Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Zaczynała się bitka, trzeba było działać szybko. Podsunąłem sobie jedno krzesło, które w razie czego będzie mi mogło posłużyć za broń przeciwko Klingonom i złapałem sałatkę ze stołu.-Hej ! Haggisie! - krzyknąłem na jednego z Klingonów i rzuciłem sałatką celując w jego głowę.
Trafiłeś go idealnie, a sam Klingon wyglądał komicznie z marchewką w swej bujnej grzywie. Zaryczał i ruszył na ciebie.Tymczasem przez stół przeskoczyło dwóch Kardazjan i rzuciło się na Klingonów. Jeden z nich wyskoczył w powietrze i jak w starych filmach kung fu kopnął w głowę tego co rzucił gulem. Przeciwnik lekko jęknął i padł jak nieżywy.
Idealnie się zaczynało, Klingon był wściekły więc nie myślał dokładnie, wystarczyło go trochę bardziej poddenerwować -Hej, widziałem rzeczy wychodzące z ludzi, które były ładniejsze od ciebie- powiedziałem gdy zbliżał się uważnie go obserwując. Gdy tylko się zbliży chciałem odskoczyć i podciąć go posyłając na stół.
Przeliczyłeś się trochę z jego tempem i juz miałeś oberwać, gdy ktoś zatrzymał potężną pięść.- Życzę miłego dnia. - rzekł Tavik i wolną ręką walnął w szczękę Klingona, aż mu zadzwoniły zęby. Ten popatrzył sie głupio i dopiero drugi cios posłał go na deski.- Zapoluj na Bajoran. - rzekł i uchylił się przed talerzem. Potem zaczął mierzyć się z kolejnym Klingonem.Bójka zaczęł asię rozwijać i widać było, że z zasady to Kardazjanie biją się z Klingonami. Ci ostatni byli silniejsi, ale w mniejszości. Kobiety krzyczały i uciekały w popłochu z sali. Zrobił się totalny chaos.
Postanowiłem skopać paru Bajoran za stare dobre czasy. Wskoczyłem na stół i zacząłem przez niego biec. Kopiąc jednocześnie w twarz każdego Cardassianina i Klingona, który nieopatrznie się zbliżył jednocześnie zacząłem się drzeć, śpiewając:Armed for the battle kneel we before thee Bless thou our our banners,God for the brave!! Ireland is living! Shout we exulant Ireland is waking hands grasp the sword Who fights for Ireland,God guide his blows home Who died for Ireland,God give him peace! Chciałem dobiec do Bajoran i skopać im tyłki.
Prefekt Dukat właśnie wychodził z przyjęcia wraz ze swoją ochroną.Biegłeś przez długi stół i byłeś coraz bliżej. Zauważyli cię. Tora Ziyal coś krzyknęła i wtedy jeden z Bajoran nie wytrzymał. Wyszarpnał broń i wystrzelił, trafiając cię w ramię. Padłeś jak długi i runąłeś na krzesła. Po chwilis traciłes przytomność.Skiffa właśnie trzymał narowistego dalina i dopiero butela kanar rozbita na jego głowie ostudziła jego zapędy. Wtedy rozległy się strzały.
Komandos odwrócił się aby zobaczyć co się stało. Jednocześnie kopnął dalina aby mieć pewność, że mu nie będzie przeszkadzał.
Dalin padł charcząc.Okazało się, że zaczeli strzelać Bajoranie, który trafili najbliższych bijących się. W pośpiechu teraz wycofywali się, a na sale zaczeli teleportować się strażnicy z bronią.
-Jasna cholera pieprzeni Bajoranie- rzucił i zaczął rozglądać się za szefem i Tavikiem, oraz miejscem do schowanie się. Bitka się chyba kończyła.
Straż zaczęła rozganiać bijących się stzrelając elektrycznymi kulami. Potem nieprzytomni byli teleportowani z sali.O'Connora nigdzie nie było widać, a Tavik właśnie podchodził do Jennifer. Miał troche opuchniętą twarz i rozcięty łuk brwiowy, ale trzymał się nieźle. Gorzej było z frakiem, który był poplamiony i naddarty.- Udajemy ofiary, dopóki dziewczyny nie wrócą. - rozkazał.
-Jasne, nie powinno być z tym dużego problemu ... a widział ktoś szefa?- powiedział komandos podchodząc do grupki rozcierając siniak na głowie
- Miał obic Bajoran, potem go nie widziałem. - wyjaśnił Tavik i chciał cos powiedzieć, ale akurat koło drużyny pojawiła się ochrona. - Co tu się do cholery dzieje? - zapytał strażników. - Liczyłem na porządne przyjęcie, a nie pijacką bójkę. Jeden z moich ochriniarzy gdzies zaginął, moje dziewczyny uciekły.- Przepraszamy, panie...- Tavik. Jak znajdę moje dziewuszki to żądam umozliwienia transportu. I znajdzcie McPersona, ostatnio bił się gdzies tam. - wskazał ręką na główne wyjście.- Oczywiście panie Tavik. - ochrona odstapiła, a Volkan rzekł:- Skierujmy się ku damskiej toalecie, tam opuściłem dziewczyny.
Skiff z szacunkiem skinął Tavikovi głową, w końcu grał jego ochroniarza. -Oczywiście panie Tavik, sprawdzę czy droga jest wolna - powiedział wczuwając się w swoją rolę, ominął ochroniarzy uważnie lustrując pomieszczenie i wyszedł na szpicę kolumny. Odciągnął z drogi jednego nieprzytomnego Klingona i Cardassianina, po czym skinął głową Tavikovi. Oczywiście wszystko na potrzeby postronnych obserwatorów. Poczekał, aż do niego dołączą inni i ruszył ze wszystkimi.
Do grupy dołączyła Estelle, która dość przekonująco płakała.- Panie tavik, widział pan gdzieś Michela? Zniknął mi w tłumie. - na końcu przekonująco pociągneła nosem.- Nie widziałem go, ale nie martw się. Znajdziemy go. Był w gorszych tarapatach.Wszyscy przeszli do toalet. Tam stała Sam i uśmiechała się.- Gotowe. Lira obecnie poprawia makijaż.Ta po chwili wyszła z trochę rozmazanym cieniem do powiek.- Możemy się stąd wynosić. Jak tam burda? - spojrzała na Skiffa i Jennifer, która straciła jedno ramiączko w zielonej suknii i musiała ją ręką przytrzymywać, by nie widać było stanika.
Skiff uśmiechnął się szeroko i przytulił Jenifer -Całkiem nieźle, to trzeba mu przyznać, umie rozkręcać bijatyki, biła się chyba cała sala - powiedział po chwili. A pół Bajoranka skinęła tylko głową, na potwierdzenie tych słów i spojrzała na Estelle, była z niej świetna aktorka. Musiała się długo uczyć, bo płakanie na zawołanie do najprostszych nie należało.
