Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Słuchałem odpowiedzi kobiet uśmiechając się coraz szerzej, zabawa będzie przednia. Kiedy Estelle wygłosiła swoje małe przemówienie skinąłem lekko głową.-Raczej nie- powiedziałem ale podszedłem do swojej grupy. Nachyliłem się nad nimi i zacząłem szeptać-Skiff jesteś z LeCoreur, H'Kress z Ners, a ja będę z Wing.- to dawało mi jedną osobę świetnie znającą się na broni i drugą nie za bardzo -posłuchajcie na mostku okrętu powinna być kontrola środowiska, jeżeli uda nam się tam dostać będziemy mogli oczyścić okręt bardzo szybko, chyba poradzisz sobie z zabezpieczeniami Samantha?--Jasne bez problemu- odpowiedziała mi szeptem złodziejka-No to świetnie, utrzymujmy stały kontakt i powodzenia- wyprostowując się popatrzyłem na Estelle i dodałem już głośniej -Hej Estelle postaram obejść się z wami delikatnie nie chcielibyśmy żeby coś się stało damom- mówiąc to ukłoniłem się, uśmiechając się lekko pod nosem. Miałem nadzieję, że zdenerwuje je tym, będą miały wtedy problem. W końcu wyprostowałem się - Jesteśmy gotowi a wy?-
- Jak tylko przyjdzie ostatni uczestnik gry. - w tej samej chwili syknęły drzwi i pojawił się Tavik.- Podjeli wyzwanie? - zapytał krótko?- I są pewni wygranej. - odpowiedziała Estelle. - Wybierać uzbrojenie. - każda z dziewcząt wpisała swoje ulubione bronie do padda i po chwili miały w rękach takie bronie, że nigdy ich nie widziałeś. Szczególnie przodowała w tym Gornyjka.- Komputer, uruchom program Estelle G2. Start.Po chwili zostałeś z Betazoidką. Ta wyjęła trikorder i sprawdziła położenie.- Jesteśmy praktycznie w środku okrętu. Zasięg trikordera 20 metrów. Wykrywam 3 oznaki życia w okolicy.
Wyjąłem karabin fazerowy i uśmiechnąłem się. To będzie niezła zabawa. Popatrzyłem na Iliane i wyszeptałem-Trzymaj dizruptor w pogotowiu, bądź blisko mnie i melduj o jakiś zmianach. Nie mamy łączności z innymi- bardziej stwierdziłem fakt niż zapytałem. Ale po chwili ruszyłem powoli przed siebie, kierując się w stronę skąd będzie można dostać się na okręt. Szedłem ostrożnie omiatając pomieszczenia karabinem. Polowanie rozpoczęte
- Tu Skiff. - odezwał się komunikator. - Mamy problem. Jesteśmy na ogonie Galora i nim dojdziemy do mostka czy maszynowni to zajmie nam trochę czasu. Do tego Kardachy zrobili sobie obok ambulatorium i już musiałem zdjąć dwóch natrętów.- My jesteśmy obok mostka, ale drzwi są zaspawane. - włączyła się H'kress. - Tutaj kolesie się okopali. Zablokowali i zaminowali wszystkie kanały techniczne. Gdyby nie trikorder już nie żyłybyśmy.- Jakieś rozkazy, szefie? - zapytał snajper.
Zaskoczyło mnie, chociaż mile działanie komunikatora. Nacisnąłem go lekko i zacząłem mówić na tyle głośno żeby mnie słyszeli i na tyle cicho, żeby nie zaalarmować nieproszonych gości-Musimy zrezygnować z planem ataku na mostek, zbyt duże ryzyko. Możemy spróbować z maszynownią. Spotkajmy się i spróbujmy zrobić to wspólnie. Uważajcie i meldujcie o jakiś problemach. O'Connor out.-zakończywszy komunikację ruszyłem dalej do przodu.
Galory były dość specyficzną konstrukcją jak na okręty gwiezdne. Maszynownia znajdowała się blisko mostka, dzięki czemu dezruptor spiralny na dziobie miał sporą moc.Powoli ruszyłeś wraz z Wing w kierunku dziobu. Po drodze spotkaliście ciał. Gdy weszliście na wyższy pokład Betazoidka rzekła:- Mam 2 osoby zbliżające się do nas. Jeszcze nie wiem czy to Tavikowscy czy Kardachy.
Gestem nakazałem jej zachować większą ostrożność, jednocześnie rozejrzałem się za jakimś załomem, za który można było się ukryć i ostrzelać ich. Przycupnęliśmy za osłoną, a ja wycelowałem karabin. Cele zbliżały się, za chwilę czekała ich niespodzianka.
Okazało się, że są to Kardazjanie. Szli beztrosko, bez wyjętej broni. Widocznie nie spodziewali się gości na pokładzie. Dwa strzały zakończyły ich problemy.- Powinniśmy ich waporyzoać, bo jak ich koledzy znajdą ciała to będą problemy.
Skinąłem tylko głową, na znak tego, że zgadzam się z nią. Podkradłem się do ich ciał i przeszukałem je. Miałem nadzieję, znaleźć jakąś ciekawą broń. Gdy tylko zakończyłem swoje zadania, wyjąłem dizruptor ustawiłem na odpowiednią siłę wiązki i wystrzeliłem sprawiając, że dwa ciała znikły. Schowałem tą broń wyjąłem karabin i znów ruszyłem w drogę.
Wyposażenie było standartowe: dezruptor, nóż, parę diobiazgów nienadających się do walki.Wciąz szliście ku przodowi okrętu, jednocześnie w górę. W trakcie drogi Skiff poinformował o minięciu punktu pomocy dla rannych i szybkim marszu ku dziobowi. H'kress zajmowała się eliminacją pojedynczych Kardazjan. Do tej pory nikt nie spotkał dziewcząt Tavika.Wing minęła kolejny załom i zamrugała oczami.- Cholera, coś się dzieje z trikorderem. Tracę zasięg. Coś musi zakłócać jego pracę. - zaczęła zmieniać opcje w urządzeniu, gdy nagle padł strzał z niewiadomo skąd. Ładunek trafił w jej lewą nogę. Dziewczyna padła na kolana krzycząc w nieboglosy.
"Fuck" zaklnąłem w myślach. To napewno ekipa Tavika, muszą się gdzieś tu ukrywać i zakłócać, pracę trikordera, zaczaili się na nas. Oparłem się plecami o ścianę Iliana dalej krzyczała, szybko złapałem ją i podciągnąłem w ukrycie. Oparłem ją plecami o ścianę -Wytrzymaj, widziałaś skąd padł strzał?- zapytałem jej. Pokręciła głową -Możesz ich wyczuć?- -Nie wiem- -Spróbuj- jednocześnie wyjąłem jeden z noży, zacząłem żuć gumę. Przykleiłem ją do czubka noża, a na to nasadziłem lusterko znalezione w kieszeni jednego z Cardasian. Podsunąłem się bliżej wyłomu i tak zaimprowizowane urządzenie wystawiłem na zewnątrz szukając przeciwników, którzy postrzelili Wing. Karabin trzymałem w pogotowiu w drugiej ręce.
Korytarz był pusty, przynajmniej nic nie widziałeś z zaimprowizowanego lusterka. Wychyliłeś je trochę bardziej i rozprysło się na kawałki. Poczułeś jak kilka odłamków wbiło ci się w skórę twarzy. Rany nie krwawiły, ale mózg był informowany o ich obecności.- Ja... nie mogę... strasznie... boli... - jęczała Betazoidka. Rzeczywiście system informowania nerwów o ranach był doskonały.- Chodź do mnie, robaczku. - usłyszałeś z korytarza głos Andorianina.
Teraz Andorianin mnie tylko zdenerwował. Bolała mnie twarz, zacisnąłem zęby i mocniej chwyciłem swój karabin. No cóż doktorku nie wywołuj wilka z lasu. Rozejrzałem się za jakąś kryjówką, za która mógł bym skoczyć w razie czego, ale na nieszczęście nic takiego nie zauważyłem. Wypuściłem powietrze i wyskoczyłem za załomu jednocześnie naciskając spust celując w stronę, z której usłyszałem głos Andorianina oraz na wszelki wypadek także inne miejsce gdzie mogli znajdować się jacyś jego pomocnicy. Po chwili znów zniknąłem za zakrętem, opierając się plecami o ścianę. Cały wypad nie trwał dłużej niż kilkanaście sekund.
- Pudło! - zaśmiał się lekarz. - Nie trafiłbyś nawet w stodolę, ale... - przerwał na chwilę. - Tak, przyjąłem. - rzekł ciszej. - Przykro mi, ale muszę spadać. Zarżnę twoją byłą kochanicę jak ślepe kocię. - po tych słowach już się nie odezwał.
Złapałem komunikator i od razu zacząłem do niego mówić:-H'Kress uważaj idą w twoją stronę, może być ich dużo. Utrzymaj się spróbuję do was dojść- po tych słowach złapałem karabin i znów wyskoczyłem za zakrętu, rzucając się na podłogę i turlając. Nie było żadnego przeciwnika. Wstałem i podbiegłem do Wing, kładąc przy niej dizruptory, które znalazłem przy Cardasianach.-Utrzymaj się wrócę po ciebie, teraz muszę pomóc reszcie- przesunąłem ją jeszcze trochę, żeby było jej łatwiej się bronić. Złapałem karabin i wyszedłem idąc pewnie, gotowy zabić każdego, kto się nawinie
