodzić z sali. Przy Martenie i Annie została lustrzana Maria, patrząca z nienawiścią na swoją "siostrę" i jakis zabawny karzeł, choć lepiej nie należo się z niego śmiać.- Ruszać się. Idziemy na "Wesołą Wdówkę", naszego flagowca.
- 'Wesoła Wdówka'... 'Rakarz'... Barbarzyńcy! - mruczał pod nosem Alan. Ale przynajmniej powiedzieli że ich odeślą, a to przynajmniej była dobra wiadomość. Mimo że mógł trąbić na prawo i lewo że Federacja z pewnością zorganizuje ratunek, to wcale nie był tego taki pewny. Nie słyszał by podróżowano do innych wszechświatów, a chorąży był trochę zbyt mało ważny by z jego powodu zacząć. Posłusznie ruszył we wskazanym kierunku.
