Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Uśmiechnąłem się chociaż smutno -Cóż obawiam się, że gdybym nie otrzymał swojego okrętu to bym oszalał, będę jednak o tobie pamiętął - po wypowiedzeniu tych słów póściłem do niej oczko i wyszedłem z sali.
Odetchnąłem głęboko, nie wyszło to dokładnie tak jak planowałem, ale mówiło się trudno. Może Estelle miała rację? Miałem talent do zakochiwania się w nieodpowiednich kobietach, przez które później miałem kłopoty ... zresztą kłopoty znajdowały mnie zawsze. Uśmiechnąłem się do swoich myśli, taki już byłem, na szczęście z większości wychodziłem bez większego szwanku, dzięki swojemu wielkiemu, nawet jak na Irlandczyka szczęściu.
Westchnąłem i udałem się do holodecku, skoro będą potrzebni dobrzy kapitanowie miałem zamiar trochę potrenować. Wpisałem najróżniejsze symulacje: Rajder, Defiant. Z powodu ręki darowałem sobie walki na pokładzie, a tylko dowodziłem ze swojego fotela.
Nie zauważyłem nawet kiedy zrobiło się dobrze po północy, po zapisaniu symulacji udałem się do kwatery Estelle. Wszedłem po cichu do środka, ale ona już spała. Cóż może to i dobrze, czułem się trochę głupio, to prawda przez pewien czas chciałem po prostu wskoczyć jej do łóżka, ale potem zaczęła mi się coraz bardziej podobać, co nie było dobrze, nie był to najlepszy czas na ponowne zakochiwanie się.
Położyłem się w łóżku i zasnąłem.
Kiedy obudziłem się z samego rana szybko zjadłem śniadanie i poszedłem się umyć. Estelle nie było już w kwaterze, ale nie myślałem o tym. Poruszyłem ręką, która wydawała się już zdorwa. Postanowiłem trochę ją rozćwiczyć.
Do obiadu, poszedłem na basen, siłownię i pobiegałem. Chociaż wykonywałem ćwiczenia, zrobiłem ich mniej niż zazwyczaj, nie chciałem jej nadwyrężać, chociaż z tego co czułem, już jutro będzie wszystko jak dawniej. Obiad zjadłem w samotności w mesie, a po nim ruszyłem na holodeck, aby powrócić do swojej symulacji: szturm na stację, walka z przeważającymi siłami wroga, atak na konwój. Nie wszystkie wygrywałem, niektóre były piekielnie trudne, ale we wszystkich zadawałem wrogom poważne straty. Jednakże w prawdziwej wojnie, nie chodziło o to aby zginąć za swoją sprawę, ale by tamci zginęli za swoją.
=Kontakt z Rebeliantami=
W dniu kontaktu z rebeliantami nie zostałeś nigdzie wezwany, a sam okręt nawet nie zwolnił.
=2 dni do opuszczenia pokładu=
Nie pozostało zbyt wiele czasu, a ja postanowiłem w większości spędzić go ćwicząc swoją rękę. Pływałem, byłem na siłowni, robiłem pompki, biegałem, strzelałem, walczyłem wręcz i boksowałem. Ręka była zdrowa co bardzo mnie ucieszyło, postanowiłem podziękować doktorkowi przy okazji. Koniec dnia nie różnił się od poprzednich : holodeck.
=1 dzień do opuszczenia pokładu=
Zbliżał się ten czas, ja cały dzień spędziłem intensywnie ćwicząc na holodecku, szczerze powiedziawszy, nie chciałem się widzieć teraz z Estelle, miałem za duży mętlik w głowie.
=Dzień opuszczenia pokładu=
Ranek spędziłem tak jak ostatnie, potem wróciłem do kwatery i przebrałem się w swoje rzeczy: jeansy, skórzana kurtka, pas z bronią. Tak udałem się do Tavika, chciałem z nim pogadać. Na szczęście znalazłem go w jego kwaterze. Zadzwoniłem a po chwili wszedłem do środka, Vulcanin wydawał się lekko zdziwiony mnie widząc. Mimo to odchrząknąłem i zacząłem mówić.
-Wiem, że nasza współpraca układała się różnie ... jednakże, myślę, że nie było tak źle. - uśmiechnąłem się -Wiem, że ma pan duże wpływy w szeregach Rebelii, miał bym dużą prośbę, jeżeli mógł by się pan za mnie wstawić. Walczę od 10 lat i chociaż nie mam dużego doświadczenia w samodzielnym dowodzeniu, robiłem to tylko w wypadku śmierci moich dowódców, wiem że dam sobie radę. Gdyby mógł się pan za mnie wstawić, nie chcę dowodzić jakąś kupą złomu, a obawiam się, że taki okręt mógł bym dostać ... gdyby pan się za mnie wstawił to jestem pewny, że dostał bym lepszy okręt ... co pan powie?-
- Odpowiem, że admirał Leeta pytała się mnie o referencje i ocenę. Niestety nie nadaje się pan do misji wywiadowczych. jest pan arogancki, bezczelny i pewny siebie. Jednak są to doskonałe cechy oficera polowego. Poleciłem pana jako kapitana, ale osobiście wątpię czy dostanie pan Defianta. Mamy ich obecnie za mało, więc zapewne będzie to raider klasy Antares.
Przez chwilę zastanawiałem się czy Vulcanin chciał mnie obrazić, ostatecznie zdecydowałem się potraktować to jako komplement. -Cóż miałem cichą nadzieję na Defianta, ale jak go nie dostanę to ukradnę najwyżej jakiś okręt Sojuszowi - uśmiechnąłem się szeroko -Zrobił by się u nich mały bałagan, gdyby stracili taki okręt- po chwili odwróciłem się wychodząc w stronę wyjścia -Cóż mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się po wojnie - wyszedłem z jego kwatery przypominając sobie dane, które zapamiętałem o klasie Antares.
W kwaterze obo walizek z twoimi rzeczami czekała Estelle.- Za godzinę twoja drużyna zostanie przeniesiona na talariański transportowiec. Więc przez godzinę możesz jeszcze zrobić to co chciałeś, ale nie miałeś szansy.
Uśmiechnąłem się i pomyślałem, że na pożegnanie dostanę coś, więcej niż liczyłem. Podszedłem do niej i delikatnie pogłaskałem po włosach, odsuwając je jednocześnie za uszy, aby odsłonić oczy. Popatrzyłem w nie głęboko-Masz naprawdę piękne oczy- po czym przysunąłem ją do siebie i namiejętnie pocałowałem. Całując ją zacząłem jednocześnie prowadzić ją w stronę łóżka, w końcu wiedziałem co chciałem, a na co szans nie miałem. Godzina to dość czasu, najwyżej się trochę spóźnię, pomyślałem kładać się obok niej i rozbierając ją.
Okazał się, że nie tylko była ekspertką w oszukiwaniu Sojuszu, ale też w całkiem innych sprawach.Minęła prawie godzina, gdy tavik poinformował, że talariański transportowiec jest w zasięgu teleporterów.
Usiadłem na łóżku cały czas będąc pod wrażeniem, jeszcze raz popatrzyłem na Estelle, była naprawdę pieknę i niesamowita. Pochyliłem się i lekko pocałowałem ją w usta-Uważaj na siebie Estelle, nie daj się zabić- powiedziałem do niej i zacząłem się ubierać. Kiedy byłem gotowy nacisnąłem komunikator =/= Drużyna do pokoju transportera =/= Podniosłem swoje walizki i ruszyłem mając nadzieję, że będę już tam na mnie czekać.
Gdy juz pojawili się wszyscy tylko Iliana nie miała ze sobą bagaży.- O'Connor, postanowiłam przyłączyć się do załogi Tavika. - rzekła. - Nie przenoszę się na transportowiec.
Poczekałem, aż wszyscy wejdą na transportowiec i popatrzyłem na Ilianę. To nie była prywatna firma, gdybym się uparł mógł bym zmusić ją do powrotu z nami. Tylko po co? Uśmiechnąłem się lekko i powiedziałem-W takim razie życzę powodzenia, jeżeli o mnie chodzi nie będę robił wam problemów. Mam nadzieję, że będziecie razem z doktorkiem szczęśliwi- wszedłem na podest i ustawiłem się wraz ze swoimi bagażami obok swoich ludzi -Pamiętajcie czasami o starym O'Connorze i wypijcie od czasu do czasu za jego szczęście ... pozdrów jeszcze raz ode mnie Estelle - poczekałem chwilę, a kiedy betazoidka nie odpowiedziała, rzuciłem krótkie -Impuls-I razem z moją drużyną zniknąłem w poświacie transportera.
Na transportowcu przywitał cię Ferengi.- Lon, kupiec i nie tylko. Masz interesujący towar. - popatrzył na resztę zespołu. - Zostaniecie odwiezieni do bazy Napoleon. Tam czeka na was niespodzianka.
Uśmiechnąłem się szeroko -Mam nadzieję, że to będzie miła niespodzianka- powiedziałem spokojnie -Kto dowodzi okrętem i za ile przybędziemy do bazy?- zapytałem spokojnie schodząc z podwyższenia transportowca. Ten Ferengi przez niespodziankę miał na myśli okręt, byłem tego pewien. Baza Napoleon ... zastanowiłem się, osobiście chyba nigdy tam nie byłem, ciekawe kto nią dowodzi?
- Będziemy tam za dwa dni, o godzinie 17.15. Niestety mamy tylko dwuosobowe kwatery, więc sami musicxie się podzielić. Mamy holodek i jesli chcecie skorzystać to musicie porozmawiać z kapitanem Olishem, który zresztą zaprasza do gabinetu pana O'Connora.
Popatrzyłem na swoją drużynę. Wiedziałem, że jakoś sobie poradzą z rozłożeniem się w kwaterach, chociaż powinien być ktoś za to odpowiedzialny.-Ners- popatrzyłem na pół Bajorankę -Wybierz dla nas jakieś kwatery i rozdziel je. Zanieście także moje rzeczy- kobieta skinęła głową a Skiff złapał moją walizkę, kiedy wyszli z pomieszczenia popatrzyłem na Ferengiego-Prowadź do kapitana, chętnie z nim porozmawiam-
Ferengi zaprowadził cię na mostek i pozostawił w gabinecie.- Witam, panie O'Connor na moim skromnym statku. - rzekł Talarianin. - Mam do przekazania panu ostatnich danych o Sojuszu. Informacje zdobyte przez zespół Tavika potwierdziły się. Będzie przeprowadzona inwazja na drugi wszechświat. Dokładnie juz jest w toku, ale główne uderzenia pójdą w ciągu kilku dni. Musimy przeszkodzić Sojuszowi na tyle ile się da. Są zagrożone nasze bazy szkoleniowe, stocznie i inwestycje. Do tej pory namierzyliśmy jednen prawdopodobny punkt, skąd pójdzie atak, lecz nie są to pewne dane. Słyszałem, że ma pan doświadczenie w marynarce. Dokładnie jakie?
Uśmiechnąłem się. Dokładnie jakie? Dziwne pytanie, ale skoro byłem gościem na jego okręcie to mogłem odpowiedzieć. -Cóż walczę od 10 lat, zaczynałem moją służbę jako mechanik, byłem również przez pewien czas szefem maszynowni. W wieku 22 lat byłem już drugim oficerem i szkoliłem się na dowódcę, w wieku 24 lat zostałem pierwszym oficerem, więc doświadczenie mam całkiem sporo. Co do osiągnięć? Chyba trzeba by długo opowiadać, wymienię może tylko takie najważniejsze. Toczyliśmy potyczkę niedaleko Trilla, kiedy zginął XO a kapitan został ciężko ranny. Przejąłem dowodzenie okrętem i grupą Raiderów. Udało nam się pokonać dużo większe zgrupowanie wroga niszcząc dwa Galory i jedną Vor'che oraz uszkadzając ciężko kilka mniejszych. Ostatnio również przejąłem dowodzenia w środku potyczki i również ją wygrałem, chociaż co prawda musiałem się wycofać. Walczyłem w bitwie kiedy straciliśmy kontrolę nad Bajor. Dostałem wtedy tymczasowo małego Rajdera i mimo zniszczenia mojego skrzydła udało mi się schować i uciec po bitwie, w czasie kiedy flota Sojuszu latała sobie koło nas. Ruszyłem tak, że mogli tylko czuć moje wyziewy, wcześniej posłałem jeszcze niespodziankę na pokład Hideki ... to są moje najważniejsze osiągnięcia, na "samodzielnym" stanowisku, nie będę zanudzał historią o całej służbie ...- przerwałem na chwilę i popatrzyłem na niego-Cóż u mnie w rodzinnie tradycje służby w marynarce są utrzymywane od dawna, mój dziadek to William O'Connor wiceadmirał i bohater bitwy spod Vulcana w 2335. - powiedziałem nie bez dumy-A dlaczego pan kapitan pyta?-
