Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Podszedłem do Tordeka -Musimy znaleźć to cholerstwo jak najszybciej inaczej nas wykończy- mówiłem spokojnie, chociaż wcale taki nie byłem. Straciłem już kilkunastu ludzi i wcale mnie to nie bawiło, nie wiedziałem czy zdołam odpracować straty z tej akcji. Cholerne dowództwo
- Nigdy mi nie mówiłeś co zamierzasz zrobić gdy to znajdziesz. - zauważył Tordek zbierając swoich podwładnych, z których zostało czterech plus Klingon. U ciebie był jeden z pełni sprawny i drugi z połamaną ręką, nie licząc ostatniego ścigacza na niebie.
Faktycznie nie mówiłem specjalnie, ale teraz sytuacja się zmieniła, to coś prawie nas wszystkich wykończyło -Zamierzam zrobić to samo co ty Tordeku - powiedziałem spokojnie -Jak widzisz, to coś wykańcza nas, więc trzeba się nim zająć -
Kardazjanin tylko kiwnął głową w odpowiedzi.- Ruszamy. - polecił swoim żołnierzom i podszedł do tego z wyrzutnią. - Zostań tutaj i pilnuj scigacza. Jeśli nagle zmieni kurs to strzelaj do niego bez ostrzeżenia.Pozostało juz was tylko ośmiu. Ruszyliście, wzajemnie się ubezpieczając. teraz juz nikt nie myslał o konflikcie Terran z Sojuszem, ważniejsze było zabicie tego dziwacznego stwora, który raczej nie zamierzał pozwolić wam opuścić planetę żywcem.Dotarliście do wczesniej opisanej jaskinii. Wyglądała dość niewinnie.
Cóż wygląd, wyglądem ale sprawdzić ją trzeba było. Cała ta sytuacja była groteskowa, jeszcze niedawno byłem gotowy rozwalić Tordeka i jego ludzi, ale wiedziałem już, że to nie najlepszy sposób. Jeżeli mamy wyjść z tego cało musimy działać razem w drużynie. Co więcej podjąłem decyzję, że jeżeli wyjdziemy z tego żywo i ludzie glinna pomogą nam w tym to zasługują aby wypuścić ich wolno. Może wrócą walczyć, ale nikt nie powie, że Duncan O'Connor jest niewdzięczny. Dałem znak do sprawdzenia jaskini i ruszyłem za Tordekiem.
Wykonałeś tylko kilka kroków, gdy Tordek padł i zaczął strzelać. Tak samo zaczeli robić inni, osłaniając się ogniem. W odpowiedzi ktoś znad jaskini walił bez opamiętania.
Zacząłem rozglądać się zdziwiony tym co tutaj się dzieje, nie dobrze było znaleźć się w strzelaninie nie znając przeciwnika. -Ej co tu się dzieje? - zapytałem jednego z żołnierzy leżącego najbliżej mnie. Jednocześnie postanowiłem znaleźć jakąś osłonę.
- Jakiś były kolega bawi się w snajpera.Na szczęście nie musiałeś szukać kryjówki bo inteligentny granat plazmowy zakończył żywot nieznajomego i przy okazji wypalił 20 metrów wokół niego.- Kapitanie - zwrócił się do ciebie Tordek. - Nie macie takich zabawek w rebelii? - uśmiechnął się kpiąco. - Wchodzimy do środka. B'Vik i Terensh zostaniecie przy wejściu by nas nikt niezaskoczył od tyłu. I przy prolemach z ostatnim ścigaczem zdejmijcie go, chyba że nasz sojusznik go odwoła.
Popatrzyłem na zabawkę -Niezła broń, przydała by mi się taka - powiedziałem do niego i podniosłem swój komunikator łącząc się z ostatnim ścigaczem -Trzymajcie się w oddaleniu aż do odwołania - po czym przypiąłem go z powrotem do pasa patrząc na Cardassianina -Cóż przy odrobinie szczęścia nasze polowanie dobiega końca, wchodzimy ...-
Weszliście do środka. Już kilka metrów dalej Tordek kazał twemu podwładnemu ze złamaną ręką (wcześniej został prowizorycznie zaleczony, ale na pełną terapię musiał zaczekać aż wrócicie na Terror) pilnować czy ktos nie wchodzi i strzelać bez pytania. Na ten rozkaz człowiek wykrzywił się i pytająco popatrzył na ciebie.
Skinąłem głową to był dobry pomysł -Jasne strzelaj bez ostrzeżenia, ale tak na wszelki wypadek zostanie z tobą jeszcze ten - wskazałem na jednego z Cardassian -Na wypadek gdyby było ich tu więcej -
- Nie ten. - zaprzeczył Tordek. - Potrzebujemy najsilniejszych dalej. Kadek, ty dostałeś odłamkami. Zostaniesz tutaj. Masz się tak ukryć by miec widok na drogę i przy okazji na tego człowieka. Tobie też to sugeruję. - rzekł do twego rannego podwładnego. - To na wypadek gdy któryś z was zostanie zmieniony.
Skinąłem głową - Ten skurwysyn jest cholernie skuteczny, ale zdołał mnie wkurzyć. Idziemy - kiwnąłem dłonią i ruszyłem z pozostałością oddziału w głąb jaskini. Podświadomie wiedziałem, że ta jaskinia musi być ważna, w końcu stwór mocno próbował nas odwieść od zwiedzania jej. Miałem nadzieję, że spotkamy go tutaj. Był by koniec, wreszcie mógł bym wynieść się z tej przeklętej planety na tym zapomnianym przez Boga i ludzi kawałku skały. Starty były ... ale odnalazłem wrak Ravena, zawiezienia ciała rodziców do Aniki Hansen jak i kasa i dzienniki od tych rabusiów, okażą się wielce przydatne. Może okaże się, że ta wyprawa nie była niepotrzebna?
Posuwaliście się wgłąb jaskini. Zostało was czterech: ty, jeden podwładny, Tordek i Kardazjanin. Dopiero teraz dokładnie mu się przyjrzałeś. Nie wyglądał na zwykłego żołnierza. Przy nim Tordek był jak przedszkolak z bronią. Posiwiały, pomarszczony z dużą ilością blizn. Zapewne wetera wojny z Imperium. Tylko, że tacy służyli jako nauczyciele w jednostkach lub pracowali w administracji, a nie w polu.Zauważył twe zainteresowani i przybliżył się.- Znasz może kapitana Armina? - zapytał. - Słyszałem, że nawet wasi go poszukują. Ja też. Dlatego wstąpiłem ponownie do armii. Znajdę gnoja, a potem wsadzę po śluzy i zacznę powoli wypuszczać powietrze. Chcę by cierpiał tak samo jak Jedlin.
Uśmiechnąłem się lekko. Znowu ten Armin, facet miał większy talent do pakowania się w kłopoty niż ja, a to już było coś. Popatrzyłem na Cardassianina -Nie znam go osobiście, ale szczerze powiedziawszy sam go poszukuję. A jak O'Connor za coś się weźmie, to doprowadzi to do końca, choć by nie wiem co - przeszliśmy jeszcze parę metrów gdy popatrzyłem ponownie na żołnierza -Kim był Jedlin? - zapytałem spokojnie-Swoją drogą współczuje ci wyboru jednostki, może i zazwyczaj jesteśmy wrogami, ale w końcu zwykli żołnierze ... - nie dokończyłem zdania myśląc o ludziach, których straciłem przez tyle lat -Cóż zdaje się, że zależnie od dowódcy można liczyć na różny los, chociaż ja pewnie dostał bym od was stryczek - przerwałem ponownie zastanawiając się nad czymś -Widać jest kolejny powód żeby rozwalić tego gnoja, trzeba znaleźć Armina -
