Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Zacząłem się turlać po ziemi z zamiarem odwrócenia się na plecy i wycelowania ze swojej broni do nowo przybyłego.
Nowym przeciwnikiem okazała się kobieta, która wskazała ci polanę. W ręce miała ręczny możdźierz, którym mieliła wcześniej zboże. Zamachnęła się nim by rozbić ci czaszkę.
Bez słowa nacisnąłem spust karabinu chcąc posłać kobietę do diabła, tam gdzie było jej miejsce.
Z takiej odległości nie było szans spudłować. Ładunek odrzucił ją do tyłu i upadła na plecy. Kątem oka zauważyłeś Hanka z sierpem i kilku innych wieśniaków z zaimprowizowaną bronią. Wszyscy biegli w twoim kierunku.
-Wieśniaki oszaleli - powiedziałem będąc pewnym, że moi ludzie muszą mnie słyszeć. -Wycofujemy się stąd jak najszybciej, zbombardujemy tą dolinę - Jednocześnie bez słowa zacząłem strzelać do nadbiegających.
Kolejne strzały eliminowały nadbiegających. Ale tych było za dużo. Nim ścigacz doleci do ciebie to zmajdziesz się w zasięgu ostrych narzędzi.Nagle jednak ze strony zboża ktoś rozpoczął skutecznie eliminować wieśników. Krzyżowy ogień sdzybko wyeliminował zagrożenie.- Rebeliancie. - usłyszałeś głos. - Jesli nie będziesz strzelać to chciałbym z tobą porozmawiać.
-Wyjdź tak, żebym mógł ciebie zobaczyć! - odkrzyknąłem w tamtą stronę -Wtedy możemy porozmawiać ... jeżeli wyjdziesz to daję ci słowo oficera, że cię nie zastrzelę -
Ze zboża wyszedł glinn w pełnym rynsztunku bojowym.- Glinn Tordek, Siedemnasta Kasta. Coś mi się zdaje, że poznał już pan gościnność mieszkańców tej planety.Ze zboża wysunął się inny Kardazjanin i Klingon. Gdy Tordek machnął im ręką to pośpieszyli w kierunku pobliskiej chaty.- Oni tylko zabezpieczaja teren. - rzekł glinn. - Inni czekają na ewentualne niespodzianki. A ich nie będzie ani z pańskiej, ani ze strony ścigacza, prawda?
-Ja nazywam się O'Connor. Kapitan O'Connor i radzę wam zatrzymać swoich ludzi. Terenu nie będzie nikt zabezpieczał poza mną jasne? - nie czekając na dalszą odpowiedź zaczerpnąłem głęboko powietrza. Miałem nadzieje, że Terror nasłuchuje z góry i jest gotowy do przeniesienia nas stąd -Podobno miałeś dla mnie jakąś propozycję ... mów-
- Właśnie widać było jak zabezpieczasz teren... ironicznie stwierdził Tordek. - Jesteś za mało czasu na tej planecie by zrozumieć o co chodzi... Ja zaczynałem z 50 żołnierzami i zostało mi 8 oraz Klingon. Czy ktoś z twoich ludzi już zdezerterował?
Słowa Glinna uderzyły mnie, nagle wszystko zaczęło robić się coraz bardziej jasne. Zachowanie tych ludzi, którzy wydawali mi się marnymi marionetkami, ich bierność i podporządkowanie się. Ten demon wcale nie musi chcieć zabijać ich w naszym świecie, może wystarczy mu całkowita kontrola? Naprawa się władzą. Oczywiście to była teoria, ale mogła wyjaśniać trochę-Mogę wiedzieć więcej niż się domyślasz. Powiedz mi czy spotkałeś coś? Jakąś istotę mieszkającą na tej planecie, nie należącą do znanych ras? -
- Jednak trochę wiesz. Nie, nie spotkałem tej istoty, ale jest tutaj w górach. Nim zaczniemy jej szukać najpierw trzeba spalić wioskę i zabić wszystkich rozbitków Ravena. Od razu uprzedzam, nie da się ich uratować. To coś wywołuje telepatycznie zmiany w mózgu. Chorego trzeba wyeliminować.
-Ich zachowanie od początku było dla mnie podejrzane. Zachowywali się jak kiepscy aktorzy, nie znający swojego tekstu - odpowiedział Cardassianinowi. -Czyżby wasze szefostwo chciało wykorzystać tą istotę?-
- Ta istota jest groźna dla każdego. Sam zabiłem gula, który był moim dowódcą. To ścierwo trzeba zabić. I to jak najszybciej bo jego moc rośnie z każdym przejętym ciałem.
-A skąd wiesz, że się z nią nie dogadam? - zapytałem uśmiechając się szeroko. Ten Glinn dał mi już wiele potrzebnych mi informacji. Oj tak przydała by się ta istota, aby walczyć z Sojuszem. Chociaż jej kontrolowanie może być zbyt uciążliwe. Była niebezpieczna, byłem coraz bardziej przekonany o konieczności jej zabicia.
