Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Wróciłem do swojej kwatery, skoro miałem 20 minut, mogłem przynajmniej trochę poćwiczyć. Zrobić trochę pompek i brzuszków. Miałem z tych ćwiczeń, aż dwa plusy. Po pierwsze było to zdrowe i utrzymywałem się w formie, a po drugie pozwoliło mi się uspokoić i nie myśleć, że wysyłają mnie do nieznanej istoty, która o ile istnieje, może być kwintesencją zła. Miałem zawrzeć prawdziwy pakt z diabłem, jeżeli się uda to na jakieś Sojuszniczej planecie będzie niezły burdel, jeżeli nie ... cóż jeżeli nie to pewnie nie dowiem się jaki błąd popełniłem.
Po 20 minutach Ryan poinformowała cię, że mechanicy się zmyli i obrała kurs na miejsce spotkania. ZA chwilę Terror wejdzie w obszar burzy, więc może mocno trząść.
Po tym krótkim acz intensywnym ćwiczeniu udałem się pod prysznic. Wraz z brudem zmyłem z siebie wątpliwości, przynajmniej na jakiś czas. Narzuciłem na siebie rzeczy i ruszyłem spokojnym krokiem na mostek. Anna Ryan była świetnym pierwszym oficerem, co prawda nie dostała narazie jakiś wielkich trudności do rozwiązania, ale radziła sobie lepiej niż świetnie z codziennymi obowiązkami pierwszego oficera.Po wejściu na mostek zająłem swoje miejsce. Miałem pewien pomysł, który mógł doczekać się realizacji podczas lotu do tej istoty - impreza integracyjna.
Na razie nie było na nią czasu bo strasznie rzucało i tłumiki inercyjne zbytnio nie pomagały. Ale na szczęście Terror szybko minął denerwujący obszar.Raider wszedł w warp i skierował się ku wyznaczonemu celowi. Miała nim być Rozalijka - stary ferengijski transportowiec żywnościowy, przeworzący zboże z Trilla na Alfa Centauri, Vegę i Volkan. Nie był to zbyt zyskowny biznes, ale przynosił stabilne przychody i był dobrą przykrywką dla przewożenia informaji i ludzi.
-3 godziny do miejsca spotkania - zameldował Lon. Kiwnąłem głową, nie było to jakoś strasznie dużo czasu, może na szczęście, nie wiem czy wytrzymał bym patrząc na ekran i słuchając rozmów mojej załogi. Chociaż musiałem przyznać, że niektóre z nich były ciekawe. Dobrze było się dowiedzieć, że Ryan, Kaal i Hernandez znali się wcześniej, służyli razem w jednej z baz i przez krótki czas na innym okręcie niż Terror. Co prawda już sporo czasu się nie widzieli, ale widać było że zadowoleni byli z przydziału. O Skiff i Ners nie musiałem słuchać, w końcu wiedziałem, że to pierwszy ich przydział na okręcie. Nie zdziwiło mnie też za bardzo, że Ners szybko zawarła znajomość z innymi kobietami - oficerami. W końcu nie było ich tak dużo. Co do Skiffa, często rozmawiał z naszą ćwierć Romulanką o różnych rodzajach broni. Sonal i doktor również siebie znali. Wydawało się, że tylko szef nie ma wielu znajomych na okręcie, ale cóż napewno szybko kogoś pozna, ten okręt jest za mały aby pozostać anonimowym. Przerwałem swoje myśli gdyż właśnie rozpoczęła się dysputa o reformach Spocka. Oczywiście Sonal był ich mocnym zwolennikiem, o dziwo Ryan zgadzała się z nim. Ich głównymi przeciwnikami byli Kaal i taktyczna. W końcu ja sam odezwałem się-Cóż byliśmy trochę za bardzo represyjni wobec innych ras i dobrze, że to zmieniły te reformy. Jednakże za bardzo osłabiły Gwiezdną Flotą i przez to też zostaliśmy podbici- na pewien czas zapadła cisza i kiedy wydawało mi się, że obie strony będą mieli jakieś obiekcje odezwał się Lon-Panie kapitanie, wychodzimy z warp --Dobra, łączcie z okrętem prowadzącym-
Rozalijka była naprawdę ogromna - na około miała z minimum 1,5 kilometra i Terror był przy niej małym żuczkiem. Wyglądała jak wąż złozony z segmentów, które mogły pomieścić po 5 000 ton zboża.- Jest połączenie.- Kapitanie O'Connor. - przwitał cię stary Ferengi. - Jestem Qmek, dowódca tej ślicznotki. Dziękuję za zainteresowanie moim lotem. Lecimy teraz ku środkowi byłego Imperium i po drodze wypuścimy was koło Vagry. Czyli przez najbliższe 2 dni stanowicie moją ochronę. Rozalijka ma mocną broń, ale niestety jest kilka martwych punktów. Waszym zadaniem i Nabombanego będzie przeganianie ewentualnych gości od tych punktów i wabienie w zasięg dział dezruptorowych. Ma pan jakieś pytania czy lecimy?
-Żadnych pytań kapitanie - odpowiedziałem spokojnie -Możemy lecieć - popatrzyłem na swojego sternika. W samej rebelii było kilku jego rodaków, ciekawe czy chciał by z nimi porozmawiać. Zresztą nie ważne-Lon będziemy lecieli z prędkością Rozalijki ... przygotujcie się do eskortowania-
Rozalijka wskoczyła w warp 7 i zaczęła sie podróż.
Zapowiadała się nudna podróż, może i dobrze był czas aby wreszcie poznać swoich starszych oficerów w mniej nieformalny sposób. -Zapraszam was dzisiaj do swojej kwatery na imprezę. Poznamy się lepiej, napijemy - powiedziałem uśmiechając się -Powiedzmy o 18 - wszyscy powoli skinęli głowami. Nawet Vulcanin się zgodził-Pani Ryan mostek należy do pani do końca wachty - powiedziałem powstając ze swojego miejsca i udając się do ambulatorium. Doktor pochylony był nad komputerem i robił jakieś zapisy-O pan kapitan - powiedział gdy zobaczył mnie -Co pan robi doktorze?--Ohh to nic takiego, mały eksperyment. Obserwuję zmiany w psychice po długim okresie walk. Czytam coś co można by nazwać aktami, listy gończe itp. I porównuje je z obserwacjami i testami. Gdyby zechciał pan rozwiązać taki jeden? - -W sumie czemu nie, nie mam nic do ukrycia- Denobulanin uruchomił komputer i zaczęły wyświetlać się pytania. Pół godziny później skończyłem, doktor popatrzył na swojego padda -Porównam to z wcześniejszymi opisami pana --Świetnie panie Kalon, ale nie po to przyszedłem. Zapraszam pana dzisiaj na imprezę integracyjną starszych oficerów do mnie o godzinie 18--O napewno przybędę kapitanie, nie ominął bym takiej okazji do obserwacji ... i oczywiście poznania innych. Niestety ale nie mam tutaj zbyt wielu możliwości do tego, jak już ktoś mi się przydarzy to często jest małomówny - powiedział uśmiechając się. A ja ruszyłem w ostatnie miejsce=Maszynownia=-Panie Burg - powiedziałem na widok głównego inżyniera -Jak okręt--Chodzi jak złotko, musiałem wymienić parę rzeczy, ale nie było z nim większych problemów --Świetnie, niech pan posłucha dziś o 18 jest u mnie impreza integracyjna starszych oficerów. Proszę przyjść, pozna pan innych--Miałem robotę ... --Bez takich wymówek --... ale skoro pan kapitan nalega. Będę - odparł i uśmiechnął się. Skinąłem głową pozostawało tylko przygotować kwaterę=Kwatera kapitańska 17:30=Wymyłem się i przebrałem. Przygotowałem również "salon" swojej kwatery. Przysuwając parę krzeseł. Alkohol, cóż był z nim pewien problem i musiałem pozbyć się ostatnich zapasów. 1 butelka wina, dwie butelki whiskey i jakaś wódka. Byłem pewien, że inni coś przyniosą. =17:58=Dzwonek do drzwi wyrwał mnie z zamyślenia -Otwarte- gościem okazał się doktor i Sonal. Vulcanin ubrany był w długą szatę, w ręku trzymał małe zawiniątko. Natomiast doktor trzymał aż dwie rzeczy, jedna była sałatką a druga jakąś dziwną butelką. -Kapitanie, znając tradycję ... przyniosłem Vulcańskie porto - pierwszy odezwał się oficer naukowy. Podziękowałem i kazałem mu postawić je na stole. -Ja mam sałatkę a także Denobulańskie brandy - pochwalił się doktor, miałem mu odpowiedzieć, ale przewał mi dzwonek ... zaczęli się schodzić=18:15=Impreza powoli się rozkręcał, jak podejrzewałem każdy coś przyniósł. Szef skrzynkę piwa, Kaal dwie butelki wódki, Lon dwie butelki ginu, Hernandez romulańskie ale a Ryan jeszcze jedną butelkę whiskey. Poza tym Ners i Skiff przynieśli jakieś przekąski. Dziewczyny były ubrane w piękne suknie, trochę mnie to zdziwiło. Wyglądały na szyte na miarę, ciekawe czy replikowały je czy miały je już wcześniej. Ktoś otworzył pierwszą butelkę i rozpoczęły się rozmowy=21:30=Impreza trwała w najlepsze Sonal i Kalon wypili parę kieliszków a teraz krążyli między "grupkami". Ferengi pił z Aenarem co skończyło się dla niego wycieczką pod stół, chociaż operacyjny też nie był w najlepszej formie. Skiff i Ners siedzieli w kącie klejąc się do siebie. Ja opowiadałem Pavlowi, Annie i Ariennye kolejną historię- ... a on na to, nie to była moja ręka - wszyscy wybuchnęli śmiechem i wypili kolejną kolejkę=23:45=Musiałem przyznać, że impreza była bardzo udana. Wszyscy poznali się lepiej. Teraz dobiegała powoli końca. Skiff i Ners wynieśli się do siebie. Sonal i doktor również przeprosili wszystkich. Lon dalej spał, tak samo Aenar. Została nas czwórka: Pavel, Anna, Hernandez i ja.=0:30=Miałem już mocno w czubie. Pavel wyczołgał się do swojej kwatery, a dziewczyny powoli odpływały. Zresztą pierwsza powiedziała, że już nie może i gdzieś zniknęła. Popatrzyłem na taktyczną. -To po malutkim?- zaczęliśmy się śmiać a ja rozlałem do kieliszków i przy okazji trochę na stół. =1:15=Cóż musiałem przyznać, że rozmowa była ciekawa, chociaż strasznie pijacka. -Ojej kapitanie skończyła nam się butelka ... - powiedziała pijana w sztok taktyczna-Już ... już .... jest jeszcze ... jed ... na - wybełkotałem sięgając po wódkę .... rozlałem ... potem była tylko ciemność.
Ciemnośc, spokój i cisza...Ale nagle zawył czerwony alarm.- Paula Jansen do kogoś z obsady alfa. - odezwał się niepewny głos. - Mamy problem. Na czujnikach pojawił się patrol Sojuszu i zbliża się do nas w szybkim tempie. Sądząc po odczytach jest w nim K'Vort lub Vor'Cha. Może zechcecie zawitać na mostek?
Pulsujący ból głowy był nie do zniesienia. Trzeba było zwołać załogę, ale najpierw musiałem odnaleźć swój komunikator. Sięgnąłem rękę i cały czas z zamkniętymi oczami nacisnąłem go -Tu kapitan już idę - otworzyłem oczy w poszukiwaniu innych członków załogi.
Taktyczna lezała obok i spała w pozycji embrionalnej. Spod stołu wystawały jakies nogi. Dość krótkie, więc zapewne to był Lon. Reszty załogi nie widziałeś.
Lona szturchnąłem nogą, kiedy spod stołu doleciało mnie coś, co mogłem uznać, za próbę komunikacji powiedziałem -Wstawaj, mamy na radarze gości z Sojuszu - po czym odwróciłem się i dotknąłem taktycznej za rękę -Hernandez wstawaj idziemy na mostek - zobaczyłem jak otwiera oczy, chyba nie zdawała sobie sprawy co tutaj robi -Na mostek - Nie czekając dłużej na nich wyszedłem z kwatery i udałem się do turbowindy Wpadłem na mostek kierując się od razu na swoje miejsce -Raport -
Jansen okazała się małą blondynką z dziwnie pomarszczoną twarzą - zapewne po jakims nieludzkim przodku. Zeszła z fotela kapitańskiego i odparła:- Za 10 minut będą obok nas, ale już teraz przekazali swe plany. Zamierzają przetrząsnąć Rozalijke w poszukiwaniu nielegalnych rzeczy. Podobno sytuacja na Ziemi się zaostrzyła. Nawet na propagandowym kanale mówiono coś o serii zamachów w Moskwie.
-Połączcie się z Rozalijką - kiedy na ekranie pojawiła się twarz Ferengiego rzuciłem -Kapitanie mam nadzieję, że w zbożu jest tylko zboże - rzuciłem, z tak silnym patrolem mogło by być ciężko, dlatego lepiej nie wykonywać agresywnych ruchów. Usiadłem na swoim fotelu-Żadnych gwałtownych akcji ... - powiedziałem ni to do siebie ni to do załogi
