Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Kapitan Margareth ze zdziwiem poinformowała, że jej okręt wyciąga przepisowe warp 6.Przygotowania do długiej podróży szły pełna parą. Był tylko jeden problem z Anią, która zarządała zmiany kwatery na tą, co zajmował Alan. Zresztą dobrze się stało, że leciała na Ziemię. Miała napisać tam jakiś końcowy egzamin i złożyć pisemnie oficjalna prośbę o przyjęcie do AGF.Po godzinie otrzymaliście od stacji pozwolenie na odlot. Tylko ostatnie spojrzenie na Scorpiona, powoli łatanego w doku i przed wami było 4 dni lotu do Epsilon Hydrae.
- Sternik, jazda. Meldujcie jakby działo się coś ciekawego. Ja mam jeszcze jedną rozmowę do załatwienia... Beregh, połącz mnie z Akademią Floty w biurze.Kapitan zajął miejsce w fotelu i po chwili uzyskał połączenie.- Dzień dobry. Jestem podporucznik von Caep. Dowodzę USS Defender. Chciałbym potwierdzić awans do stopnia chorążego dla dwojga z waszych kadetów, Shirana i Beregha. Dowództwo zostawiło mi dowolność, ale wolę na wszelki wypadek u was też to potwierdzić. I druga sprawa, chciałbym złożyć rekomendacje dla Anny Woźniak, jest pod moim dowództwem od jakiegoś czasu i teraz składa do was papiery. A zdążyła już udowodnić że wie jak się zachowywać na okręcie i potrtafi myśleć w chwilach stresu, w przeciwieństwie do paru innych ludzi na okręcie. Świetnie radzi sobie też z opieką nad innymi, podczas misji kolonizacyjnej to ona odpowiadała za bezpieczeństwo kolonistów...
- Z promocja nie ma problemu, zresztą za parę miesięcy większość kadetów zakończy ostatni rok nauki i zostanie promowanych. Wtedy też dostanie pan nowych załogantów. Ale kilku najlepszych może pan zatrzymać. A teraz panna Woźniak. Muszę sprawdzić... - Młodziutka sekretarka po drugiej stronie łącza poczęła przeszukiwać wpisy. - Tak. Jest. Anna Woźniak, córka Mirosława i Anette. Papiery złożone kilka dni temu, pierwszy egzamin konpetencyjny i z ogólnej wiedzy zdany. Ocena dobra. Egzamin końcowy odroczony do chwili przybycia na Ziemię. Zaraz dopiszę rekomendację. Kiedy możemy spodziewć się jej przybycia na egzamin końcowy? Bo po pół roku kompetencyjny i z wiedzy ogólnej trzeba powtarzać...
- Za jakieś piętnaście... No, powiedzmy że siedemnaście dni, licząc ewentualne ataki piratów. Właśnie eskortujemy konwój na Ziemię więc jak tylko dolecimy panna Woźniak się do was zgłosi. Przepraszam za kłopot, ale wolałem jak najszybciej załatwić formalności. Do widzenia - Matthew zakończył formalności i odetchnął głęboko. Było lepiej niż się spodziewał. Wcześniej, ledwie półtora roku temu kiedy sam był kadetem i odbierał dyplom wszyscy byli znacznie mniej mili.Poczuł leciutki wstrząs gdy okręt przyśpieszył i odetchnął po raz drugi. Podróż miała trwać cztery dni, a na Defiantach nie było nic do roboty. Caep dziwił się nawet trochę że wydano tej klasie zgody na misje w głębokiej przestrzeni. Zapowiadały się cztery dni nudów, szczególnie że i piraci ostatnio byli żadkością.
== USS Defender. Dzień Pierwszy ==- Kapitanie. Utrzymujemy kurs, Jeden zero trzy na cztery dwa. Aktualna prędkość twarp sześć zero. Przewidywany czas przylotu do systemu Epsilon Hydrae... - Marysia przerwała na chwilę raport zerkając na konsolę - Sześćdziesiąt godzin. Wiesz... Z drugiej strony przy warp 9.9 podróż zajeła by kilka godzin...- A Margareth zostałaby po drodze. Ta opcja odpada. Jak sprawuje się nasz łupinka w czasie lotu? Podobno Defianty mają problemy ze stabilizacją w warp...- Matthew... Miały. Trzy lata temu... Teraz wszytko idzie co najmniej dobrze. Wciąż uczę się sterowasnia, o ile Scorpion był raczej powolny to na Defenderze zrobię zwrot o sto osiemdziesiat stopni w pare sekund. - A co z przepływem energi?- Jeśli chcesz znaleźć jakąś wadę koniecznie, to poszukaj w mesie... Kawa jest obrzydliwa. Naprawdę wszytko działa. Statek jest mały, ale nie zbudowano go jako luksusowy hotel. Nawiasem mówiąc drużyna mechaników powiększa naszą kwaterę. Nie miałam gdzie pomieścić wszytkich rzeczy.- Robi... CO?! - Kapitan spojrzał na żonę ze zdziwieniem - To Hmm, tutaj, można cokolwiek powiększyć? Sto dwadzieścia metrów i cztery pokłady ciasno upakowane niepotrzebnym nikomu sprzętem. - Maciek... Nie narzekaj. Może to nie Scorpion, ale i tak twardy malec. A biorąc pod uwagę to jak często pakujesz nas w kłopooty - Kobieta uśmiechneła się ciepło - To będzie dla nas w sam raz. A teraz zejdź z mostka, teoretycznie teraz ja mam wachtę, odkąd Shirana wysłałeś by po raz trzynasty zrobił przegląd, i idź wreszcie spać. Tutaj sobie poradzimy. Naprawdę.- Ale...- A zresztą... Operacyjny. Namierz kapitana i prześlij do kwatery.- Ej! To nie fa...! - Matthew ze zdumioną miną nie zdążył dokończył w błysku niebieskiego światła pomyślał ze coś za dużo zadają się z Romulanami. I wcale nie wychodzi im to na dobre. Lekko wzruszył ramionami. W końcu, nic mu nie przeszkadzało ze wreszcie się trochę wyśpi...== Jakis czas później ==Jak się później okazało, to trochę trwało dobre dwadzieścia godzin, jednak załoga zdecydowała ze lepiej go nie budzić. Odważna okazała się dopiero ekipa montująca na okręcie holokamery, która grzecznie acz uporczywie wyprosiła go z kwatery. Uśmiechnął się z zadowoleniem na myśl o przespanej nocy i odprężeniu które go ogarneło. Miło było poczuć ze wreszcie nikt do nich nie strzela i mają urlop. Okręt też okazał się przy nieco bliższej znajomości całkiem ładny. Typowe wykończenia floty nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie a spartańska surowość na dłuższą metę nie nużyła a pozwalała się skoncentrować. Tylko replikatory nie działały za dobrze.Dowódca uśmiechnął się znowu, skoro czekali prawie całą dobę, poczekają jeszcze pół godzinki - z takimi myślami ruszył w stronę mesy. Załoga nie zwróciła uwagi na kolejnego faceta z potarganymi włosami i cywilnych ciuchach. Większość z siedzącej tutaj zmiany Gamma na oczy kapitana nie widziała, z wyjątkiem kilku oficjalniejszych przemówień. A temu taki obrót rzeczy nie przeszkadzał, czuł się swobodnie bez salutującego na każdym kroku wianuszka lizusów. To było coś, czego we Flocie nienawidził najbardziej. Rozumiał ze czasami trzeba być oficjalnym, czasiem być dyplomatą a rozkazy wypełniać zawsze. Ale głupie podlizywanie się go denerwowało. Odkąd zaczął odnosić sukcesy w Akademii.Posiłek upłynął szybko, dopiero po nim Caep leniwym krokiem ruszył na mostek wciąż w jeansach i koszulce. W końcu admirałów którzy sprawdzaliby jego umundurowanie tutaj nie ma, a komunikator do koszulki przyjął.- Śpioch na mostku! - warknął na jego widok Shiran siedzący na centralnym fotelu. - Też się cieszę ze cię widzę... - Trzydzieści osiem godzin.- Słucham? - Caep nie zrozumiał- Będziemy na miejscu za trzydzieści osiem godzin. Zanim spytasz. A teraz siadaj, nie gadaj za dużo, i wytrzymaj dziesięć godzin. Ah, i postaraj sie zbytnio nie narzekać Matthew. To co chciałeś mechanicy kończą. Okręt działa dobrze, a Margareth tylko raz nas op*****yła że lecimy od niej za blisko. Więc, miłej wachty...Lot dłużył się strasznie. Upływał na rutynowych obowiązkach i uzdatnianiu Defendera do służby, skoro mieli na nim zostać dłużej. Codzienną nudną rutyną przerwał dopiero przylot do pierwszego punktu nawigacyjnego, tam w ciągu siedmiu godzin kiedy to kontenery przenoszono na powierzchnię i przywożono nowe załoga mostka teleportowała się na planetę i wreszcie odpoczeła od ciasnoty ich nowego okrętu. Wiani z szacunkiem, zresztą jak większość załóg okrętów wojennych spędzili ten czas na zwiedzaniu miasta i zwykłej zabawie. jak na Scorpionie.Powrót nie należał do przyjemnych, jednak był konieczny. I kolejna długa droga... Tym razem do Gamma Hromi. Kolejne dni w warp, gdy nie było nic do roboty. Kapitan znudzony do granic możliwości zdecydował sie w końcu wziąść do roboty. Razem z załogą mostka podzielili kadetów na mneisjze grupy i wzieli się za prawdziwe szkolenie dla nich. Czas zdawał się odrobinę przyśpieszyć.Jednak prawdziwy sposób na rozerwanie się znaleźli dopiero Caep, Marten i Shiran dzień przed przylotem do kolejnego punktu nawigacyjnego. Trzy karabinki TR-116 z kulkami pełnymi farby a dorośli na codzień mężczyźni zaczeli go zgrozie pozostałej części załogi ganiać się po całym okręcie i strzelać do siebie, stosunkowo zbyt często chybiając. Dołączył też do nich, po krótkich namowach, doktor. Widocznie, pragnął w jak największym stopniu zżyć się z załogą. A oni znali go nieźle, w końcu na Scorpionie w gruncie rzeczy on robił za głównego medyka. Dołączył do nich też Iwan, praktykant EMH. Tym samym pzrestano chodzić głównymi korytarzami, zachlapanymi farbą. Dopiero program czyszczący i użycie holograficznej farby sobie z tym poradziły.Postój w Gamma Hromi był jeszcze dłuższy. I znowu pzresłali się na planetę, tym razem znacznie mniej gościnną, jednak wyposażoną w holodeki. Podczas gdy załadowywano wszytkie transportowce i załatwiano formalności z nowymi, mającymi dopiero dołączyć.Gdy wrócili okazało się ze konwój znacznie się rozrósł... Ponad tuzin nowych tarnsportowców i okręty eskorty. Dowódcy eskorty ze zdziwieniem obserwowali wejście Caepa do jego własnego biura z karabinem przy biodrze.- Państwo do mnie? - zdziwił się widząc kobietę, dwóch mężczyzn i andorianina - Coś się stało?- kapitan Mathew von Caep? - Spytał andorianin - Jestem Heran, dowódca Steamrunnera eskorty nowych transportowców. Tutaj są dane naszych okrętów i informacje o ładunku. Obejmuje pan dowodzenie nad ochroną - przesunął po biurku jakiś padd.- Proszę usiąść... Wiem ze mało tutaj miejsce, sam wciąż się przestawiam. Lecicie z nami do końca?- Jeszcze nie wiemy, poruczniku - Tym razem odezwała się kobieta, widać oni też dopiero dostali okręty i robili za eskotę - Otrzymaliśmy rozkaz eskorty. Dopiero przed chwilą dowiedzieliśmy się ze nie tylko my, i ze odpowiadamy przed panem. - Coż, mam nadzieję ze tak... W końcu, warto wracać najczęściej jak to możliwe na Ziemię - Caep uśmiechnął się lekko - No dobrze, mój taktyczny prześle wam proponowane pozycje przy konwoju. Jest spory, więc lepiej jak z każdej strony będzie jeden z naszych statków. Piraci grasują w okolicy z tego co słyszałem, dopiero jak miniemy wewnętrzne granice Federacji powinniśmy mieć spokój. - Tak jest.Kolejny etap lotu był jeszcze nudniejszy. Im bliżej federacji tym mniejszą Caep miał nadzieję na coś ciekawego po drodze. Jednak nic takiego nie nastąpiło. Gdy zbliżyli się na dzień do Volcana zaszył się w swojej kwaterze w obawie ze znowu każą mu przechodzić jakiś kurs. W tym samym czasie na monitorze rozjaśniło się logo Gwiezdnej Floty i informacja o przekazie priorytetowym z dowództwa, do niego. Szybko wpisał swój kod i spojrzał na ekran, siadając przy biurku. Do Ziemi zostało pzrecież jeszcze dobre pięć dni...
Na ekranie pojawiła się admirał Janeway.- Przekaz do wszystkich jednostek Federacji i sojuszników, mogących przybyć w okolice Ziemi w ciągu 5 dni. Ogromna flota Borga wkroczyła na terytorium Federacji. Ostatnie dane z Deep Space 3 mówiły o ponad 600 jednostkach. XIV Flota, która miała rozpoznać skład floty została zasymilowana. Borg kieruje się na Ziemię. Będzie tam za 5 dni i 6 godzin. Klingoni, Romulanie, Dominium i siły Wolnej Kardazji lecą nam na pomoc. Bitwie zostanie stoczona w sektorze 001. Koniec przekazu.Ekran zgasł.
- No pięknie... - Komputer, wywołać dane o Flocie Federacji w sektorze i okolicznych sektorach. Dane o patrolach sił policyjnych stąd do sektora 001. - Matthew dokłądnie przejzrał podane informacje. Znajdowali się w samym sercu Federacji, tutaj piratów nie było, a patrole były na tyle liczne że konwojowi nic nie groziło. W każdym systemie znajdowało sie po parę Sabrów dbających o bezpieczeństwo... Więc droga powinna być prosta. Wysłał zapytanie do dowództwa Floty czy ma przylecieć najszybciej jak to możliwe, zostawiajac eskortę konwoju pozostałym okrętom eskorty. Z warp 9.9 podróż potrwa niewiele ponad parę godzin... Zdecydował sie też poinformować oficerów, każdemu wysłał prywatnie kopię przekazu od Janeway. Wolał jeszcze nie budzić paniki załogi.
Odpowiedź nadeszła dość szybko. Wszystkie transportowce miały pozostać na orbicie Volkana, zaś bojowe statki przybyć na Ziemię. Nie był zalecany pospiech, więc wystarczyło lecieć z prędkością warp 6,5 aby byc na miejscu kilknaście godzin przed bitwą.
- Świetnie... Operacyjny, kontakt z resztą eskorty. Kurs na Ziemię. Warp 6 dla okrętów ze starymi systemami napędowymi, warp 9 dla wszytkich innych. Nie będziemy łamać w końcu przepisów tak blisko Ziemi - Maciek uśmiechnął się lekko - Dalej, Alan ty masz przekonać Ankę że zostaje na Ziemi. Nie chcę żeby sobie ubzdurała że powalczy z nami... Najlepiej idź jej to wyjaśnij od razu. Marysiu, co z kursem?
- Wyznaczony. Jesteśmy gotowi.
- Kapitanie - warknął Beregh ze swojego stanowiska - Otrzymujemy potwierdzenie od pozostałych okrętów.
- To jazda. Shiran, zajmij sie sprawdzeniem okrętu. I zostajesz mianowany naszym oficerem wywiadowczym... Zacznij od pogrzebania w serwisach informacyjnych i sprawdź co sie ostatnio działo. (nie musisz pisać... pewie dowie się o DS9, walka w badlands i o tym co ostatnio u Kaleha ). Beregh, ty idziesz ze mną.
Dwóch oficerów opuściło mostek. Klingon zastanawiał się o co chodzi dowódcy, ale jeszcze nie zadawał pytań. Po kilku minutach staneli w pustym magazynie.
- Słuchaj Beregh... Ostatnio robiłem mały przegląd naszych ostatnich przygód. Wyszło że podejrzanie dużo osób mnie nie lubi... A sporo jest klingonami - Kapitan uśmiechnął się pogodnie wyjmując zza jakiejś skrzynki dwa Betlehy - Przyda mi się nauczyciel.
- Matthew. Ale ja...
- Będziesz świetny. Tylko mnie nie oszczędzaj... Tutaj też zamontowano holokamery, najwyżej wezwiesz naszego doktorka. A parę godzin dziennie dla ciebie będzie treningiem, dla mnie cieżką nauką. Mamy trochę czasu zanim dolecimy do Ziemi...
Dzięki prędkości warp 9 Defender miał przybyc na Ziemie w ciągu kilkunastu godzin.Gdy zakończyłeś trening i wziąłeś prysznic skierowałeś się na mostek, aby posłuchać co tam znalazł Shiran w sieci. Po drodze spotkałeś Alana z Anią.- Kapitanie, mam dwie wiadomości. - rozpoczął Marten, a panna Woźniak pociągnęła nosem. - Wolisz dobrą czy złą? - popatrzył na twoją minę. - Zacznijmy od dobrej. Ania nie będzie na pokładzie Defendera w trakcie walki z Borgiem. - potwierdziło to kolejne pociągnięcie nosem. - Ale nie będzie też na Ziemi. Zostanie przetransferowana na pokład USS Secubah klasy Oberth, co wywozi z Ziemi ważna zbiory muzealne. Ale teraz zła. Aniu?Zainteresowana bez słowa pokazała dłoń z pierścionkiem i rozpłakała się.- No dobrze, juz dobrze... - Alan ją przytulił. - Nie martw się. Na pewno powrócę. Jak widzisz, kapitanie, zaręczylismy się. Ale... Ślub bedzie dopiero jak Ania skończy Akademię.
- E... A gdzie ta zła? - Matthew uśmiechnął się cierpko - Gratuluje wam i tyle. Aniu, obiecuję że twojego Alana przywieziemy w jednym kawałku, chyba ze znowu skaleczy się o własną konsolę - Caep uśmiechnął się wesoło - Co do akademii, egzamin możesz zdawać w każdej chwili. Rozmawiałem z nimi jak tylko wylecieliście... nawiasem mówiac, gratuluję też oceny wstępnej. A co do anjbliższych dni... Chyba wolę żebyś była bezpieczna daleko stąd a nie nadstawiała karku z nami. Bo raz zabiłby mnie Alan a jakby skończył Marysia... Słuchacie, na Ziemi będziemy dopiero za kilka godzin... Alan masz wolne. Spędźcie ten czas ze sobą, ostatecznie kolejnego lenia na razie na mostku nie potrzebuję. No, do zobaczenia. Wezwę was oboje jak zbliżymy się do planety.Caep pogwizdując cicho ruszył na mostek. Powoli zastanawiał się czy Defender nie stanie się aby okrętem rodzinnym... Ale troche to jeszcze potrwa. Na mostku zignorował chichot Shirana, widocznie andorianin słyszał o ich małym treningu. Beregh śmiał się głośno. Sam matthew też sie roześmiał. W ciągu kilku godzin zginąłby kilka razy gdyby nie tępe Betlehy... Ale Beregh i tak chwalił go za pojetność. A pochwała z ust klingona to nie byle co. Pozostała krótka podróż i pogadanka z dowódcą obrony Ziemi. Caep miał nadzieję że to nie Kaśka... Już dość namieszała.
Dowódcą obrony Ziemi była admirał Shanti, Janeway została mianowana specjalną doradczynią.Twoje zgłoszenie przyjął jakiś komandor, zapytał o nazwy kodowe, uzbrojenie, doświadczenie załogi. Potem kazał zakończyc lot przy stacji Jupiter, gdzie przygotowywane były floty.Przez ten czas Shiran zbierał materiały. Te niezbyt były optymistyczne.Konflikt z Talarianami zakończył się chwilę po rozpoczęciu. Jednak nie zmieniło to faktu śmierci prawie 10 000 członków GF na 35 zniszczonych statkach i w walkach na Galen. Poza tym uderzenie dwóch torped spowodowało zniszczenie kilku miast i straty wśród cywili około 150 000. Gdyby nie nieoczekiwana pomoc Thorna to straty byłyby o wiele większe.Sojusz nie przejął się informacjami o Borgu w połnocnej części Unii nadal trwały walki. Ale po kilku porażkach Sojusz zaczął działac bardziej skrycie.Konflikt Klingonów z Gornem na czas inwazji praktycznie zamarł. Obie strony wysłuchały prośbę Federacji i wsparcie juz leciało na Ziemię.Tholianie nie odważyli się zaatakować Federacji, nawet częstotliwośc pirackich ataków spadła. Kilkadziesiąt okrętów Tholian też leciało z pomocą.Bezpośrednia przyczyna ataku Borga był najpewniej atak na węzeł transwarp w Badlands. Sam obiekt został najpewniej zniszczony, a los jednostek, które nie przeniosły się w okolice Galen był nieznany. Klingoński patrolowiec znalazł tylko szczątki wcześniej zniszczonych statków.
- Dobrze, załogo. Mamy jakieś cztery dni do przylotu borga... Mam nadzieję że przynajmniej nie będą mnie ciągać po jakichś przesłuchaniach skoro mamy tak mało czasu. Marysiu, kurs na stację Jupiter. Alan, ty bierzesz prom i Anię - lecicie na Ziemię. Załatw tam wszytko i to - Matthew wręczył mu padd - daj komuś z akademii kto odpowiada za rekrutację. Dodałem swoją rekomendację do jej akt, ale mogą wymagać dodatkowej. Jest tam też opis jej służby na Scorpionie. Wróć nie później jak za dwa dni. Shiran, sprawdź po raz ostatni wszytko co da się sprawdzić. Beregh, ty mu pomóż. Nie chcę zeby w czasie bitwy nawalił jeden przewód i żebyśmy zostali bez osłon. Postarajcie się sprężyć... Lecieliśmy piętnaście dni, więc powinniśmy dostać przepustkę, chociaż na stację jupiter - odrobina odpoczynku się przyda nam wszytkim.
- Wcześniej radziłbym dolecieć do Układu Słonecznego. - kąśliwie zauważył Shiran. - Mamy jeszcze 4 godziny lotu.- To my już idziemy. - Alan i Ania szybko ulotnili się z mostka z paddem oczywiście.
- Czy dowódca naprawdę zawsze o wszytkim dowiaduje się ostatni? - mruknął bez przekonania Caep - No trudno. Zmiatajcie stąd. Wachta Alfa kończy się za jakieś pół godzinki, a kadeci, koniec końców, mają się szkolić. Przyślijcie tylko naszego medyka nowego żeby ich nadzorował... Jest chyba najstarszy na okręcie. Załoga opuściła mostek dość, szybko, widocznie te siedem i pół godziny wszytkim się dłużyło. Kapitan wyszedł ostatni, dopiero gdy upewnił się że kadeci zajeli swoje stanowiska i są gotowi do przejęcia okrętu. Trochę się już do nich przyzwyczaił, służyli pod jego rozkazami od dłuższego czasu a wkrótce znowu przyślą mu nowych... Pełen ponurych myśli opuśił mostek, ale drogę tarasował rosły klingon.- Matthew - Warknął - Prawdziwy wojownik nie odpoczywa. Idziemy.- Tak. Panie trener - Matthew spuścił nos na kwintę ale posłusznie ruszył za Bereghem, który w duszy pękał ze śmiechu.Zwód, unik, atak. I tak w kółko. Szczęk broni i krzyk trafionego były jedynymi dźwiękami rozbrzmiewającymi w pustym magazynie. Caep brak siły nadrabiał szybkością i zwinnością. Nie szło mu to tak dobrze jakby chciał i wciaz zdecydowanie zbyt często jak na swój gust lądował na podłodze, ale czuł że złapał podstawy. Młody kadet który wpadł do pomieszczenia i prawie oberwał od klingona stanął jak wryty i natychmaist wycofał się do wyjścia.- Panowie, zbliżamy się do układu słonecznego - zameldował lękliwie- Dzięki. Zaraz tam będziemy. Rozkazy są w komputerze, lecimy do stacji Jupiter. Nie wzywajcie reszty oficerów.- Tak jest.Kilkanaście minut później, gdy stacja była już dośc blisko Matthew siedzący w swoim fotelu kazał ją wywołać i spytać o przydział. Walka była coraz bliżej.
