Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
- Na razie posyłam wsparcie Yridianom. Podobno nic nie wiedzieli o Kardachach, ale lepiej ich pilnować nim odlecimy. Dotrzeć do Ravena będzie trudniej - wciąż coś zakłóca czujniki i nie możemy nikogo podesłać, chyba że z kilka kilometrów do was.Na zewnątrz nie zauważyłeś żadnych atakujących, tylko całkowicie zmieniony krajobraz, gdy fazery Terroru niwelowały góry w okolicy. Raven oberwał parę razy, co widać było po nowych osmaleniach.
Wyciągnąłem Kaala i pilota na zewnątrz, przykryłem ich kocem, który znalazłem na promie. Potem wyciągnąłem ciało załoganta, przykryłem jego ciała znalezionymi wokół kamieniami. Krzyż zrobiłem z rozbitych komponentów lądownika. Robota zrobiła się teraz dużo trudniejsza, trzeba było czekać aż ktoś przybędzie. Cóż postanowiłem zrobić przynajmniej mały rekonesans.
Nim zdołałeś odejśc od promu dalej niż na parę metrów włączył się twój komunikator:- Tu Boyle, zastępca głównego mechanika. Proszę nie wychodzić na otwartą przestrzeń. Ci kolesie używali karabinów snajperskich i tak załatwili Dan'ego i Skalfa. Znaleźliśmy na Ravenie dronę zwiadowczą i zaraz wypuścimy na rekonesans. Jaki jest stan rannych? Mamy podesłać sanitariusza?
Podniosłem komunikator -Tak przydał by się sanitariusz. Informujcie mnie o postępach poszukiwań - po tych słowach wróciłem do promu i usiadłem przy rannych patrząc na nich. Nic nie zapowiadało, że to się tak skończy. Pieprzone łyżki, zapłacą za wszystko.
Po minucie usłyszałeś ciche buczenie i obiekt wielkości arbuza wzbił się w powietrze. Na początku latał jak pijany, potem podleciał wyżej i zaczął badać okolicę.Gdy nic się nie wydarzyło to z Ravena wyskoczyło trzech ludzi. Jeden od razu padł i raczął sprawdzać okolicę przez lunetę karabiny snajperskiego, dwaj pozostali schyleni podbiegli do rozbitego lądownika.Pierwszy z nich rozłożył walizkę z medykamantami i zaczął badać rannych, drugi podbiegł do ciebie.- Na razie nie znaleźliśmy śladów Kardazjan, ale skany wciąż są blokowane. Prawdopodobnie fazery Terroru ich wypaliły, ale nie wszyscy musieli uczestniczyć w walce.
-Musimy kontynuować poszukiwania. Zwiększamy ostrożność ogłaszam alarm bojowy dla każdego schodzącego na planetę. Znajdziemy ich i zapłacą z nawiązką za naszych. Poza tym musimy wrócić do przeszukiwania Ravena i poszukiwania kapsuł ratunkowych z niego - rozkazy wydawałem spokojnym, prawie monotonnym głosem. -Musimy wrócić również do poszukiwań naszego pierwszego celu, sprowadźcie dla mnie jakiś transport ... -
Terror juz zamierzał wysłać drugi prom, gdy nagle teleportery przestały napotykać problemy z zakłóceniami.Od razu przeniesiono rannych, potem na dół zeszła prawie cała ochrona. Za pomocą własnych ścigaczy i odnalezionego kardazjańskiego zaczęto przeszukiwac okolicę.Po 10 minutach otrzymałeś raport, że znaleziono tylko jedną kardaską nogę i nikogo poza tym. Kapsuł też nie zlokalizowano w okolicy. Jednocześnie przyleciał prom i odebrał pierwszą partię znalezisk z Ravena.
Wyjąłem swój komunikator -Przyślijcie dla mnie osobny transport. Sam będę szukał naszego zadania - powiedziałem krótko. Nie potrzebowałem w tym niczyjej pomocy. Jeżeli tamten okaże się faktycznie diabłem, będę narażał tylko swoje życie.
- Kapitanie, nie mamy już wolnych pojazdów. Może pan zabrać któryś z używanych. Lepiej jednak by zabrał pan kogś do ochrony, nie iwadomo co tu może się jeszcze kryć.
Nie pozostawało mi nic innego jak złapać jakiegoś stopa i zabrać się z załogą na poszukiwania. Skoro Anna chciała mi przydzielić ochronę to mogłem kogoś zabrać, 3 karabiny to większa siła ognia niż jeden.
Poszukiwania Kardazjan na razie zostały zakończone. Najprawdopodobniej wszyscy w okolicy zostali zmieceni. Ale może w okolicy macierzystego statku jeszcze pozostali.Jeden z terrorowych ścigaczy wystartował obładowany odzyskanymi rzeczami z Ravena, zaś kolejnym transportem miała zsotać zabrane ciała części załogi Antaresa. Byli żołnierzami Imperium i należał im się porządny pogrzeb.Ty załapałeś się na zdobyczny ścigacz. Jego pilot zaproponował by wcale Yridian o jego odnalezieniu nie informował. "W końcu to z 50 sztabek za niego dostaniemy." - jak powiedział. Według planu lotu ścigacz miał polecieć jeszcze dalej w góry, choć tego nie zrobił - trasa lotu kończyła się obok Ravena.Dwaj ponadnormatywni pasażerowie wyglądali na dobrze obeznanych z bronią, która się obładowali. Wszędzie mieli kieszeni z dodatkowymi magazynkami do karabinów i garnatami. Byli wkurzeni zabiciem Kardazjan, bo sami z chęcia dorwaliby paru.
Uśmiechnąłem się do pilota -Nie ucz ojca dzieci robić - powiedziałem do niego spokojnym głosem -Jest takie stare morskie prawo o znaleziskach, które myślę pasuje jak ulał do tej sytuacji i naszego ścigacza - zauważyłem, że żołnierze uśmiechnęli się lekko.Po chwili lotu odezwałem się do nich -Nie denerwujcie się tak, jeszcze będzie wiele okazji, żeby skopać tyłki Cardassian i Klingonów - mówiłem pewnym głosem, bo o tym byłem święcie przekonany.Teraz milczałem przyglądając się terenowi, który mijaliśmy trzeba było być ostrożnym.
Wlecieliście teraz w bardzo nieprzyjemny teren. Były to ostre góry ze żlebami, rozpadlinami i jarami.Po drodze napotkaliście roztrzaskany na tysiące kawałków romulański niszczyciel, którego szczątki ciągnęły się kilometrami. Najprawdopodobniej wybuchł w powietrzu.Wreszcie po godzinie trafiliście na coś interesującego. Była to kotlina na korej po raz pierwszy zobaczyłeś zieloną roślinność.- Kapitanie, to... To przeciez pszenica! Przed nami całe łany pszenicy!
Popatrzyłem na to -Zwiększamy ostrożność, ktoś tu musi być skoro uprawia pszenicę. Szukajmy domostw. Zaraportuj to na Terror - kiedy żołnierz skończył swoje zadania, ja także podniosłem swój komunikator -Przenieście moją kurtkę z munduru imperialnego do mnie, może te pole to dzieło rozbitków z Ravena ... - kiedy pojawiła się na dole ubrałem ją poprawiając swoje dystynkcje. Jeden z żołnierzy na mnie popatrzył -Jeżeli to Cardachy albo Klingoni to i tak będą do nas strzelać, za to w tym stroju ludzie z Ravena nie -
