Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Czas mijał wolno. Bardzo wolno.Tavik usiadł i nic nie mówił. Specjalistki od komputerów wciąż coś szeptały i chichotały, a Jennifer poszła do ubikacji. Skiff grający zakochanego (jak już wiedziałeś wcale nie musiał zbytnio udawać) poszedł z nią.Wreszcie ponownie wpadł znany gul.- Gubernator przybył. Możecie wchodzić. pan Tavik będzie przedstwiony pierwszy i po kolei będzie was wywoływać. Przedstawieniem postaci zajmę się ja.
-Nareszcie, to jak czekanie na antrakt podczas bardzo nudnej opery- wszyscy popatrzyli na mnie pytającym wzrokiem "Ty i opera?", wzruszyłem ramionami, bywało się to, tu to tam, kiedyś wysadzałem jedną operę, ale nie musieli tego wiedzieć. Pozostawało czekać, aż Tavik wywoła mnie i Estelle.
Wszyscy zaczeli wychodzić, a gul gdy zobaczył, że zostajesz to ponaglił cię.Mineliście parę korytarzy i końcu ostatniego z nich zauważyłeś jasne światło. Gdy ta doszliście ukazał się wam widok ogromnej sali, oswietlonej lampami elektrycznymi, a nie antycznymi pochodniami. Sala zajęta była ogromną ilością Kardazjan w mundurach galowych oraz cywilnych strojach. Byli też przedstawiciele innych gatunków oraz paru Klingonów. Na stołach rozłożone były potrawy z różnych światów, a tłum falował, rozmawiał i śmiał się.Zeszliście na dół szerokimi schodami, a gul i Tavik poprowadzili w kierunku boku sali. Tam było luźniej, a przy stole przy samej ścianie stało kilku barczystych Klingonów. Niby luźni i beztroscy, ale oczy zdradzały, że na znak szefa rozpoczną rzeź.- Gubernatorze. - zaczął mówić gul. - Chciałbym przedstawić panu znanego w całym kwadrancie kolekcjonera i kupca, który płaci śmiercią tym co nie płacą za jego usługi, nieważne kim był klient.- Tavik! - krzyknął gardłowym głosem siwowłosy klingon. - Wreszcie cię poznałem. Przyznaj się, przywiozłeś coś dla mnie?- Nie złożył pan jeszcze żadnego zamówienia. - odparł Volkan, kłaniając się. - A ja nie przywożę prezentów-niespodzianek, bo nie lubię rozczarowanych klientów. Jestem na pańskie usługi.- Niech cię targ kopnie! Zawsze masz dobrą gadkę. Teraz nie wiem czy mam cię wsadzić do aresztu czy coś zamówić.- Polecam to drugie, gubernatorze. Moje uwięznienie rozczarowałoby wielu oficerów Sojuszu. A rozczarowany żołnierz to kiepski żołnierz. Powiedział to sam Prefekt Dukat.- Pewnie znów natchneli go jego Prorocy. - sarkastycznie zauważył wciąz towarzyszący Tavikowi gul. - A propo Dukata, czy będzie dziś gościem przyjęcia?- A zmarnowałby okazję na dobre jedzenie i próbę zdobycia nowych wyznawców?! Będzie tu z małonką i córką.Dalsza rozmowa zeszła na plany biznesowe, a Volkan cierpliwie czekał, aż znudzi sie gospodarzowi. Dopiero gdy to się stało zaczął przedstawiać "ochroniarzy, ich małżonki i swe własne dziewczyny".- Oto Michael McPerson. Spec od bicia i zakochiwania się w nieodpowiednich kobietach. - rzekł, a gul dołączył do tego lekko zmienioną historyjkę z najemnikami.
Ukłoniłem się lekko aby ukryć swój sarkastyczny uśmiech. Te śmierdziele bawiły się w pałacach, właściwie dobrze, że siedziba rodowa przestała istnieć wieki temu, inaczej musiał bym ją odkażać po tych robakach. Ale Belfastem, będzie trzeba się zając. Kiedy się wyprostowałem miałem już poważną minę-To zaszczyt uczestniczyć w takim przyjęciu, wśród tak zacnych gości gubernatorze- powiedziałem spokojnie, jak to kiedyś ktoś powiedział. Jeżeli masz zabić człowieka, nic nie kosztuje bycie grzecznym. Nie wiedziałem, czy dotyczyło to też śmierdzieli, ale nie zaszkodzi spróbować.
Przedstawianie jeszcze trochę trwało, a gubernator obdarzył komplementami damy. Potem oddaliliście się.Tavik szepnął coś stewardowi i po chwili otrzymał pudełko tabletek.- To środek przeciwdziałający przenikaniu alkoholu do krwi i szybko go usuwający. Możecie teraz pić, ale nie polecam krwawego wina. Ta nazwa jest właściwa do tego trunku. Macie kilka godzin na "bratanie się", ale jak dam znać to zaczynamy akcję.
Wzruszyłem ramionami i objąłem Estelle, w końcu była "moją" kobietą i chciałem aby wszyscy o tym wiedzieli. Nawet jeżeli nie była to prawda, to przebywanie z taką ślicznotką dodawało mi trochę estymy. Uśmiechając się poprowadziłem ją na parkiet, akurat gdy orkiestra, grała jakąś wolną melodię. Tańczyło tam kilku Cardassian, ze swoimi paniami, ale nie szło im to najlepiej. Ja byłem Irlandczykiem i to do tego z "dobrej" rodziny. Umiałem tańczyć, chociaż dawno tego nie robiłem. Objąłem ją delikatnie i zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki. Nachyliłem się do jej ucha szepcząc miłe słówka, ot drobne komplementy, kłamstewka. Niby przypadkiem musnąłem jej policzek ustami. Popatrzyła na mnie, ale nic nie powiedziała -Cii, zatop się w muzyce- powiedziałem obejmując ją mocniej i nie zastanawiając się co dzieje się dalej. Po odtańczeniu trzech innych pioseneczek odprowadziłem ją do stolika. Przynajmniej przez chwilę było miło. Co prawda nie mogłem zapomnieć o tabletce odbierającej mi dobrą zabawę, ale cóż praca. Kiedy usiedliśmy podtoczył się do nas jakiś Cardassianin z butelką jakieś wódki. Gestem zaprosiłem go aby usiadł i przybliżyłem się do Estelle, to będzie zabawne, pewnie i tak dał bym radę przepić wszystkich znajdujących się tutaj, ale tabletka dawała mi niesamowitą przewagę. Polewałem żołnierzowi, równo z nim pijąc i narzucając ogromne tempo. Kieliszek, krótki oddech, kieliszek, zakąska, kieliszek, kieliszek i tak dalej. W końcu młody nie wytrzymał tempa i runął na plecy. Uśmiechnąłem się szeroko, i pocałowałem Estelle w policzek, częściowo na pokaz, a częściowo ponieważ było to bardzo miłe.
Przyjęcie powoli rozkręcało się i Skiff bezproblemowo bawił się z Jennifer.Nagle otworzyły się główne drzwi do środka weszło kilku nienagannie ubranych Bajoran. Zaczeli rozglądać się uważnie. Po chwili do sali wkroczył Kardazjanin z bajorańskim kolczykiem w uchu. Niue trzeba było go przedstawiać. Towarzyszyła mu piękna Bajoranka i mieszaniec kardazjańsko-bajorański.Prefekt szepnął coś małżonce i poszedł w kierunku stołu gubernatora. Torę od razu otoczyło kilku Kardazjan i coś jej zaczęli mówić.
Nachyliłem się do Estelle -Stacjonowałem kiedyś na Bajor. Jeszcze jako inżynier ... raz robiłem na Terok Nor innym razem na samej planecie. Potem bywałem tam jeszcze kilka razy. Ich wiara jest ciekawa, chociaż fałszywa. Poza tym lubią Dukata, chociaż ja bym go chętnie udusił- wyszeptałem Estelle tak, żeby nikt nie mógł usłyszeć moich słów. Przypatrzyłem się twarzom Bajoran, wolałem nie spotkać jakiegoś "znajomego".
Na szczęście ochroniarze Dukata ignorowali ciebie, więc arczej cię nie znali.- Słyszałam, że Kardazjanie naśmiewają się z Dukata bo sami z zasady są agniostykami. Uważają go za fanatyka, ale wciąz jest na stanowisku bo Bajoranie uwielbiają go i ma wśród nich ogromny posłuch.Tymczasem dosięgły cię szczątki krzyków Prefekta:- ...pozwoę na...obóz...pacyfistami!W odpowiedzi gubernator coś warknął i Dukat się uciszył.
Uśmiechnąłem się patrząc na tą scenę. Jak miło kiedy sojusz kłóci się między sobą, mogli by pozabijać się nawzajem i oszczędzić nam kłopotu. Potem byśmy tylko pozbierali trupy. Jeszcze raz spojrzałem na Dukata, był wysoko na mojej liście do odstrzelanie, nie żeby zrobił mi coś osobiście, ale na Bajor straciłem paru dobrych przyjaciół. Różne akcje były też przeprowadzane po stracie Terok Nor i kontroli nad Bajor, wtedy kolejni znajmomi stracili życie. Właściwie Nerys też była temu winna, ale i na nią przyjdzie czas. Właściwie przyjdzie czas na wszystkich tych dekadenckich guli czy śmierdzących klingonów. Będzie zabawnie przefasonować im paru buźkę dzisiejszego dnia. Szkoda, że nie mam żadnego noża, bo można by jednemu zaprezentować go pod żebra. Podniosłem się, przepraszając na chwilę Estelle i poszedłem po butelkę, może nie mogę się upić teraz, ale jeżeli uda mi się jakaś zwinąć na okręt. Przechodziłem akurat koło jakiegoś stolika pełnego Cardassian, kiedy usłyszałem głos-4 Defianty. A ja dowodziłem swoim jednym Galorem, ci Rebelianci latali wokół mnie, ale nic mi nie mogli zrobić. Debile, a ja dzięki swojemu geniuszowi zabiłem ich wszystkich, oprócz jednego. Błagał mnie o życie- Wszyscy wokół zaczęli się smiać, a ja zatrzymałem się i wybuchnąłem głośnym, fałszywym śmiechem. Powoli 4 pary oczu skierowały się na mnie, a opowiadający tę historię gul popatrzył na mnie-Coś zabawnego człowieku?--Ohh bardzo zabawnego, ta twoja historia -Cardassianin podniósł się i podszedł do mnie-A to dlaczego jest taka zabawna?--Bo jest nieprawdziwa, wszyscy widzą, że trzęsiesz się ze strachu, pewnie uciekłeś tym swoim okrętem, jak tylko zobaczyłeś pierwszy statek rebeli--Co?--Czyżbyś oprócz tchórza był jeszcze głuchy?-Cardassianin podszedł jeszcze bliżej napinając mięsnie, ja również przygotowałem się do walki patrząc mu w oczy. Jego towarzysze, nie reagowali, być może uważali, że mam rację.-Powtórz to- wysyczał gul-Jasne ...- chciałem już walnać go w nos, kiedy poczułem na swoim ramieniu delikatną dłoń-Micheal - powiedziała Estelle. Chcęć do bitki gdzieś znikła -Micheal, chodź zatańczymy- powtórzyła ciągnąc mnie w stronę parkietu Cardassianin popatrzył na nią, potem jeszcze raz na mnie -Nie jesteś tego wart- powiedział i odwrócił się. Aż szkoda, że koło mnie była tak piękna kobieta, w każdej innej sytuacji, głupka który odwrócił się plecami do mnie, poczęstował bym kopniakiem. Dałem się jej poprowadzić na parkiet, gdzie objąłem ją i przytuliłem, tańcząc tak w rytm muzyki. Zdążyłem jeszcze zauważyć, że Dukat wrócił do swojej żony, chociaż wyglądał na wściekłego, albo niezadowolonego, trudno było jednoznacznie wyrokować z jego miny. Po paru tańcach powróciliśmy do stolika. Tutaj przewijali się Cardassianie i Klingoni, z którymi najczęściej wymienialiśmy grzeczności, lub ja wypijałem kieliszek. Nie wiedziałem ile czasu minęło, kiedy usłyszałem dobrze sobie znaną piosenkę. Wziąłem Estelle za rękę i tym razem to ja ją poprowadziłem na parkiet, znów tanczyliśmy przytuleni, a ja nachyliłem się jej do ucha-To Bajorańska piosenka o miłości, kobieta śpiewa o swoim ukochanym, który wyruszył w kosmos, aby już nigdy nie wrócić. Śpiewa o utraconej miłości i o tym, że już nigdy nikogo tak nie pokocha- wyszeptałem jej, po czym kontynuowałem -Słyszysz to pewnie często, ale jesteś naprawdę piękną kobietą. Cieszę się, że ciebie spotkałem i ... Estelle, co byś powiedziała gdybym chciał cię pocałować, nie McPerson tylko O'Connor. - po tych słowach popatrzyłem jej głęboko w oczy. Cóż część opowieści o tym skąd znam Bajorańskie piosenki miłosne, mogłem sobie odpuścić, chociaż przyjemnie było z tamtą dziewczyną ... do czasu.
W najlepszym momencie oczywiście musiał ci przeszkodzić Tavik.Przechodził akurat z Lirą i szepnął:- Już czas. - i zniknął za jakimiś drzwiami. Po chwili za nimi poszła Sam.
"Jasna cholera, czy on ma wbudowany jakiś cholerny radar". Pomyślałem i zacząłem rozglądać się za jakimś Cardassianinem, którego będę mógł rozpłaszczyć na ziemi za patrzenie na Estelle, albo jakąś inną zbrodnię. Przyglądałem się każdemu, oceniając który będzie najodpowiedniejszy. Miałem zamiar jak tylko znajdę odpowiedniego kandydata, rozpłaszczyć go na ziemi i posłać parę kopniaków.
Idealnym kandydatem wydawał się pijany Gul, który swymi oczami wprost pożerał Estelle. Do tego obok kilku Klingonów piło, więc zamysł Tavika by ich włączył do bitki był mozliwy do zrealizowania.
Póściłem Estelle i podeszłem do Cardassianina udając wściekłego -Ej ty! Na co się gapisz! - wykrzyknąłem podchodząc do niego -Przeproś panią!- powiedziałem na tyle głośno aby każdy usłyszał, ale za nim gul mógł zareagować wyprowadziłem cios w nos, wkładając w niego całą siłe. Jeżeli się zachwieje, chciałem go podciąć i popchnąć na Klingonów aby włączyć ich do bitki.
Wszyteko poszło idealnie. Gul wpadł w Klingonów, którzy ochalpali się winem.- Gdzie łazik, ślepcze?! - krzyknął jeden z nich. Zaczeli go popychać, aż na końcu najwyższy z nich złapał go za kołnierz i przerzuciłprzez stół. Po drodze gul zamiótł kończynami jedzenie i napistki, które wylądowały na siedzących w pobliżu.
