Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Tavik połączył się z okrętem i rozkazał namierzyć McPersona. Po chwili otrzymał namiary.- Poczekajcie tu. - rzekł i wrócił na salę. Tam poszukał szefa ochrony i zażądał pozwolenia na transport swoich ludzi. Potem, zgodnie z wytycznymi z okrętu, znalazł O'Connora pod stołem z dośc paskudną raną postrzałową.- niech to szlag. - warknął i wraz z rannym przeniósł się na transportowiec.Skiff i reszta zeszła z podestu, gdy pojawił się Tavik i O'Connor.- Przenieście go do ambulatorium i wezwijcie naszego doktorka. - ranny rozpłynął się w blasku.
Skiff gwizdnął przeciągle, z tego co widział rana nie wyglądała najlepiej. Podszedł do Jennifer-Nie widziałem jej za długo, ale rana wyglądała paskudnie. Dobrze, że jest doktorek powinien go z tego wyciągnąć - powiedział spokojnie
Andoriański doktor wpadł do ambulatorium w połowie ubrany (przebywał akurat w kwaterze Iliany) i zaczął badac rannego. Choć rana wyglądała dość obrzydliwie to nie było zagrożenia życia.Wyjął przyrządy i zaczął łatanie O'Connora. Trzeba było tylko skolonować kość oraz zregenerować wypalone mięśnie oraz skórę. Pobrał wycinki i wsadził do urządzenia klonującego. Przy okazji zaapalikowal pacjentowi koktajl środków przeciwbólowych, znieczulających i pomagających w leczeniu rany.Po kwadransie zaczęł wypełniać ubytek w kościach, potem nałożył warstwami mięśnie. na końcu założył skórę i połączył go z resztą.Po zabiegu z dużej dziury pozostały tylko zaczerwienione brzegi oraz małe blizny. Wystaczyło tylko jeszcze raz zregenerowac skórę i nie będzie widac żadnych śladów.Tymczasem tavik zabrał Lire i Sam do swej kwatery, a Skiffowi i ners dał wolne.
Komandos wraz z oszustką udali się do swojej kwatery. Byli w końcu po całym dniu zabawy i chociaż mocno zmęczeni, mieli jeszcze sprawę do załatwienia w kwaterze.
Gdy Skiff i Jen załatwiali sprawę w kwaterze to powoli otworzyłeś oczy. Byłes na początku trochę zdezorientowany, ale po kilku chwilach zrozumiałeś gdzie się znajdowałeś.- Witam pacjenta. - rzekł Treneth. - Na razie proszę się nie zrywac z łóżka bo mieśnię moga się pozrywać.
Uśmiechnąłem się -Doktorze, myślałem, że tylko pan czeka abym dostał się pod przysłowiowy pański nóż -. Popatrzyłem na swoją rękę -Cóż mam nadzieję, że nie chce pan wykonać żadnego Coup de grace- Jednocześnie zacząłem sobie przypominać bezpośrednie wydarzenie. Jeden z Bajoran był bardzo nerwowy. Nie płacą mi za bycie postrzelonym, właściwie w ogóle mi nie płacą. Przełknąłem ślinę -Może przyniósł by pan trochę whiskey?-
- jestem panu wciąz wdzięczny, że zxabrał pan Ilianę na misję, więc nie planuje zadnych podejrzanych działań. - odparł doktor z uśmiechem. - Słyszałem, że na dole była ostra zadyma. Choć tutaj tez było ostro. - usmiechnął się. - W kązdym razie na dzisiaj ma pan zakazane picie, bo unieszkodliwiłem tabletkę antyalkoholową. Ale jutro moze pan sobie strzelić drinka. Jak tam ręka?
Popatrzyłem na niego -Wygląda jak dawniej- Spróbowałem ją ruszyć aby sprawdzić czy wszystko dobrze zostało poskładane.
Ręka była lekko zdrętwiała, ale nie bolała. Na razie lepiej nia nie wymachiwać.Nagle na kanale ogólnym włączył się Tavik:- Drużyna McPersona na natychmiast stawić się w sali odpraw. Estelle oraz Treneth też.- Cóż, jak wzywają idziemy. - rzekł doktor. - Tylko proszę nie machac ta ręką.W tej samej chwili poczułeś, że okręt aktywował napęd.
-Co do jasnej cholery? Tego nie było w planie - powiedziałem na głos i skoczyłem na równe nogi -Doktorze może czas na mały bieg?- po wypowiedzeniu tych słów zacząłem lecieć na złamanie karku w stronę sali odpraw, jednocześnie starając się nie nadwyrężyć ręki.
W pokoju zbierali się członkowie twego zespołu. Estelle też tam była. W trakcie oczekiwania okręt wszedł w warp.Gdy już wszyscy przybyli Tavik rzekł krótko:- Obecna misja została przerwana. Mamy dobre wymówki by opuścic układ. A zrobiłem to dlatego, że w trakcie włamania uzyskaliśmy bardzo ważne informacje i należy niezwłocznie przekazać je rebeliantom. Otóż Sojusz zamierza najechać na lustrzany wszechświat, zdobyć przyczółki na terenie okupowanej Unii Kardazjańskiej i rozpocząć wojną z Federacją Zjednoczonych Planet.
Popatrzyłem po twarzach wszystkich zebranych po czym wybuchłem długim śmiechem. -Te mięczaki mają problemy? Jeden z moich przodków służył jako podoficer MACO na Dafiant'cie, widział tą ich bibliotekę. Pokojowo nastawienia, ha! - popatrzyłem na Vulcanina -Może mieli kilka dobrych pomysłów, które mogły by uratować imperium, ale skoro lustrzaki mają być zaatakowani tym lepiej dla nas. Poniszczą trochę flotę sojuszu. Walka na dwa fronty powinna ich osłabić. Będzie można przekazać im tę informację. Hmm całkiem udana misja, może dostanę za nią jakiś dobry okręcik- Usiadłem na krześle, jeszcze raz przetwarzając usłyszane informacje. Federacja istniała w tamtym wszechświecie i pewnie trzymała się dobrze, mogą nam trochę pomóc. Może podeślą jakieś okręty. Kiedyś był Defiant, a teraz?-Chyba trzeba się za to napić, w końcu to jakieś zwycięstwo-
- To że zamierzają teraz zaatakowac jest bardzo nie po naszej misji. Myślisz, że skąd w ciągu ostatnich paru lat braliśmy nowe okręty? Kto je budował, gdy wszędzie poza Badlands kłębia się patrole Sojuszu? Jutro wlecimy w zasięg bezpiecznej łączności i przekażemy informację. Coś mi się zdaje, że zapotrzebowanie na porządnych kapitanów znacznie wzrośnie. W każdym razie teraz macie wolne.
Cały czas trzymałem rękę aby jej nie uszkodzić, co prawda nie bolała, ale czułem, że nowe mięśnie nie są jeszcze w pełni gotowe, miałem nadzieję, że jutro będzie już lepiej, mimo tego powoli podszedłem do Estelle.-Całkiem przyjemna bójka tam na dole, byłem zaszczycony mogąc walnąć Gula w twoim imieniu i wszystko szło dobrze, póki jeden z Bajoran nie postanowił zrobić sobie strzelnicy i wybrał mnie za pierwszy cel- po tych słowach uśmiechnąłem się szeroko -Zdaje mi się, że nie odpowiedziałaś na moje pytanie kiedy nam tak brutalnie przerwano- Cieszyłem się, że doktorek nafaszerował mnie lekami, przynajmniej nie czułem żadnego bólu i mogłem swobodnie porozmawiać.
