Forum › Fandom › Sesje RPG, PBF i inne › Star Trek: PBF PL › PBF - kapitan O'Connor
Ściany pokryte były jakąś ciemną substancją lub minerałem, który nie odbijał światła. Nawet z włączonym szczepem mało co widziałeś. Wyglądało to na kilku metrową jaskinię, może magazyn, gdzie przechowywano zapasy. Ale teraz jedym zapasem byłeś ty.Ponapinałeś parę razy mięśnie i nie przyniosło to korzyści. Więzy były cieńkie i ostre, tak że przebiły w kilku miejscach skórę i poczułeś wilgoć na ranach.
Zacisnąłem zęby. Nie było liny, z którą nie można było sobie poradzić. A ja byłem zły, nie wiedziałem co te ryboludy zrobiły z Estelle. Ale wiedziałem jedno, byłem gotowy zrobić im prawdziwą masakrę, jeżeli ją skrzywdzili. Spróbowałem jeszcze raz wydostać się z więzów, może uda mi się wyswobodzić ręce
Twoja próba wywołała straszny ból nadgarstka - lina całkowicie przebiła skórę iw żarła się w mięśnie.To przestało być zabawne - leżałeś, obficie krwawiłeś i nie mogłeś nic zrobić.Po około 15 minutach woda zabulgotała i pojawiła się Macetczyjka.- Michaelu McPersonie, nie mogłeś leżeć spokojnie? - zapytała patrząc na kałużę krwi, która utworzyła się wokół twych rąk.
Zastanowiłem się czy udało mi się przeciąć swoją żyłę? Cóż nie miało to większego znaczenia. Uśmiechnąłem się -Tacy ludzie jak ja nie mają w zwyczaju leżenia spokojnie, szczególnie jak ktoś do nich strzela a potem związuje. Co zrobiliście z Estelle? - zapytałem starając się kontrolować swój głos
- Nic. Wyjaśniła nam wszystko co do waszej wizyty, swacie. Gdybyś nie gadał bzdur o krewetkach to cała sytuacja nie miałaby miejsca. - kobieta wyjęła ostre szczypce i ostrożnie przecieła więzy. - Nieźle się urządziłeś. Jeszcze z pół godzinki i wykrwawiłbyś się. - uwolnione ręce bolały jak diabli, a krew wciąz ciekła.
Popatrzyłem na tą "kobietę" -Nie wiedziałem jakie macie zamiary, czasami śmierć jest lepsza od niewoli czy późniejszego przesłuchania- powiedziałem chociaż czułem duży ból i pierwsze skutki upływu krwi. Nie znałem się na medycynie i wiedziałem, że sam nie wiem jak mam zatamować krwawienie. -Macie tu jakiegoś lekarza?- jednocześnie po tym pytaniu oparłem się o ścianę. Czułem się co najmniej tak jak bym wypił pół litra Poteen ... oczywiście tego 90%. Oparłem się o ścianę -Ale tu się zimno zrobiło ... -
- Nawet jeśli nie mogłeś wspominac o swej misji od Tavika to wystarczyło poinformować naszych strażników o pozwoleniu od Klingonów. - odparła Macetczyjka. - Nazywam się Iva i jestem lekarzem. - dopiero teraz zauważyłeś małe zawiniątko u jej pasa. Wyjęła z nigo dziwny trikorder i zbadała rany. Potem zaaplikowała ci jakiś środek, po który poczułeś się lepiej. Sprajem spryskała ci rany, ale nie użyła dermoregenatora.
Cóż trochę mnie zdziwiło jej leczenie, ale ja nie znałem się na medycynie-Dziękuję. Co do strażników, nie lubię jak ktoś celuje do mnie z broni, robię się wtedy nerwowy- powiedziałem -Co teraz?-
- Gdyby ktoś wpadł ci do domu to też mierzyłbyś do niego z broni. - odparła kąśliwie. - Co teraz? Wykonasz swe zadanie, swacie. - z głębin wynurzył się Macetczyk i wyjął z nieprzemakalnego worka twój kombinezon do nurkowania. - A może wolisz tylko maskę oddechową?
-Może być sama maska- odparłem patrząc na nich spokojnie.
Macetczyk bez słowa rzucił ci maskę i zanurkował.- Płyń za mną. Tylko się nie zgub. - kobieta również wskoczyła do wody.
Nałożyłem maskę "jasne krewetki" pomyślałem, po czym wskoczyłem do wody. Rozejrzałem się i zacząłem płynąc, za tą ich lekarką.
Płynęła szybko i zwinnie. Droga była dośc długa i kręta.Wreszcie zaczęło się przejaśniać i wypłyneliście praktycznie w sercu kolonii. Wyglądała fantastycznie - prawdziwe podwodne miasto, ale bez bariery oddzielającej miasto od wody. Tutaj nie była potrzebna. Wszędzie śmigały płazy, szczególnie dzieci, któree potrafiły jednym uderzem ogona nagle zmienić kierunek pływania.Rozejrzałeś się wokół. Budynki była niskie i wejścia zawsze znajdowały się u dołu. Miały różne kolory, choć najczęściej jaskrawe. W wielu miejscach były umieszczone latarnie, teraz wyłączone.Lekarka skierowała się ku największemu budynkowi, mającego trzy piętra. Przy dzrwiach usłyszałeś:- Dalej nie idę. I bądź potulny i grzeczny bo jak zdenerwujesz naszego księcia to srogo cię ukarze.
Uśmiechnąłem się -Cóż posłucham tej rady- Wpłynąłem do budynku sprężystym krokiem. Zamierzałem wykorzystać to czego nauczyłem się z historii swojego rodu ...
W środku musiałeś podpłynąć trochę w górę i wynurzyłeśsię z wody. Od razu przy tobie pojawiło się dwóch strażników.- Michaelu McPersonie, pójdziesz z nami. - rzekł niższy. - Książe już czeka.ZAprowadzili cie przed oblicze swojego lokalnego władcy, który praktycznie nie odróżniał się d=od innych. Był tylko wyraźnie starszy. Patrzył na ciebie uważnie i czekał aż coś powiesz.
