Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Podzieliłem kajuty przyznając dwuosobową Ners i Skiffowi, resztę dzieląc na chybił trafił. Pozostawało tylko odnaleźć swoje rzeczy i rozłożyć się w kajucie. Potem chwilka relaksu.
Rzeczy leżały spakowane w kilka marynarskich worków. Nikt ich nie pilnował, ale też nikt z załogi się nimi nie interesował. Na każdym było napisane imię i nazwisko właściciela.
Złapałem swój worek. Właściwie jedyną rzeczą jaka naprawdę mnie w nim interesowała to mój pistolet. Reszta była mniej ważna.
Na szczęście w środku było wszystko. Sprawdziłeś to osobiście w kajucie.
Włożyłem swoją broń do pasa i położyłem go na szafie. Postanowiłem jeszcze raz się wykąpać i przebrać w odpowiedniejszy strój.
Łazienka miała wyższy standart niż te, które do tej pory spotykałes na Raiderach i Defiantach. Prysznic był ciepły i odprężający i do tego nie musiałeś się martwić racjonowaniem wody.Po wyjęciu rzeczy z worka wybrałeś prosty strój, który zreplikowała ci Estelle.
Przepiąłem się dodatkowo pasem z bronią, w końcu przezorny zawsze ubezpieczony. Usiadłem przy jednym z paneli komputerowych i wywołałem raporty, mogłem sobie poczytać dopóki nie przyjdzie "przewodnik"
Raporty były podzielone na dwie części: pierwsza to oficjalna propaganda Sojuszu, w której dzieln żołnierze gromili Terran niczym herosi z antycznych czasów, druga, bardziej obiektywna opisywała kilka ostatnich akcji rebelii: ataki na konwoje, posterunku, patrole, a nawet krótkotrwałe przejęcie jednej kopalni dilithium na Mirze. Zauważyłes jedną rzecz - to nie były już tylko potyczki w okolicy Badlands lub planet centralnych byłego Imperium, a skoordynowane akcje w całej alfie i becie. Nawet na pograniczu Gorn i wolnych planet na wschodzie rebelia zniszczyła kilka patroli.
Cóż wystarczyło dodać dwa do dwóch. Pośpiech w poszukiwaniu dobrych dowódców i tyle akcji, aby dojść do wniosku, że szykowała się wielka ofensywa, albo kilka mniejszych. Świetnie, chciałem znów wziąć udział w czymś dużym. Tak jak dawno temu przy Terok Nor, czy kilku innych planetach. Nazwisko O'Connor mogło znów zapisać się w annałach. Jak dobrze pójdzie to pierwszy milion za swoją głowę chciałem osiągnąć w ciągu paru miesięcy, a potem będzie już z górki. Zresztą trzeba podenerwować odpowiednie osoby: Regent Worf, Gul Dukat, Intendentka Kira i jeszcze parę gwiazdek. Odchyliłem się na krześle uśmiechając się, szykowała się niezła zabawa.
Chwilę jeszcze rozmyślałeś o przyszłej chwale i brutalnie przerwał ci to Krezfh, który połączył się z kajutami zajętymi przez gości z transportowca.- Jeśli ktoś chce zobaczyć okręt to zbiórka pod turbowinda numer 3.
Podniosłem się z krzesła i ruszyłem pod turbowindę. Chciałem dobrze się przyjrzeć temu okrętowi, nie miałem jeszcze okazji być na takim z lustrzanego wszechświata ... nie licząc Defienta, które były zbudowane na przykładzie jednego. A jak już się znajdę, kiedyś w lustrze to mogę podkusić się o podprowadzenie im jednego okrętu, może nawet lepszego niż ten tutaj. Spokojnym krokiem doszedłem pod turbowindę czekając na resztę ekipy, jak zauważyłem okrętem były zainteresowane, oprócz mnie, dwie osoby z mojego zespołu Sam i Lon. Chociaż nie wiedziałem, czy Ferengi nie był bardziej zainteresowany kobietami. Nausacianin popatrzył na nas, po czym skinął ręką. -Pierwszy przystanek maszynownia- Po wyjściu od razu rzuciła mi się w oczy "wielkość" tego pomieszczenia. To była maszynownia, jako CEO gniotłem się w małym Raiderze. Z błyskiem w oku oglądałem reaktor-To się nazywa okręcik. Założę się, że może spokojnie osiągnąć warp 9, 5- Najbardziej mnie zaskoczyło biuro dowódcy maszynowni, przyzwyczaiłem się do jednego "biurka". Widziałem, że Sam przyglądała się panelom, ale Lon wyglądał na znudzonego maszynownią. Następna była mesa. Podobna do Defiantowej, chociaż dużo większa. Zatrzymaliśmy się tutaj na chwilę, na małą kawę i herbatę. Holodecki były duże i było ich wiele. Prawdziwa rozrywka dla załogantów, lustrzaki wiedzieli jak o siebie dbać i jak się bawić.Były też inne pomieszczenia rozrywkowe: Baseny, siłowni, boiska. Świetny okręt. Oglądanie broni było jeszcze ciekawsze, uzbrojony po zęby: 15 wyrzutni torped i 6 fazerów. Po około półtorej godzinki spacerku wylądowaliśmy na mostku, gdzie siedziała Ania Sobieski. Najgorsza suka w całej terańskiej Rebelii.
_ proszę, proszę. - przwitała cię. - I jak się podoba mój okręcik?Mostek był duży i schludny. Każdy pracujący oficer miał stanowisko siedzące. Fotel kapitański był na podwyższeniu i odrobinę za duży jak na Annę.
Uśmiechnąłem się szeroko - Przestronny, wygodny i do tego ma zęby - odpowiedziałem spokojnie -Podoba mi się a jakże. Z takim okrętem można napędzić stracha paru śmierdzielom - dodałem rozglądając się po mostku
- Taki może załatwic Vor'Che nim zdołają wysłać sygnał alarmowy. - odparła. - A teraz zapraszam do pokoju kapitańskiego. Musimy omówić pańską... niesubordynację. - na mostku zapadła kompletna cisza, a załoganci zaczeli patrzec na ciebie jak na umarłego.
Uśmiechnąłem się szeroko zarówno do niej jak i do załogi. Byłem przyzwyczajony do patrzenia śmierci w oczy i śmiania się w twarz niebezpieczeństwu. Może czasami za bardzo liczyłem na moje szczęście, ale w końcu ono sprzyjało lepszym.-Oczywiście - odpowiedziałem i ruszyłem za nią.
