Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Klnąc pod nosem nałożyłem oficerki na nogi i ruszyłem biegiem w stronę pokoju odpraw. Nie ma to jak natarczywość.
W sali znajdowało się Estelle, Samantha w niebieskiej sukni, Lira w białej oraz Tavik we fraku. Twoje wejście wywołało piorunujący skutek - wszyscy patrzyli na ciebie jak gdyby po raz pierwszy zobaczli jakiegoś O'Connora.Po chwili weszli Jennifer i Skiff. Ona w ciemnozielonej sukni, on w takim samym fraku co Tavik. Również zaczeli się gapić na ciebie, a potem po sobie. Wreszcie Lira nie wytrzymała i zaczęła chichotać. Potem dołączyła do niej reszta. Na końcu wszyscy ryczeli ze śmiechu.- Estelle, widzę że przybył twój służący. - rzekł poważnie Tavik. - Tylko gdzie jest narzeczony z którym miałas wystąpić?- Ciekawe czy go wpuszczą do kuchni? - chichotała Lira. - Bo ja od razu posłałabym go do szorowania podłogi.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z pomieszczenia nie zwracając na nikogo uwagi. Mój strój się nie podobał? Jakoś nie było ustalone co mamy ubrać. W końcu jestem żołnierzem, a nie znawcą mody. Ruszyłem do kwatery po drodze replikując sobie frak i dając komputerowi wytyczne co do imprezy, żeby przygotować odpowiedni strój, skoro chcą mieć elegancję będą ją mieli. Podszedłem do swoich rzeczy i wyjąłem z nich piersiówkę. Pociągnąłem z niej solidny łyk "Pieprzeni dyplomaci, szpiedzy od siedmiu boleści. Za kogo oni mnie mają?" Przebrałem się w ten frak i ruszyłem z powrotem. Popatrzyłem na piersiówkę w mojej ręce i schowałem ją do kieszeni, wcześniej pociągając jeszcze jeden łyk. Nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. Szybko wróciłem do sali obrad, nie mogło mi to zająć dłużej niż 5 minut. Popatrzyłem po pomieszczeniu. Cholerni szpiedzy. -Zacznij tą cholerną odprawą ty zielonokrwisty, szpiczastouchy haggisie - powiedziałem po irlandzku siadając na krześle
- Teraz możesz udać się na to przyjęcie. - Tavik zignorował twą wypowiedź.- Możemy zaczynać? - zapytała estelle.- tak, zaczynamy. Dzisiejsza misja jest dośc prosta, przynajmniej dla części. Zaczniemy od drużyny osłaniającej. Estelle z O'Connorem i Jennifer ze Skifem. Macie sie dobrze bawić i udawać w pełni zadowolonych z obecnej sytuacji w kwadrancie. Możecie rozmawiać, a nawet powinniście. Gdy dam wam znak to ktoś z was, mężczyźni, musicie sprowokować pojedynek z Kardazjaninem. Nie z Klingonem bo za szybko was pokona, a kardachy do tego będą spite, więc słabsze. Może nawet uda się wywołać porządna burdę, gdy wieszja się Klingoni. W tym czasie Sam i Lira wykonają wczesniej ustalone zadania. Pytania?
-A ty co w tym czasie będziesz robić, jak nam będą przeważające siły wroga obijać buźki- zapytałem z ciekawości.
- Udawał rozjemcę. A jak rozpocznie się zadyma to bił klingońskich śmierdzieli. - odparł lodowato.
-Od razu podniosłeś mnie na duchu - odparłem uśmiechając się -To kiedy ruszamy?-
- Wyruszamy za 30 minut. Na początku przeniesiemy się przed pałac gubernatora, gdzie dokładnie nas przebadają. W końcu możemy być zamachowcami. Udawajcie zrelaksowanych, zabawek naszych hakerek nie odkryją. Potem spotkanie z jakimś oficjelem, który nas potem przedstawi i zaczniemy pracować. Jeśli nie ma dalszych pytań to do zobaczenia za 28 minut w pokoju transportera.
Wyszedłem z pokoju odpraw zły i zdenerwowany. Cholerny Vulcanin i jego pieprzona misja. Zamachy i morderstwa, szpiedzy, konfidenci i Sojusz. Dlaczego nie może ich wszystkich trafić szlag? Nie wiedziałem nawet kiedy wróciłem do kwatery chowając piersiówkę z powrotem do kurtki. Złodziejska nacja z tych Cardassian i Klingonów jeszcze by mnie okradli. Byłem zły ... byłem bardzo zły. Od początku nie podobała mi się ta misja. Czułem się jak jakaś kukiełka. Jak by ktoś pociągał za sznurki. Ruszyłem do pokoju transportera nie odzywając się do nikogo. Nie miałem nawet gdzie wyładować nagromadzonych emocji
Przed wyznaczoną godziną wszyscy pojawili się w pokoju. Estelle miała na sobie pantofeki, idealnie pasujące do koloru sukni.- Nie bądź taki markotny. - rzekła do ciebie. - Po balu wysadzimy co trzeba i znikamy z tej planety.Zaszumiał teleporter i zostaliście przeniesieni do tego samego pałacu, w którym dostaliście przepustki. Byliście jednak w innym pokoju. Czekało już na was kilku kardazjańskich żołnierzy, w galowych mundurach oraz jakis oficer.- Gul Tek. - przedstawił się. - Będę państwa mistrzem ceremonii. Lecz niestety przed przedstawieniem państwa gubernatorowi musicie przejść dość przykrą procedurę przeszukania. Przykro mi, że musimy to zrobić, ale takie są wymogi bezieczeństwa. Rebelianci ostatnio dośc odważnie podnoszą głowę i trzeba było podnieść standarty bezpieczeństwa.Dwóch żołnierzy podszło i zaczęło jako pierwszego omiatać dużymi trikorderami Tavika.
Co można było zrobić, nie miałem żadnej broni. Nie znaleźli by u mnie nic co mogło by zagrozić gubernatorowi, a skoro Tavik powiedział, że nie znajdą zabawek drużyny szturmowej. Zresztą nie był to mój problem. Stałem obok Estelle czekając na moją kolej.
Żołnierze przebadali wszystkich, ale bardziej niż wynikami byli zainteresowani kobietami. Na szczęście (dla nich) trzymali swe ręce daleko ograniczając się do patrzenia.Po badaniu gul zaprowadził was do saloniku. Tam zaczął mówić:- Gubernator jest Klingonem i dlatego muszę was przedstawić jako dzielnych wojowników. Czy macie jakieś bojowe osiągnięcia? Oczywiście radziłbym pominąć walki z siłami Sojuszu... - akurat byłeś najbardziej z lewej, więc na początku spojrzał na ciebie.
Popatrzyłem na Cardassianina, coś jak przesłuchanie? Zabawnie było by ci opowiedzieć, jak dzielnie stawiałem czoło waszym żołnierzom, albo ilu ich posłałem do piachu. Było by to nierozsądne, na szczęście mam kilka prawdziwych i do tego swoich historii, które mogły przydarzyć się najemnikowi. Pominąć miejsca, nie będzie się chciało wam sprawdzać. -Kiedyś 5 najemników przyszło mnie zabić. Dwóch ludzi, Klingon, Talarianin i Gorn. Byli uzbrojeni w najnowsze cacuszka prosto z fabryk wojskowych. Tarcze osobiste o wysokiej pochłanialności, karabiny dizruptorowe z automatycznym zapisywaniem celów granaty plazmowe. Ja byłem uzbrojony tylko w długi miecz, którym na dodatek nie posługiwałem się najlepiej. Cóż chłopcy chcieli się trochę zabawić i weszli do środka mojego domu, rozglądali się, ale mnie nie znaleźli. Klingon wyłączył swoją tarczą, nawet nie zauważył kiedy jego głowa odleciała na parę metrów. Reszta próbowała coś zrobić, ale wystarczyło małe spięcie w sprzęcie trupa, aby Talarianin i Gorn zamienili się w pochodnie. Z dwójką pozostałych było łatwo próbowali się wycofać i mieli pecha wejść na minę - potykacz. Nie było nawet co zbierać - historia była prawdziwa a przydarzyła się mi przed wstąpieniem do rebelii Terańskiej i pracowałem to tu, to tam. Najemników wynajął Sojusz, a napadał nie mój dom tylko jedną z baz, ale było ciekawie.-Innym razem przewoziłem szanującego się biznesmena, kiedy wpadliśmy w zasadzkę Rebelii. Chłopcy mieli jakieś problemy do szefa. Poruszaliśmy się zmodyfikowanym promem, a chłopcy mieli dwa patrolowce. Cóż byli bardzo zacięci, bo ruszyli za nami w pościg do pasa asteroid. Pierwszy wpakował się na większy kawał skały i wypadł z gry, ale drugi nie odpuszczał. Udałem, że go taranujemy przyczepiłem się do jego kadłuba i niezauważenie wlazłem do jednego z tuneli serwisowych, wszystkich zalała plazma - ta historia, też była prawdziwa, tylko że były to dwa Cardassiańskie Hideki. Uśmiechnąłem się szeroko do Gula, ze swojego małego żartu. Zabawnie jak przedstawi te historie gubernatorowi, gdyby wiedzieli prawdę nie było by im do śmiechu.
- Bardzo dobra. Gubernator będzie zadowolony, choć z zasady ma krótka pamięć. - rzekł gul z uśmiechem. Albo wiedział, że trochę nagiołeś prawdę, albo był skończonym głupcem.To samo pytanie zadał pozostałym gościom. Skiff brzdąknął coś o odbijaniu narzeczonej z rak piratów, lira i Sam o wyłączeniu systemów bezpieczeństwa reaktora korzystając z transmisji podprzestrzennej.Jednak wszystko przebił Tavik. Ten bez skrępowania powiedział, że raz rozwalił klingońskiego B'Rela Sojuszu.- Cóż - stwierdził. - jego kapitan otrzymał swój antyk, a nie chciał zapłacić to posłałem go do piachu.- Co potwierdza regułę, że w pracy się nie handluje - zakończył przesłuchanie gul. - Teraz moi państwo możecie chwilę odpocząć. Przyjęcie dopiero się rozpoczyna, a gubernator przybędzie za około godzinę. Wtedy zaczną się też oficjalne przedstawienia. Jesli czegoś potrzebujecie to wezwijcie ochronę. Będą za drzwiami.Ostatnie slowa przeznaczył dla Liry.- Ja również będę na przyjęciu. Mam nadzieję, że jeszcze panią zobaczę.Po chwili zostaliście sami.
Usiadłem na biurku Gula rozglądając się po pomieszczeniu. -To ubranie krępuje ruchy - rzuciłem luźną uwagę, do nikogo konkretnego. -A może ktoś ma karty można by umilić sobie czekanie - dodałem po chwili. Od dawna wiedziałem, że nie lubię takich przyjęć, a na pewno nie urządzane przez Sojusz. Gdyby to był Imperator to coś innego, ale cóż służba nie drużba.
