Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Trudno...Spytaj dowództwa o nasze rozkazy. Pewnie skończy się na tym że odeskortujemy ten okręt na Ziemię - może nawet skończymy na końcówkę imprezy?
Miałeś rację. Mieliście odstawić USS Apanachi do SB 1.
Kurs na bazę gwiezdną... Dopasować prędkość do Apanachi... Kurcze, czy gorszych nazw już nie było? Zresztą, nieważne. Na miejscu poinformujcie bazę że wróciliśmy i czekamy na rozkazy, potem wskakujemy z powrotem w galowe mundury i idziemy na imprezę - mam nadzieję że jeszcze trwa Jak nie, to stawiam napoje w kantynie.
Marysia nie zamierzała bezczynnie czekać i momentalnie wyznaczyła lurs powrotny. Po kilku godzinach wybitnie nudnego lotu byliście tuż przed układem słonecznym.Wypełniajać dyrektywy GF zmarnowaliście kilkadziesiąt minut na dolot do Ziemi.- Ciekawe. - rozpoczął operacyjny. - Połączyłem się ze stacją, ale koleś kazał mi się wyłączyć. Chyba nie mamy nowych rozkazów.- No to ja idę na bal. Ktoś jeszcze chętny? - zapytała Marysia.
- Jeszcze pytasz? - Matthew ziewnął ale po chwili uśmiechnął się ciepło - Większości z tej gromadki już więcej nie zobaczę, wypada chociaż wrócić na imprezę którą zorganizowali. Shiran, idziesz? T'Rea? Beregh?Tylko klingonin się zdecydował. Z ponurą miną poprawił mundur i pierwszy opuścił mostek. Zaraz za nim, trzymając się za ręce ruszyli matthew i Marysia. Droga mijała w sumie spokojnie, skierwali się do sali bankietowej zastanawiajac się czy kogoś jeszcze tam zastaną.
Jeszcze się bawiło kilkadziesiąt osób, ale widać było, że to ostatki. Jeszcze parę tańców i drinków i zabawa się zakończy.
Matthew stojąc w progu obejmując żonę zachichotał znienacka. Po chwili, widząc jej zaciekawione spojrzenie wytłumaczył się:- Właśnie wyobraziłem sobie miny ich dowódców, kiedy okaże się ze ich oficerowie są na kacu... Aż żałuję ze tego nie zobaczę.Kobieta uśmiechneła się lekko mocniej ściskając ramię męża. Śmiejąc się wesoło poprowadziła go na parkiet - należało im się trochę rozrywki i odpoczynku. Tymczasem Beregh z niepokojem obserwował sale. Brakowało Martena... Dziwne. Pewnie poszedł spać, biorac pod uwagę ze Anki też brakowało. Klingon wzruszył ramionami chwytając kolejnego drinka.
ZAbawa się skończyła. Ostatni goście zostali grzecznie, ale stanowczo wyproszeni.Wraz z żoną wracałeś na Defendera, gdy odezwał się komunikator.- Beregh do kapitana. Mamy problem. Anka chce zabić jakieś Klingona.
- Już lecimy, gdzie jesteście? - Kapitan instynktownie sięgnął do kabury i wyjął fazer ustawiony na ogłuszanie. Cierpliwie wysłuchał odpowiedzi swojego operacyjnego.- Marysiu... Ty wracasz na okręt. Nie dyskutuj, jesteś zmęczona - Matthew widząc potakujący gest żony połączył się z Defenderem i kazał przesłać żonę bezpośrednio do kwatery. Sam, mocno ściskając w garści broń ruszył biegiem w stron podanego pzrez Beregha miejsca.
Już z daleka usłyszał okrzyk:- Odsunąć się bo zarżnę tego wieprza!Rzeczywiście była to Ania. Trzymała nóż na gardle jakieś Klingona, czy raczej półklingona. Po szyi ciekła mu strużka krwi, więc raczej nie żartowała. W okolicy stało kilka oficerów ochrony, Beregh i jakaś półromulanka.
- Beregh, co się u jasnej cholery dzieje? - Burknął Caep gdy tylko zatrzymał się przy zgromadzonych - Aniu - dodał odrobinę głosniej - Można spytać czym ten Klingon ci zawinił?
- Z grubsza nie wiem. Ten kolo szedł sobie z tą panią. - wskazał na półromulankę. - Nagle Ania w yskoczyła za rogu i teraz chce go zabić.- Odwal się! - warknęła. - Zabije tego pierzonego zwierzaka bo mi się tak podoba. A bo co? Należy mu się!Dopiero teraz zauważyłeś, że miała na sobie mundur sekcji naukowej ze stopniem chorążego. Mundur był troszkę za duży na jej wzrost. Jej włosy były ściągnięte przez zapinkę, a przecież normalnie były rozpuszczone.
Matthew nie odpwoiedział. Starał się ocenić sytuację - cały czas miał w dłoni fazer. Zastanawiał się jaką miał szansę ogłuszyć Ankę zanim ona wbije nóż w gardło klingona.
Nagle do zbiegowiska podszedł starszy podporucznik. Usłyszawszy odpowiedź Anki westchnął i rzekł:- Odłóż ten nóż... młoda damo ...a tego typu odzywki podbiegają co najmniej pod kilka paragrafów podobnie jak twoje zachowanie. Nie mówiąc już o twej pozycji. Ty kontra dwóch oficerów z czego jeden ma phaser, tłum ludzi i baaardzo zły klingon....- Spadaj, wszawa małpo. Nie takich... - Ania przestała przeklinać i wrzasnęła - To ty! Więc tutaj się ukryłeś! Spełnię swoją obietnicę i zabiję cię! - nagle w drugiej ręce pojawił się mały dezruptor. Wymierzyła w jego głowę i...... strzeliła w Klingona, który zmaterializował się tuż koło niego. Potem sprawnym ruchem poderżnęła półklingonowi gardło. Ten padł na ziemię chlustając krwią z rozerwanego gardła. Anka przeturlała się i zniknęła za rogiem.Ale nie było czasu na reakcję. Nagle koło was zaczęli pojawiać się Klingoni. Wyjąc zaatakowali ochronę. Półromulanka ze stoickim spokojem zastrzeliła całą trójkę i krzyknęła do komunikatora:- Jeden ciężko ranny transport do ambulatorium!Jednocześnie stacja zatrzęsła się od kilku wybuchów.
Kapitan nie czekając strzelił do najbliższego klingona. Natychmaist uruchomił też komunikator.=/= Von Caep! - Warknął Matthew w stronę komunikatora - Kod czerwony. Transport awaryjny Oficerów Floty- Kolejny strzał - W korytarzu na Defendera! I, do licha, nie wiem w co - ale ognia Shiran!
