Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Skłoniłem się dworsko-Witam o władco- powiedziałem prawie automatycznie "uruchamiając" swój akcent. Po chwili wyprostowałem się -Nazywam się Micheal McPerson i przybywam od pana Tavika z pewną misją, o której na pewno ci wiadomo o wielki-
Książe popatrzył na ciebie i usmiechnął się:- Wiadomo mi, wiadomo. Ale przypomnij mi, młody terraninie po co przybyłeś bo umysł mój już stary i czasami źle pracuje...
-Oczywiście, jeżeli władca sobie tego życzy ... zgodnie z waszym zwyczajem, o potężny, przybywam w imieniu pana Tavika, aby prosić ciebie o miłosierny, o zgodę na ślub pani Ayi z Mecet i Pana Tavika z Vulcanu - powiedziałem spokojnie głośno wymawiając każde słowo. To była jak całkiem miła zabawa ... moi przodkowie, też żyli w strukturze klanowej ...
Słysząc twą wypowiedź książe nie wytrzymał i roześmiał się:- Dobra, starczy już tej zabawy. Może i z tytułu jestem księciem, ale naprawdę Klingoni nawet nie przydzielili mi większej racji żywnościowej. - machnął na strażników by odeszli i gdy zostaliście sami rzekł: - Na slub się zgadzam, ale teraz przejdźmy do interesów. Kiedy zamierzacie pokazać tym bydlakom, gdzie jest ich miejsce?
Uśmiechnąłem się, chyba nie wyszedłem z dworskiej wprawy -Cóż to zależy. Ja jestem raczej kapitanem i nie lubię tych wszystkich podchodów. Najlepiej jak bym mógł wymazać ich z powierzchni planety używając okrętów. Niestety na ten luksus nie mogę sobie pozwolić. Chciał bym aby "wypadki" zaczęły się jak najszybciej, im dłużej czekamy tym więcej rzeczy może pójść nie tak. Oczywiście wszystko trzeba zaplanować a wyznaczone cele poddać obserwacji. W końcu głupio by było gdyby zamachowiec został zatrzymany przez strażnika, który codziennie o godzinie 7:30 idzie się odlać za krzaczki- uśmiechnąłem się szeroko -Parę dni, może krócej. Na pewno będzie o tym głośno ... co do pańskiego tytułu, nie musi się pan tym przejmować, w końcu Klingoni i Cardassianie podkulą ogon ... wtedy wszystko się zmieni-
- BVardzo dobrze. Ja pamiętam jeszcze smak wody na Macet, młodzi znają tylko ten tutaj. Jak Sojusz upadnie chcemy wrócić na nasz świat. Proszę się nie martwić Estelle. Zrobiła sobie małą wycieczkę po okolicy i chciała sprawdzić czy znowu kogoś pan zaatakuje. Poczeka pan na nią tutaj? Może jakąś przekąskę? Polecam owoce morza, są naprawdę wyśmienite i dobrze działają na potencję ssaków.
Uśmiechnąłem się -Chętnie coś zjem, owoce morza brzmią świetnie, a ten incydent ze strażnikami ... robię się bardzo nerwowy kiedy ktoś celuje do mnie z broni, a z pewnością nie lubię rozmów pod bronią - odpowiedziałem spokojnie -Każdy ma jakieś swoje miejsce w kosmosie i swoje marzenia. Wy chcecie wrócić na swoją planetę i kiedy sojusz upadnie będzie to możliwe. Ja mój dom utraciłem ... kocham go i szczerze powiedziawszy myślę o tym, że chciał bym tam wrócić, obawiam się jednak, że bez gwiazd i okrętów zwariował bym - uśmiechnąłem się szeroko -Co do sprania paru "sojuszniczych" tyłków, ostatnio miałem zaszczyt posłać parę ich okrętów w diabły ...-
- To napawdę interesujące. - dwie kobiety wniosły kilka półmisków ze smazonymi przystawkami. - Może pan o tym opowiedzieć?
Wzruszyłem ramionami -Czemu nie, otóż byliśmy na standardowym patrolu bojowym kiedy napotkaliśmy grupę okrętów składających się z Vor'chy, dwóch B'reli i 3 Hideki .... - mówiłem zjadając swój obiad -... Wtedy właśnie mój były dowódca zginął i to mi przypadł zaszczyt dokończenie działa, udało mi się zniszczyć Vor'che, B'rela i 2 Hideki, niestety my też straciliśmy wtedy okręt - w swojej opowieści starałem omijać szczegóły jak nazwiska moich kompanów ... kiedy skończyłem popatrzyłem na księcia -Prawa wojny, ale każdy zniszczony statek wroga, to krok bliżej dla zwycięstwa dla nas -
Opowiadało ci się znakomicie takiemu słuchaczowi, który mocno nienawidził Sojusz. Między twoimi wypowiedziami wspominał coś, że tylko Romulanie mogli by coś z nim zrobić na większą skalę, bo Tzenkethi nie wystawiali nosa poza swoje granice. Innych wolnych narodów alfie i becie nie było.Po jakieś godzince pojawiła się Estelle wraz z strażnikami.- Jak tam rozmowy o ślubie? - zapytała.
Uśmiechnąłem się do niej szeroko -Cieszę się, że cię widzę. Przez chwilę bałem się, że coś się tobie stało- powiedziałem wesoło - Co do ślubu. Zdaje się, że najważniejsze sprawy mamy załatwione. Menu i salę chyba nie muszę ja załatwiać?-
- Nie, tym zajmą się inni. - odparła. - Czyli możemy juz wracać?
-Jasne, że możemy - powiedziałem do niej wstając. Popatrzyłem na księcia -Dziękuje za jedzenie i rozmowę .. rzadko mam okazję na tak miłe pogawędki - podszedłem do Estelle - To co wracamy na okręt? Koniec urlopu? - zapytałem z nadzieją.
- Nie, jeszcze będzie bal. - nie powiedziała nic więcej tylko założyła maskę i wskoczyła do wody.
