Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - Podporucznik von Caep
- Nie musi pan. Dziękuję. - Matthew uśmiechnął się lekko gdy wyszedł admirał - słyszał plotki, ale podobnie jak większość rówieśników uważał sekcję za mit. Szybkim krokiem opuścił pomieszczenie i skierował się do najbliższej przesyłowni. Skinął głową czekającemu tam chorążemu, i wydał krótki rozkaz.Dwie minuty później wchodził na mostek własnego okrętu.- Wachta, macie wolne. I tak za trzydzieści minut będą tutaj wasi zmiennicy. Alan, Anka zostajecie. Wezwijcie Marysię.Chwilę później gdy już byli w komplecie Matthew zapieczętował drzwi na mostek. Szybko streścił im przebieg rozmowy - zarówno z admirałami jak i z Rossem. - Czyli oni istnieją? - wyjąkał Alan. We flocie można było wysłuchać wiele o rzekomym okrucieństwie tajnych organizacji- Tak - ale to w tej chwili nieistotne. Macie wolne, Marysiu wypakuj wszytko w naszej kwaterze a potem połaź po okręcie. Pod żadnym pozorem tam nie wracaj, póki nie dam znać- Można spytać dlaczego? - spytała nieco zdziwiona- Tak. Wieczorem mam spotkanie z kimś z sekcji - może będzie mógł pomóc w bitwie. Właśnie w kwaterze - a lepiej żeby was nie widzieli.=/= Komputer, auoryzacja Caep Sierra Tango Jeden Osiem - znieść blokadę drzwi mostka. Usunąć monitorowanie i zapisywanie rozmów w kwaterze kapitańskiej.O 18 Matthew opuścił mostek, pozwalając Alanowi zająć swoje miejsce. Gdy doszedł do kwatery usiadł w niewielkim biurze i czekał na przybycie gościa.
Przez godzine nic się nie działo. Gdy zaczynałeś już wątpić, że ktoś przyjdzie, drzwi otworzyły się bez wcześniejszego dzwonka. Do kajuty wszedł Trill.- Witam kapitanie, chciał się pan zobaczyć z kimś z naszej organizacji. O co chodzi?
- Dzień Dobry. Wie pan o zbliżającej się bitwie - a sekcja prowadzi badania nad bronią masowego rażenia... Biologiczną i chemiczną. Zastanawiałem sie czy dałoby się coś z tego wykorzystać podczas bitwy? Oczywiście zdaję sobie sprawę że sami się ewentualną bronią posłużycie, a ta rozmowa nie miała miejsca - zależy mi przede wszytkim na skutku. Zresztą, od tej bitwy zależą także losy sekcji...
- A jak pan to sobie wyobraża? Broń chemiczna i biologiczna jest skuteczna na planetach, a nie w kosmosie.
- Po zniesieniu osłon trzeba by poświęcić jeszcze wiele trudo by zniszczyć okręt - jednak można przesyłać różne rzeczy na pokład. Jeżeli dysponujecie czymś o mocno opóźnionym działaniu moglibyście to przesłać z jednego z waszych zamaskowanych okrętów na większe jednostki Dominium - nie zwrócą na was uwagi, jeśli w tym samym czasie będą atakować ich Klingoni... A samo Dominium też musi przygotowywać plany walki - wirusy rozniosą sie po okrętach...
- A nie lepiej przesłać im do maszynowni torpedę kwantową? Efekt byłby lepszy i szybszy.
- Tak - w czasie bitwy. Ale jeśli zarazilibyście ich tym wirusem wcześniej, o pewnie dobra połowa z nich padłaby jeszcze przed bitwą... Sekcja pracuje pewnie jeszcze nad kilkoma innymi zabawkami którego mogą się przydać - uprzedzając pańskie pytania, nie wiem jakimi. Organizacja podobna do sekcji przetrwa najbliższe 500 lat, chociaż nieco zmieni swoją politykę. Moje biuro nie dostało waszej dokumentacji i zapewne nigdy nie dostanie - Caep uśmiechnął się lekko
- Zakaziliśmy już Ziennych wirusem, ale on dopiero da im popalić za około rok. Przynajmniej miał bo słyszałem, że Thorne ich wyleczył.
- Miał, i to bardzo skutecznie... No cóż, jeżeli uda nam sie ich pokonać - to razem z założycielami. Ale chodziło mi o cos zeby jak najszybciej zlikwidować zwykłych żołnierzy - to ich jest najwięcej. Prawda - gdyby nie mieli dowódców byłoby prościej... Ale same ich statki walczyć nie będą.
- To nie jest takie proste. Jak szybko zakazić tyle okrętów? I do tego zawsze mają podniesione osłony, nie jak głupki z Floty. A może tak odpalić w tego prometheusa Thorne'a torpedę transfazową?
- Skąd wiecie o...? - zdoał wykrztusić zdumiony Caep - Przecież wejdą na wyposażenie dopiero z powrotem Voyagera z Delty!
- Oj Caepku, naprawdę jesteś głupiutki jak na agenta temporalnego. Nawet swego wroga nie rozpoznajesz?
- Jakiego wroga? - mruknął 'zdziwiony' Matthew - jednocześnie wyciągając zza pasa fazer - A teraz powiedz mi, co tu do cholery jest grane!
- Naprawdę jesteś głupkiem Caep. Twój arcywróg Thorne do usług. - Trill zamaszyście sie ukłonił.
- Taak. Z tym że - Matthew uśmiechnął się lekko - ale nie wątpił w słowa gościa.Po pierwsze - wroga nie mam. Znaczy, mam kilku - ale na pewno Thorne, o ile jakiś istnieje poza symulacją, się do nich nie zaliczaPo drugie, może się mylę - ale powinieneś być 90 godzin stąd na Prometheusie, o którym zawsze marzyłem...Po trzecie - Też cię nie lubię, ale głupkiem nie nazywam - to chyba coś znaczy? - Maciek miał ochotę jeszcze zachichotać na widok miny owego 'arcywroga' ale się powstrzymał.
