Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
-Jasna cholera- wyrzuciłem z siebie nakładając jak najszybciej swoje ubrania i zapinając pas z bronią, co prawda nie byłem członkiem załogi, ale nigdy nie wiadomo kiedy umięjętności mogą się przydać. Wybiegłem z kwatery i ruszyłem na mostek.
Wszedłeś na mostek akurat by zobaczyć B'Rela i Hideki zbliżające się do transportowca w warp.- Przechwycą nas za 3 minuty. Mamy rozkaz wyjścia z warp na tych koordynatach.- Wykonać. - rozkazał kapitan. - I przygotować nasze uzbrojenie. Aktywacja na mój znak.
Spojrzałem na kapitana -Jakie mamy uzbrojenie? Mogę jakoś pomóc?- rozejrzałem się po mostku, wątpiłem abyśmy mieli szanse z takimi jednostkami, oby ktoś tutaj był.
- Mamy kilka banków dezruptorów i przednia wyrzutnię torped fotonowych. Oficjanie. Bo nieoficjalnie dwa mocne fazery na rufie do bicia piratów ogonowych. Na ten patrol raczej za mało by szybko ich zniszczyć. A jak zrobimy to wolno to przybędą posiłki. - kapitan mówił spokojnie, ale był zdenerowwany i mocno spocony. - Proszę udawać bogatego, terrańskiego kupca lecącego na kardazjańskie ziemie nawiązać nowe kontakty handlowe. A w razie wpadki proszę szybko strzelać.
Uśmiechnąłem się szeroko -Jasne ... spróbujemy coś zrobić, jeśli pan kapitan pozwoli ... mam wśród swoich ludzi prawdziwą magiczkę komputerową, może uda nam się zmącić trochę w systemach Sojuszu- po tych słowach nie czekając na odpowiedź podniosłem komunikator -Sam, chodź proszę na mostek, możesz się przydać ... i weź H'Kress- odłożyłem komunikator -Jak się z nami połączą to może nie będzie tak źle-
- Jestem otwarty na wszelkie propozycje. - odparł kapitan. - Tym bardziej, że wiozę trochę sprzętu dla was. - dodał ciszej.Sam i H'kress pojawiły się na mostku, a transportowiec wyszedł z warp w wyznaczonym miejscu, gdzie czekał już patrol.- Przygotować się na inspekcję. - rozkazał dowódca Hideki.
Podszedłem do obu kobiet i uśmiechając się szeroko powiedziałem szeptem-Sam, spróbuj namieszać im w systemach, przede wszystkim nie mogą wysłać wołania o pomoc gdyby doszło co do czego ... jeżeli uda ci się zrobić coś więcej ... wysłać ich do diabła, to będę twoim dłużnikiem - kiedy złodziejka - hackerka skinęła głową popatrzyłem na H'Kress -Kotku stój koło mnie i wyglądaj groźnie- odwróciłem się w stronę ekranu-Mówi Mike Ainsel - to był pewien żart w Irlandzkiej legendzie pewien chłopak zabił giganta podczas zabawy z nim ... przedstawił się mu jako My Ainsel co oznaczało Ja sam, więc kiedy gigant zaczął się skarżyć umierając jego ziomkowie, uznali, że sam się skrzywdził -Panie Kapitanie jestem umówiony na ważne spotkanie biznessowe, na które nie mogę się spóźnić, czy możemy jakoś porozmawiać o tej inspekcji-
- Oczywiście, że możemy. - odparł. Po chwili był już na mostku w otoczeniu czterech żołnierzy. - Słucham, co ma pan do powiedzenia.
-Cóż widzi pan kapitanie, jestem biznesmenem a jak pan wie czas to pieniądz, dlatego nie będę przedłużał swojej mowy. Jestem umówiony na arcyważne spotkania, nie mogę się na nie spóźnić, gdyż w grę wchodzą duże pieniądze, muszę się dostać tam jak najszybciej. Czy nie dało by się przełożyć tej inspekcji? Przyspieszyć? Wie pan z pewnością jest tu więcej okrętów, a ja muszę być na swoim spotkaniu - starałem się wyglądać na spokojnego, ale mówiłem podniesionym głosem. Jednocześnie obserwowałem Cardasianina uważnie.
- Przykro mi, obowiązują mnie przepisy. - odpowiedział glinn, choć dało się zrozumieć, że aż takim służbistą nie jest. - Według manifestu przewozicie w dzisięciu sekcjach ładunkowych 22 500 ton czystego duranium i drozbiazgi w ostatnim dzisiątym. Moi żołnierze sprawdzą tą sekcję.- Oczywiście. - odparł kapitan. - Wydam dyspozycję podwładnym by szybko umożliwili inspekcję.Kapitan transportowca odszedł, zaś glinn pozostał przy tobie, bo jego żołnierze sprawdzali odczyty na ekranach i pilnowali obsadę mostka.
Byłem gotowy na wszelkie niespodzianki lekko się odprężyłem opuszczając ręce bliżej tułowia, jednocześnie popatrzyłem na glinna -Wygląda pan na zmęczonego. Ciężka stresująca praca?- Cardassianin popatrzył na mnie i miał zapewne już coś powiedzieć, jednakże nie dałem mu dojść do słowa, uśmiechnąłem się szeroko-Rozumiem, rozumiem. Wie pan sam miałem podobne problemy, handel jest stresujący, chociażby kiedy okazuje się, że transport Gagh staje się bezwartościowy bo wszystkie robaki zdechły. Wie pan co wtedy robię? -Cardassianin pokiwał głową -... wypoczywam i pan też powinien tego spróbować, a jakie miejsce jest lepsze do wypoczynku niż własny kąt? Własny domek letniskowy a dla bogatszych nawet planeta letniskowa - Cardassianin popatrzył na mnie a ja machnąłem ręką -Ale własna planeta to takie prozaiczne, najczęściej co można dostać to jakiś księżyc w zapyziałej części Sojuszu. Nie ma jak się rozerwać, a widzę, że pan trochę rozrywki potrzebuje - podszedłem do niego bardzo blisko cały czas uśmiechając się nachyliłem się lekko do ucha -Plaża, słońce przez cały czas, mały domek nad skałami, a w dole ciepłe wody oceanu uderzające o niego ... wie pan o czym mówię? Promocyjne ceny dla oficerów Sojuszu, a domki takie, że Legatci będą panu zazdrościć. Jak pan chce możemy porozmawiać o cenie ...-
Kardazjanin udał, że nic nie rozumie, ale...- Wy trzej, sprawdzcie pokład poniżej. Ty pilnuj mostka. Ja idę sprawdzić gabinet kapitana i pokój odpraw. Zechce mi pan towarzyszyć czy mam to zrobić sam? - udał wściekłość, ale widać było, że chciał pogadać z tobą i kapitanem na osobności.
Rozłożyłem ręce w geście rozpaczy -Oczywiście, oczywiście, pójdę z panem - powiedziałem spokojnym tonem, chociaż w duszy zaśmiewałem się, jak dobrze pójdzie to nie tylko będzie po kontroli, ale jeszcze zgarnę kasę od Cardassiańskiego glinna.
Za wami poszedł też kapitan transportowca.- Rozumiem, że panowie chcą wspomóc fundusz wakacyjny Centralnego dowództwa? - zapytał bez ogródek glinn, jak tylko zamknęły się drzwi.
Usiadłem na jednym z miejsc i skrzyżowałem nogi na biurku.-Ohh widzi pan, jak już mówiłem spieszy mi się bardzo na spotkanie handlowe, ten dobry kapitan wiezie na nie mnie i moich pracowników. Ja handluje wszystkim co ma jakąś wartość, a obecnie jest nią ziemia. Otóż pędzę aby zapłacić ostatnią ratę za 10 domków na Risie, spieszę się bo według umowy, jeżeli nie zdążę stracę prawo. Co prawda oddadzą mi pieniądze, ale nie wszystkie i będę na tym naprawdę stratny ...- przerwałem na chwilę i uśmiechnąłem się do glinna -Te domki są już właściwie moje ... a ponieważ istnieje pewien zwyczaj, który mówi, że pierwszy nabywca przynosi szczęście, jestem w stanie sprzedać jeden po bardzo, ale to bardzo atrakcyjnej cenie- usiadłem wyprostowany -Gdzie moje maniery, pan kapitan na pewno nie będzie miał nic przeciwko małemu drinkowi?-
