Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Nerwowo nacisnąłeś spust. I nic się nie stało. Karabin nie działał. Tak samo stało się z bronią Romulanina. Z westchnieniem komandos odrzucił broń i wyciągnął nóż.- Jak ja nie lubię tej roboty. - rzekł spokojnie i w ostatniej chwili uchylił sie przed ciosem kolbą karabinu.Opary dymu zasłoniły ci przeciwnika. Cofnąłeś sie w kierunku ściany jaskinii. Nagle jakaś ręką złapała cię od tyłu i wciągnęła w skałę.Po chwili leżałeś na ziemi, a na tobie siedziała chorąży z nożem na twoim gardle. Drugą ręką trzymała na twoich ustach.- Cicho bo nas usłyszą. - głową pokazała ci lekko migoczącą ścianę, za którą walczyli Romulanie z oddziałem ochrony. - Będziesz mi potrzebny. Jestem komandor O'Riley z Sekcji.
- Słucham - mruknął ponuro, ale bardzo cicho Matthew. Słyszał o sekcji nie raz, zazwyczaj tylko plotki i pogłoski. Z jednej strony nie lubił ich domniemanych metod... Z drugiej strony, robili dużo dla zapewnienia bezpieczeństwa w galaktyce i Federacji. - Podporucznik von Caep ze Scorpiona.
- Wiem kim jesteś. Oglądaliśmy cie od chwili zamieszania z okrętem Husnock. Na razie muszę dostac się do naszej siedziby. To kilkaset metrów tym korytarzem i 2 poziomy w dół. Tam zdobedziemy broń palną. Dziwisz się czemu fazer nie zadziałał? A czujesz wibracje? - rzeczywiście korytazr lekko wibrował. - Ktoś uruchomił Wrota. Musimy tam się dostać.
- Dobrze. Chodźmy - matthew nie zdążył się zdziwić skąd o nim wiedzą, i jakim cudem wyłowili go wśród tego zamieszania. Słyszał o sekcji wiele ale przede wszytkim to, ze lepiej z nią nie dyskutować. Odrzucił bezużyteczny karabin, z przyzwyczajenia zostawiając przy pasku fazer ręczny. Zostały mu też granaty... W końcu działają inaczej. Szybko ruszył za przewodniczką, od tego mogło zależeć życie innych.
Szybko dotarliście do szybu windy. Jej jednak nie było. Zamiast tego do ściany przymocowane były stopnie. Zaczęliście schodzić. Dwa poziomy niżej weszliście w kolejny korytarz. O'Riley podeszła do ściany i odważnie w nią weszła. po chwili usłyszałeś jej stłumiony okrzyk.
Caep szybko wyszarpnał zza pasa granat i wszedł za nią, jednocześnie manipulując przy ustawieniach jego mocy. Szedł ostrożnie, myśląc że może mają szczęście i po prostu wpadła w jakąś dziurę... Był jednak zdeterminowany się bronić. Jakkolwiek.
W srodku zrozumiałeś dlaczego komandor krzyknęła. Pomieszczenie było zdemolowane, konsole zniszczone. Na fotelach leżały zmasakrowane zwłoki 4 ludzi i Andorianina. Wyglądali jak gdyby ktoś porąbał ich jakąś piłą mechaniczną. Na ścianach widniały krwawe bryzgi. Jedna z kobiet musiała błagać o litość na kolanach, bo leżała na plecach z nienaturalnie zgiętymi nogami. Jej ciało było wielokrotnie poprzebijane ostrymi szpikulcami. Z ran jeszcze sączyła się krew. To znaczy, że zostali zamordowani zaledwie parę minut temu.
- Proszę pani! - rzucił do starszej stopniem Caep, starał się być spokojny chociaż ledwo wytrzymywał taki widok - Znajdźmy broń i postarajmy się znaleźć tego kto to zrobił... Wie pani kto mógł otworzyć wrota?
- Nie wiem, ale zobaczymy. - odpowiedziała komandor, choć wyglądała na jakies 17 lat. - Tu powinna byc broń. - podeszła do ściany i nacisnęła ręką ścianę. Ta posłusznie usunęła się, pokazując małą wnękę. W środku zobaczyłeś 5 karabinów maszynowych. Pod nimi w pudełkach leżały magazynki. Na samym dole nzajdowała się skrzynka, zapewne z amunicją i puste torby.
Matthew wziął karabin dla siebie, szybko załadował magazynek i powiesił go sobie na ramieniu. Drugi podał towarzyszce - w końcu byli w takim miejscu gdzie lepiej uważać. Wziął też jedną z toreb, wrzucił tam kilkanaście magazynków, na szczęscie pełnych - nie wiedział czy będą mieli czas je teraz ładować i otworzył skrzynię mając nadzieję że naprawdę tam jest amunicja. Nie rozczarował się, wrzucił do torby kilka pudełek. Później jeszcze dodał dwa magazynki do keiszeni i podał kolejne dwa pani komandor.- No cóż... Jesteśmy wyekwipunkowani jak na wojnę - uśmiechnął się smutno - Co dalej? Widzi pani, ja tutaj jestem pierwszy raz... Wiem o wrotach tylko tyle ze są, bo mi to powiedziała jakaś chorąży na powierzchni...
- To aż tak się zmieniałam, że mnie nie poznałeś? - to była ta sama chorąży co rozmawiałeś na powierzchni. - Cóż po kuracjach na Ba'ku nawet admirałowie wyglądają na nastolatków. Wrota są 2 kilometry w dół.Jeszcze przed wyjściem O'Riley wyjęła trikorder i sprawdziła pomieszczenie.- Dziwne nie wykrywm śladów obcego DNA. Tak samo nie ma elementów z metalu czy tritanium. Jak gdyby zabili się sami, a to niemożliwe.Razem wyszliście z pomieszczenia i udaliście się w kierunku kolejnej windy. Ta była na swoim miejscu. Obok drzwi leżał marine. Jego głowa eksplodowała od środka.
- Mam złe przeczucia - Matthew pokręcił głową - Schylił się i zabrał noże bojowe marines podając jeden z nich swojej towarzyszcze. - Windą chyba będzie najszybciej... Chociaż niezbyt bezpiecznie.Gdy już wsiedli spojrzał na kobietę z zainteresowaniem- Skoro wiedziała pani od początku kim jestem, to dlaczego odstawiła pani tą szopkę ze wzięciem mnie za kogoś z bazy? Wtedy kiedy mówiła pani o wrotach?
W windzie leżał Klingon w cywilnym ubraniu. Na piersiach na wysokości serc ziały ogromne dziury. Obok w kałuzy krwi leżały wyrwane serca.- On też... - szpnęła O'Riley. - Zostałam tylko ja i DaPorte...W trakcie jazdy windą komandor nic nie mówiła. Dopiero gdy zaczęliście się zbliżać do najnizszego poziomu odpowiedziała:- Bo chciałam zobaczyć pańską reakcję. Zawsze sprawdzamy knadydatów do organizacji.Wyświetlacz na ścianie wskazywał tylko 100 metrów podróży, gdy usłyszeliście stłumione odgłosy walki.
Caep zamrugał nerwowo oczyma gdy usłyszał ostatnie zdanie. ON w sekcji? Zastanawiał się czy się nie przesłyszał... Z jednej strony, marzył o tym. Był bardzo ambitny a wiedział ze ta organizacja pomaga w zachowaniu pokoju w galaktyce. Z drugiej... Brzydził się niepotrzebnym zabijaniem. Nie miał jakichś specjalnych oporów przed walką, ale żałował każdej niepotrzebnej śmierci. Chociaż z drugiej strony, praca dla sekcji nie musi od razu oznaczać zabijania wszystkich dookoła. Rozmyślania przerwały mu dochodzące z dołu odgłosy walki. Szybko przeładował karabin i przygotował się do ewentualnego ostrzału jak tylko otworzą sie drzwi.- Ten DaPorte, pani komandor... Sądzi pani że pomoże nam? Rozumiem że musimy jakoś zamknąć wrota?
- Jeśli Romulanie zamierzają je przejąć to musimy zrobic to za wszelką cenę. - odpowiedziała komandor, kierując lufe w kierunku drzwi windy.Gdy dojechaliście na miejsce dgłosy walki ucichły. Po otwarciu drzwi ukazał wam się straszny widok. W korytarzu leżały ciała cywilów. zapewne byli to naukowcy. Zostali bezlitośnie zastrzeleni. W ścianach widniały głębokie dziury po pociskach.- Pociski z duranium. - O'Riley włożyła palec w jedną z dziur. - Przebijaja nawet lekki pancerz. Mamy takie same w karabinach. Chodź za mną. - znowu użyła zamaskowanego skrótu. Ten nie był oświetlony. Komandor poszła pierwsza i w ciemnościach potknęła się o coś. Oświetliła przeszkodę latarką. Bylo to ciało ciemnoskórego półvolkana. Był uduszony cieńką linką. Wskazywały na to krwawe ślady na szyi. Zabójca, chyba dla zabawy, odciął mu też uszy, które leżały obok. Twarz wyrażała ogromny strach, który przeżył tuż przed śmiercią.- DaPorte już nam nie pomoże.
