Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
Gdy wyszedłem z gabinetu komandora czekał na ciebie Mandela.- Mam nadzieje że nasze stosunki się polepszą i a najlepiej zacząć od zapomnienia o tym co było, zgoda?
Alan spojrzał na chorążego na początku chłodno, ale po chwili uśmiechnął się i sam wyciągnął do niego dłoń.- Jak dla mnie, nie ma sprawy. Więc zaczynając od początku... Jestem Alan. - Uznał ze dalsza niezgoda nie ma sensu, skoro Mandela i tak nie będzie już gościł na pokładzie jego Anii, a i nadchodzącą misję mają wykonać wspólnie...
- Will, Nova jest trochę ślamazarna ale przeciez tego okrętu nie stworzono do bicia rekordów prędkości, startuje od razu, do zobaczenia w trakcie drogi. - Mandela pożegnał i poszedł w kierunku śluzy gdzie był przycumowany hego okręt.Na Scorpionie.- I jak idzie montaż modułów? - spytał od progu XO. Odprawa u komandora była nudna, i jak na złość pełna Mandeli. A teraz trzeba go było przecierpieć jeszcze jakiś czas. Przed przybyciem na Scorpiona wolał się chwilę zrelaksować, więc wpadł na drinka do mesy na stacji. Dopiero potem kazał się przesłać - po jakiś trzydziestu minutach.- Aż nazbyt dobrze. Nasze już odmontowali - nawet nam zrobili opieprz że sami zaczeliśmy i się mieszamy w ich sprawy... I podczepili nowe. Montaż wszystkich zaczepów przewidują na jakąś godzinę. Drugie tyle podłączenie modułów w nasze systemy dystrybucjii energii i celownicze. Jeśli zatrudnimy nasze zespoły techniczne do pomocy powinniśmy wyrobić się szybciej.- Świetnie. Wykonać. Ah, a co do odpawy... Lecimy do systemu Grenoble. Niestety razem z Vanguardem. Tam mamy kogoś odebrać... Zapewne my, Scorpion jest lepiej wyposażony i wygodniejszy niż Nova. Zresztą, szef powinien być już na nogach, a z jego megalomanią mam dziwne wrażenie że bez pytania Mandeli każe tutaj przesłać ten ładunek... Ale to się jeszcze zobaczy.- Czyli łatwizna? Zwykły transport kogoś ważnego? - spytał z niedowierzaniem Shiran - Wakacje?- No nie do końca... Mamy klingonów pod bokiem, a i do Gorn blisko. A o sytuacji u nich wiecie tyle co ja. Ah, nawiasem mówiąc żółty alarm!. Aż do odwołania. Rozkaz dowództwa... Dobra, informujcie mnie o postępach w monatażu modułów. A, a co do torped... Jak wygląda nasza sytuacja?- Wszystkie modyły mają pełen zapas, czterdzieści pięć sztuk fotonówek. Scorpion ma sześdziesiąt plus trzydzieści kwantowych... Możemy toczyć prawdziwą wojnę, jeśli ktoś nas zaatakuje.- Dobra, wyślijcie prośbę do bazy o kilka tricobaltowych. Znając nasze szczęście mogą się przydać, szczególnie że będziemy naprawdę niebezpiecznie blisko Gorn. Jeśli wybuchnie wojna, możemy być zmuszeni do niszczenia ich instalacji...- Aye. Już wysyłam prośbę.Odpowiedź przyszła bardzo szybko."Z powodu wykonywania misji wewnątrz terytorium Federacji nie widzę potrzeby uzbrajania okrętu w torpedy trikobaltowe."
Na Scorpionie- Nie to nie, mruknął Alan. Zajmijcie się modułami, Nova zaraz odlatuje - jak tylko je zamontują kurs pościgowy, zmiana nachylenia gondol i warp 9.5 Musimy ją dogonić jak najszybciej. Ja idę spać.Alan odczekał chwilę na jakąś reakcję załogi, ale gdy takiej nie było ruszył do swojej kwatery. Dotarł tam dość szybko - zamknął drzwi, i położył się nawet nie zdejmując munduru.
Spał głęboko, że nawet Ania nie miała serca go budzić. Dowództwo przejął Beregh, który rozkazał skierowac okręt na układ Grenpble i włączyć maksymalna bezpieczną prędkość.- Dolecimy tam za 13 godzin. - poinformował sternik.
- Dobra. Sternik, utrzymać kurs na system Grebole. Nawiasem mówiac stan naszych silników sprawdzić. Shiran - Beregh uśmiechnął się do Andoorianina. Nadal pamiętał jego uszczypliwe uwagi - Szorować pokład. - Jeśli myślisz...- JUŻ! - warknął klingon nadal się uśmiechając. Sam zaś ruszył szybkim krokiem w stronę sali gimnastycznej. Ostatnio miał zdecydowanie zbyt mało ćwiczeń. Postanowił to nadrobić.Po dobrych pięciu godzinach ledwie się ruszał - nieco przesadził, to fakt. UDał się więc na basen.ymczasem reszta załogi zajmowała się samym Scorpionem. Andorianin szybko wrócił na mostek i zaczął bawic się komputerem taktycznym. Lot się dłużył...
Dokładnie po 13 godzinach Scorpion zbliżył sie do systemu Grenoble. Czujniki dalekiego zasięgu wykryłę Vanguarda, który leciał z prędkością warp 7,8. Kontakt nastapi za 17 minut.
== Ambulatorium ==- Ałłaaa? Jęknął powoli budzący się kapitan. Jasne światło oślepiło go na tyle że nie był w stanie zobaczyć nic po za ciemną, pochylającą się nad nim sylwetką. Chiał sięgnąć po fazer jednak okazało się to niemożliwe. Nie mógł ruszać kończynami. Zbladł przypominając sobie walkę na Deadtown i strzał w kręgosłup.- Proszę się nie przejmować. Moje nadzwyczajne umiejętności bez większego trudu uratowały pana życie. Jest pan w polu stazy, podczas zabiegów lepiej było żeby pozostał nan nieruchomy.- Doktor...? Zabiegów...? - z trudem powiedział Matthew - Gdzie ja jestem?- W ambulatorium. Na Scorpionie... Z tego co wiem, a wiem bardzo dużo niedaleko układu Grebole.- A co my tu u licha robimy? - Caep zaczął widzieć coraz ostrzej. Na tyle ostro że mógł jasno stwierdzić że rzeczywiście jest w ambulatorium, a postacią nad nim naprawdę jest doktor- Marten - medyk skrzywił się wypowiadając to nazwisko - wszystko panu wyjaśni. Dobra, teraz proszę posłuchać. Skończyliśmy odbudowę pańskiego ciała, mówiąc zrozumiałym dla pana językiem. Może pan z tąd wyjść chodźby zaraz ale: Żadnych szaleństw. Kolejna strzelanina może spowodować u pana wstrząs hipowolemiczny i problem - bo biorąc pod uwagę odniesione przez pana wcześniej rany będzie postępował bardzo szybko. Na tyle szybko, ze nawet ja, mogę nie zdążyć z pomocą. Rozumiemy się?- Aye, doktorze! - powiedział entuzjastycznie Kapitan. Powoli wracało mu czucie w ciele gdy doktor wyłączył stazę. Miał też świetny humor, ostatecznie przeżył coś co powinno go zabić. Powoli, badając 'grunt' zsunął się z biołóżka i stanął na własnych nogach. Poczuł lekkie zawroty głowy i nic ponad to. Uśmiechnął się jeszcze raz do doktora, skinął mu głową i opuścił ambulatorium.== Kwatera Pierwszego Oficera ==- Cholera! Warknął w przestrzeń Alan leżąc w pozycji horyzontalnej na podłodze. Gdy już się obudził stwierdził że nigdzie nie idzie, i pal diabli regulamin. Ale nie przewidział ze w nosy zsunął się na brzeg łóżka, i teraz gdy chciał się przewrócić na bok okazując wszytkim stosunek do pracy natrafił na pustą przestrzeń.Wciąż klnąc pod nosem zmienił mundur i ruszył do mesy. Miał nadzieję że tam będzie weselej,a przy tym był głodny.== Mostek ==- Raport! - warknął półklingon siedzacy na foelu XO. Zwyczaj przyjął sie na Scorpionie już dawno, ze kapitańskiego fotela się nie rusza, a oficer dowodzący w danej chwili siedzi na miejscu Alana. I wszyscy to respektowali przynajmniej do tej pory- Federacyjny okręt klasy Nova. Kurs zero na zero, prędkość warp 7.8. Jest dokładnie przed nami i leci do systemu Grenoble... Lub dalej. IFF mówi że to Vanguard- Świetnie. Jak sprawność systemów?- Fazery i wyrzutnie sprawne - mruknął niechętnie ze swojego miejsca Shiran.- Cała reszta też - wtrąciła sterniczka. Pytałeś dwie minuty temu...Kapitan przystanął na chwilę przy ścianie żeby odpocząć. Jeszcze nie wrócił całkiem do siebie po wypadku. Ze wzruszeniem spojrzał na drzwi z napisem 'Mostek' i otworzył je. Młody kadet sojący przy jednej z mniej zazwyczaj ważnych konsol inżynieryjnych natychmiast stanął na baczność i krzyknął:- Kapitan na mostku!Reakcja była ciekawa. Caep zasłaniający uszy w geście kapitulacji - chyba nwet nie miał siły narzekać, sterniczka rzucajaca w diabły stanowisko i biegnąca go przywitać, Andorianin przybierający obrażoną minę i sarkający że to już najwyższy czas i uśmiechający się Beregh patrzący na całe widowisko.Caepowi widok przesłoniła burza rudych włosów a po chwili poczuł że jest przyciskany do ściany. Przytulił żonę uśmiechając się przy tym jak mały chłopiec i od razu ją pocałował. Ta wypuściła go z objęć dopiero jak zaczął się dusić od sporego uścisku na klatkę piersiową. No, i od tej ręki która znajdowała się na jego szyi...Przywitał sie z resztą załogi Takiego powitania się nie spodziewał, ale widać że nie do końca ich doceniał Usiadł na swoim fotelu i zapadł się w niego głęboko - był przynajmniej wygodny. Uczucie zmęczenie z przed kilku minut szybko wyparowało.Niemal natychmiast Shiran wcisnął mu w rękę padd uśmiechając się przy tym przepraszająco.- Szczegóły naszego zadania. Alan przygotował to ostatnio... Do tego dane towarzyszącego nam okrętu, informacje o jego kapitanie... Wszytko co będzie ci potrzebne. Czytaj szybko, kontakt z nimi za 17 minut.- Załatwione - Matthew wziął mały komputer i zagłębił się w lekturze. coś mu jednak przeszkadzało. - Wyłączyć te cholerne swiatła! - burknął mając na myśli skąpsze niż normalnie żółtawe oświetlenie.- Mamy rozkaz utrzymać żółty ala...- Podniesiecie go, jak coś się zbliży - powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu i wrócił do lektury. Skończył jakieś piętnaście minut później.- No dobra, Beregh. Otwórz kanał do Vanguarda. - Kapitan odczekał aż na monitorze pojawiła sie twarz mandeli po czym uśmiechnął się szero.- Dzień dobry! Matthew von Caep, ze Scorpiona. Słyszałem że mamy razem pracować. Wreszcie nie posyłają nas gdzieś samych... Miło pana poznać, i mam nadzieję ze współpraca będzie... Owocna.
- Witam, William Mandela, cieszę się bardzo, ja również mam taka nadzieję.
- Świetnie! No cóż, w takim razie to zobaczenia. Pewnie jak podejmiemy ten ładunek - miał nam podobno opowiedzieć o naszej misji... Scorpion kończy. - Matthew dał znak operacyjnemu żeby przerwał tą rozmowę.- No dobra, panie i panowie. ak tylko wyjdziemy z warp w systemie kurs na podane nam w bazie współrzędne. Beregh jesteś też kwatermistrzem, więc przygotuj nasze kwatery dyplomatyczne. Nie wiem ilu ludzi będziemy wieźdź. Marysiu a ty prowadź nieco spokojniej... Może po tym zadanku wreszcie zaczną się misje badawcze? Pokażmy się z jak najlepszej strony. Shiran, przygotuj się do prowadzenia walki. Zawsze ktoś nas może zaatakować, szczególnie ze do Gorn nie tak znowu daleko...
Vanguard przekazał wam, że kieruje się na stację na orbicie Grenoble II.Oba okręty wyszły z warp prawie w tej samej chwili i skierowały się w stronę stacji. Ta pozwoliła na dokowanie przy śluzach 3 i 5 i przekazała, że ładunek już czeka.
- Zadokowaliśmy przy śluzie numer 5 - rzucił Shiran gdy tylko udało im się zadokować - Ładunek podobno czeka.- Świetnie. Przekażcie... Ładunkowi, o ile żyje żeby przyszedł na Scorpiona. Tak będzie chyba najwygodniej. Jego rzeczy, cały sprzęt i wszytko inne co nam każą wozić zdokumentować, spytać dowództwa bazy czy nic się temu nie stanie podczas transportu i jeśli nie przesłac do którejś z lepiej zabezpieczonych ładowni.
Gdy ładunek czyli 30 osobowa grupka naukowców weszła na pokład to pożałowałeś, że nie wysłałeś ich na Vanguarda. Alanowi przypomniało to misję kolonizacyjną na Betrassa V. Mimo, że było ich zdecydowanie mniej to harmider jaki czynili był niewyobrażalny. Byli przy załadunku każdego kontenera, czepiali się o byle co, a dwóch z nich juz przy śluzie zaczęli się kłócić. Nawet nie wiedziałeś o co. Cała ich rozmową był naukowy bełkot.
Matthew uśmiechnął się z przymusem patrząc na to zbiorowisko naukowców. - Ile mamy kwater dla nich? - spytał półgłosem stojącego obok Beregha- Piętnaście. Po dwóch do każdej- Świetnie. Znajdź najmniej kłótliwego i wypytaj jak ich rozdzielić żeby się nie pożarli na śmierć w drodze. Od teraz wymagana autoryzacja powyżej poziomu szóstego żeby wejść do maszynowni, na mostek i do hangaru. W zbrojowni nadal obowiązuje poziom dziesiąty. Zadbaj zeby kadeci dostali odpowiednie uprawnienia i mogli pracować.- Aye, kapitanie - półklingon oddalił się szybko a Caep zbliżył się do naukowców.- Witamy na USS Scorpion, proszę państwa. Wasze kwatery są już gotowe, w ciągu dziesięciu minut mój operacyjne powie wam gdzie dostaliście przydział. Wasz sprzęt, jak zresztą widzicie został zabezpieczony. Jeżeli mamy podjąc wobec niego dodatkowe środki ostrożności, powiedzcie o tym operacyjnemu lub Alanowi Martenowi, mojemu Pierwszemu. A teraz mogą mi poaństwo powiedzieć co się dzieje? Wysłano nas tutaj w sumie bez żadnych wyjaśnień.
