Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
- Ja... - odpowiedziała Caitanka, ale jej dalsza częśc odpowiedzi została zagłuszona.Telepatka kiwnęła głową przez łzy i wzięła do ręki dezruptor.- Znajdź... cos... na ten... ból... - wyszeptała z trudem.Korytarz był pusty, ale nagle zauważyłes coś leżące na ziemi. Był to porzucony kardazjański padd,
Podniosłem padd, przycupnąłem za stertą metalu, otworzyłem go i zacząłem go czytać. Podejrzewałem, że mógł nie zostać tu zostawiony przez przypadek, a mogły w nim znajdować się jakieś interesujące informacje. Miałem nadzieję, że H'Kress zdoła się utrzymać chwilę dłużej.
"Cześć! I jak Ci się podoba symulacja? Myślałeś, że trafisz na bezbronne kobietki, ale tego typu symulacje ćwiczymy od kilku lat. Akurat uszkodzony Galor jest moją ulubioną.Do zobaczenia. CałuskiEstelle"To była cała treść na paddzie.
Rzuciłem paddem rozbijając go na drobne kawałki-Pocałuj mnie w moją Irlandzką dupę- powiedziałem do nikogo w szczególności. Po czym ruszyłem mając nadzieję, że zdążę pomóc dziewczynom przy mostku. Idąc do przodu uruchomiłem komunikator-Skiff, H'Kress raport-
- Tu Skiff, idziemy na mostek. Na razie omijamy Kardachów. Brak kontaktu z sparingpartnerkami. Co się dzieje z H'kress? Nie mamy z nimi kontaktu od 10 minut. Straciliśmy też trikordery. Coś zakłóca ich działanie. Są bezużyteczne.Nim zdążyłes odpowiedzieć usłyszałeś dalekie krzyki:- Za tą suką! Amar, bierz trzech i zajdź ją z boku.
Przygotowałem się do strzału i zacząłem iść pochylony w stronę skąd nadchodzą krzyki. Postanowiłem zakraść się jak najbliżej, zobaczyć co się dzieje, jeżeli będzie to możliwe i założyć na nich zasadzkę, no chyba, że będzie można wcześniej uratować kogoś z drużyny, wtedy po prostu ich wykończę. Zbliżałem się w stronę głosów ...
Rozległy się strzały. Usłyszałeś wrzask i kanonadę w odpowiedzi. Zapewne jeden z Kardazjan zginął.Gdy wyjrzałeś za załomu zauważyłeś na końcu krótkiego korytarza 3 Kardachów. Jeden z nich leżał martwy na podłodze, dwaj pozostali ostrzeliwywali niewidocznego przeciwnika.
Nie było czasu zastanawiać się kogo ostrzeliwują, wyskoczyłem za zakrętu i rzuciłem się na podłogę. Wycelowałem w pierwszego i posłałem w niego 3 strzały mierząc dwa w tors i jeden w głowę, zanim drugi zorientował co się dzieje, wystrzeliłem ponownie 3 razy: dwa razy w tors, raz w głowę. Kiedy upadli wstałem i szybko pobiegłem wyjrzeć kogo ostrzeliwali, byłem gotowy strzelać gdyby był to któryś z przeciwników.
Lekko zdziwiła ciebie cisza. Nikt nie odpowiadał ogniem.- Glinnie. - odezwał się komunikator jednego z martwych Kardazjan. - Obca została zlikwidowana. Co mam zrobić z ciałem? Glinnie?
Schyliłem się i podniosłem komunikator Cardasiana, jednocześnie patrząc na jego broń. Z komunikatora nadal dobiegały głosy, sprawdziłem czy mogę wyśledzić skąd dobiega transmisja. Cardasianin cały czas próbował wywołać dowódcę, zaczęło mnie to nużyć. Na mojej twarzy pojawił się uśmieszek, używając trikordera spowodowałem zakłócenia urządzenia, tak że głos będzie nie do rozpoznania-Wracaj tutaj i weź ciało- potem wyłączyłem się, zdezintegrowałem trupy i poszukałem dobrego miejsca na zasadzkę "Zwierzyna sama włazi w sidła" pomyślałem czekając na kolejnego Cardacha
- Tak jest. - odpowiedział.Po kilku chwilach usłyszałeś kroki. Szło ich trzech, prowadził zapewne ten co z toba rozmawiał, dwóch za nim niosło ciało w worku.- Glinnie, mamy ciało. - zameldował prowadzący.
Bezszelestnie podniosłem broń. Wokół nie było nikogo kto mógł zauważyć błysk w moim oku i drapieżny uśmiech na twarzy. Wycelowałem. "Jeszcze krok, jeszcze jeden krok" pomyślałem i ku mojemu szczęściu Cardasianin dał mi go. Był to jego ostatni krok w życiu. Odezwała się moja broń posyłając go w diabły, nie dałem czasu zareagować pozostałej dwójce, wyskoczyłem i wystrzeliłem do nich. Gdy uporałem się z nimi, podszedłem do worka, zobaczyć kogo zabili.
Rozerwałeś worek i odetchnąłeś z ulgą. W środku było ciało Arany Bronk. Pozostało tylko 5 z drużyny Tavika.
Uśmiechnąłem się szeroko, gdyż w mojej głowie zrodził się szatański plan, którego by mi pozazdrościł Szalony Jack O'Banon z różnych historyjek. Przeszukałem jej ciało w poszukiwaniu jakiś ciekawych rzeczy, przede wszystkim interesował mnie zaś komunikator. Gdy go znalazłem zniknął w mojej kieszeni. Przeszukałem również ciała Cardasian. Po chwili zdezintegrowałem wszystkie. Miałem teraz wszystkie komunikatory, nie dość, że mogłem podsłuchiwać dawało mi to możliwość pewnej zabawy. Najpierw uruchomiłem komunikator Arany, znów wprowadziłem zakłócenia oraz dodatkowo trzaski: -Tu Ara tssss kłop tssss na poklad tsss 8 potrzebn tsss pomoc- po tej wypowiedzi dałem masę trzasków i wyłączyłem go, żeby nie mogli mnie nakryć. Wyjął Cardasiański komunikator, używając tej samej sztuczki -Tu Glinn tssssss obcy tsssss duzo tssss poklad 8 bronić tssss natychmiast tsss wszy tsss możliwi- wysłałem ich dwa pokłady niżej dawało mi to trochę czasu, chociaż nie będę mógł zobaczyć jatki. Cóż nie można mieć wszystkiego. Wyłączyłem i go.Ruszyłem w swoją drogę, włączając swój komunikator-Raport-
- Tu H'kress. Jesteśmy koło maszynowni. Na razie spokój. Kiedy dołączy LeCoeur?- Sama se chodź te kilometry omijając Kardachów. - odpowiedziała jej włamywaczka. - Mineliśmy środek. Za jakieś 10-15 minut będziemy w okolicy.- Co u ciebie, szefie? - zapytał Skiff.
